14 razy w 26 wersach

Ks. Wojciech Parfianowicz

|

Gość Koszalińsko-Koł. 15/2021

publikacja 15.04.2021 07:52

Tylko tyle Ewangelia mówi o opiekunie Jezusa i Maryi. Dlaczego nie potrzeba więcej słów o tym świętym, mówi ks. prof. Janusz Bujak, autor najnowszej książki jemu poświęconej.

◄	Książka prezentuje nauczanie papieży o patronie Kościoła z ostatnich 150 lat. ◄ Książka prezentuje nauczanie papieży o patronie Kościoła z ostatnich 150 lat.
ks. Wojciech Parfianowicz /Foto Gość

Ks. Wojciech Parfianowicz: Biografii z tych 26 wersów nie dałoby się stworzyć. Jednak przez ostatnie 150 lat dokumentów Kościoła o św. Józefie powstało sporo. Czy my sobie tej postaci trochę nie wymyślamy?

Ks. prof. Janusz Bujak: Centrum Ewangelii jest Jezus Chrystus, ale każdy, kto się przy Nim pojawia, ma swoją rolę do spełnienia. Kościół, prowadzony przez Ducha Świętego, na odpowiednich etapach wydobywa postacie, które pomagają jeszcze lepiej zrozumieć dzieło zbawcze Chrystusa, bo o to tutaj najbardziej chodzi.

Czyli można powiedzieć, że głębia tego, co odkrywamy w tych zaledwie 26 wersach o św. Józefie, pochodzi tak naprawdę od Jezusa?

Nie odkrywamy św. Józefa dla niego samego. Punktem wyjścia jest Chrystus.

Przy okazji można zobaczyć, czym różni się sława od świętości. Gdyby nie miejsce św. Józefa przy Jezusie, informacji o nim starczyłoby na krótką notatkę. My zaś mamy sporo ważnych tekstów papieskich i nie tylko. Dlaczego jednak nauczanie Kościoła o św. Józefie zaczęło pojawiać się dopiero w drugiej połowie XIX wieku?

Ta postać obecna była w Kościele od zawsze. Ślady jego kultu mamy już w IV wieku. Pojawia się on także w apokryfach. Natomiast papież Pius IX ogłasza go patronem Kościoła w 1870 roku, ponieważ sytuacja była wtedy niezwykle trudna. Upadało Państwo Kościelne, miał też miejsce poważny kryzys wiary. Logika była taka – skoro Józefowi Bóg powierzył opiekę nad Jezusem i Maryją, czyli zalążkiem Kościoła, a on faktycznie ustrzegł ich od różnych niebezpieczeństw, to jego opieka nad Kościołem trwa nadal. To dlatego kolejni papieże w momentach kluczowych, trudnych, mówili: „Uciekajmy się do niego”.

W jakim sensie jest on patronem Kościoła na dziś? Papież Franciszek, ogłaszając Rok św. Józefa, chce nam chyba o tym wyraźnie przypomnieć. Czy sytuacja jest tak trudna jak w roku 1870?

Dzisiaj mamy Kościół w stanie pandemii, a więc ograniczenia w docieraniu do ludzi. Wielu księży pyta, jaka jest ich rola w momencie, gdy przychodzi mniej ludzi, gdy wychodzą na jaw różne grzechy wewnątrz wspólnoty. Można by powiedzieć, że powrót do św. Józefa, czyli człowieka, który w oczach świata nie miał żadnych wpływów, który był spoza ówczesnego establishmentu, któremu jednak Bóg powierzył największy swój skarb, jest dla nas dzisiaj ważnym przypomnieniem. Może nam się czasami wydawać, że nie mamy dziś nic do dania światu albo że nasz wpływ na rzeczywistość jest niewielki. Jednak, mimo różnego rodzaju biedy, nadal jesteśmy strażnikami największego skarbu, jakim jest Jezus w Eucharystii i w innych sakramentach. Jesteśmy Józefami, którzy strzegą tego skarbu, nie „przed” światem, ale „dla” świata.

W roku 1870 upadek Państwa Kościelnego okazał się zbawienny. Papież przestał być monarchą, a stał się bardziej pasterzem. Może w obecnym kryzysie musi upaść „państwo kościelne”, którym dziś jest np. klerykalizm? Czy św. Józef ma nam coś do powiedzenia w tym kontekście?

Jeśli klerykalizm rozumiemy jako złe pojmowanie władzy kapłańskiej, to św. Józef jest przykładem takiej troski o Kościół, w sensie opieki nad Jezusem i Maryją, która polega na poświęceniu się, ofiarowaniu się i zapomnieniu o sobie.

Św. Józef jest też czczony jako patron pracujących. Jakie jest jego przesłanie w epoce ludzi przepracowanych, którym praca zdalna nie daje spokoju nawet w domu?

Życie Świętej Rodziny, które mamy opisane w Ewangelii, pokazuje nam coś ważnego. Praca była dla św. Józefa ważna...

...do tego stopnia, że Jezus nazywany był synem cieśli...

...ale nie była ona wszystkim. Rodzina z Nazaretu miała też czas na świętowanie. Znamy historię pielgrzymki do Jerozolimy. Święta Rodzina miała więc czas na odpoczynek rozumiany głębiej niż weekendowe odłożenie pracy. Jej postawa uczy nas, że można też odpocząć, oddając cześć Bogu.

W kontekście trwającej pandemii szczególnie mocno wybrzmiewa kult św. Józefa jako patrona dobrej śmierci. W swojej książce przypomina Ksiądz, że wziął się on z przekonania, że przy śmierci św. Józefa musieli być obecni Jezus i Maryja.

Dzisiaj często mówi się, że ludzie umierają w szpitalach sami. Jednak warto pamiętać, że śmierć chrześcijanina nigdy nie jest samotna. Nawet gdy umieramy bez obecności bliskich nam ludzi, co jest naprawdę bolesne, odczuwalne, jest z nami Pan Bóg, są nasi Aniołowie Stróżowie i święci.