Balsam bliskości leczy samotność

Katarzyna Matejek

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 24/2021

publikacja 17.06.2021 00:00

W Skrzatuszu osoby z niepełnosprawnościami i ich opiekunowie wzięli udział w pielgrzymce pod hasłem „Jesteście solą ziemi”.

W spotkaniu uczestniczyli podopieczni placówek Caritas z Piły i Leżenicy. W spotkaniu uczestniczyli podopieczni placówek Caritas z Piły i Leżenicy.
Katarzyna Matejek /Foto Gość

W skrzatuskim sanktuarium 8 czerwca odbyła się Diecezjalna Pielgrzymka Osób z Niepełnosprawnościami. Caritas zaproponowała formę hybrydową spotkania: w sanktuarium zebrali się uczestnicy jej placówek – Środowiskowego Domu Samopomocy w Pile i Warsztatów Terapii Zajęciowej w Leżenicy, ok. 40 osób. Pozostali, zgromadzeni w swoich ośrodkach lub domach, mogli śledzić na ekranach wydarzenie dzięki transmisji telewizji internetowej Dobre Media. Łącznie pielgrzymowało ok. 500 osób.

– Żałujemy, że nie możemy spotkać się wszyscy fizycznie i zbudować wspólnoty, która dla tych osób jest bardzo ważna, o czym wiemy choćby od ich terapeutów – powiedział ks. Tomasz Roda, dyrektor Caritas diecezjalnej. – Jednak chcemy tę bliskość przeżywać choćby w formie hybrydowej, bo wiemy, jak oni tęsknili za tym spotkaniem.

Czuła troska

Pielgrzymów powitała modlitwa uwielbienia, po niej zaś odbył się w sali wiejskiej spektakl teatralny pt. „Pinokio” w wykonaniu uczestników ŚDS w Pile. Mszy św. w sanktuarium przewodniczył bp Krzysztof Zadarko. W homilii zwrócił uwagę na problem wielomiesięcznej pandemii i wynikających z niej zjawisk społecznych, z których najtrudniejszym jest samotność.

– Niezależnie od tego, w jakim jesteśmy stanie, doświadczyliśmy nie tylko skutków działania koronawirusa, ale też przemian wiążących się z tą chorobą. Ma ona wpływ nie tylko na organizm człowieka zarażonego, ale też na ludzi wokół niego. Do tej pory mało kto wiedział, co to znaczy być w separacji. Izolacja przeniosła się ze szpitali do naszych domów, sklepów, zakładów pracy. Nie jesteśmy stworzeni do tego, by żyć w samotności, ale we wspólnocie – zaznaczył.

Biskup stwierdził, że największą chorobą współczesności jest samotność. – Pandemia pokazała nam, że ta choroba jest najtrudniejsza. Jak sobie z nią poradzić? – pytał, a jako odpowiedź wskazał na uczniów Chrystusa, którzy głosząc Ewangelię i przeżywając paradoks Krzyża, stają się solą ziemi.

Zgoda na wolę Bożą jest według bp. Zadarki ochroną przed bezsensem cierpienia, samotności. – Najpiękniejszym lekarstwem na ranę współczesnego człowieka jest balsam bliskości innych osób – powiedział za papieżem Franciszkiem, dodając, że wówczas i chory, i towarzyszący mu opiekun są świadkami niezwykłej przemiany.

To było trudne

Anna Lipska jest uczestniczką Warsztatów Terapii Zajęciowej w Leżenicy. Placówkę tę widzi jako miejsce współpracy terapeutów z podopiecznymi. – Jestem osobą, która wszędzie dobrze się czuje, ale talent, który szczególnie rozwijam, to pisanie wierszy i udział w różnych spektaklach – powiedziała.

Niestety, jak dodała, wielomiesięczna izolacja i konieczność zdalnego uczestnictwa w zajęciach terapeutycznych negatywnie wpłynęły na jej samopoczucie. – To było bardzo trudne, odbiło się na mojej psychice, można było wpaść w depresję – przyznała. – Na szczęście mogliśmy liczyć na pomoc psychologów i terapeutów. Nie było dnia, byśmy się ze sobą nie kontaktowali, jeśli tylko wyraziliśmy taką potrzebę. Doradzali nam, co robić, a w trudnych momentach pocieszali.

W czasie izolacji społecznej osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi, ruchowymi, z autyzmem i zaburzeniami psychicznymi mogły liczyć na wsparcie Marty Kuczyńskiej, psychologa WTZ-ów w Leżenicy i ŚDS w Pile. – Zdalna praca z podopiecznymi to nie było to samo, co spotkanie w grupie. Zresztą było to wyzwaniem także dla nas, pracowników. Teraz tym bardziej cieszymy się sobą, tym, że możemy po prostu razem spędzać czas. No i próbujemy nadrobić to, co zostało w ostatnich miesiącach zaprzepaszczone.

Pan Krzysztof tęsknił za codziennością na warsztatach. Z wielkim entuzjazmem mówi o tym, że obecnie znowu może szyć, pracować w ogrodzie i stolarni, chodzić na relaksację. – Cieszę się, uwielbiam – zaznacza.

Jak wyjaśnia Anna Galkiewicz, która w pielgrzymce bierze udział po raz trzeci, wielomiesięczne rozstanie z uczestnikami placówki terapeutycznej było dla niej bardzo trudne. – Bo na warsztatach nas dużo uczą: mówienia, pisania. Wtedy nam lepiej pracuje głowa – mówi pani Anna. – Swojej choroby się nie wstydzę. Dlatego chodzę na warsztaty. Dużo mnie to nauczyło.

Na koniec pielgrzymki zaprezentowano nadsyłane w ostatnich dniach prace artystyczne pielgrzymów.