Na plaży o Bogu, szczęściu, przyjaźni

Katarzyna Matejek

|

Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 30/2022

publikacja 28.07.2022 00:00

Mały Chór Wielkich Serc z Łodzi koncertuje w lipcu nad morzem, w muszlach koncertowych i kościołach.

▲	Słuchacze walczyli w konkursach o piłki z logo zespołu. ▲ Słuchacze walczyli w konkursach o piłki z logo zespołu.
Katarzyna Matejek /Foto Gość

W nadmorskich miejscowościach letnicy mogą wieczorami posłuchać koncertów w wykonaniu chóru z Łodzi. To grupa dzieci i młodzieży z parafii franciszkańskiej pw. Matki Bożej Anielskiej. Zespół od lat koncertuje latem nad Bałtykiem w ramach kilkutygodniowych kolonii muzyczno-ewangelizacyjnych. W tym roku łodzianie zainaugurowali trasę koncertową 17 lipca występem w Darłówku, na plaży przy hotelu Apollo. W kolejnych dniach zagrali i zaśpiewali także w Jarosławcu, Dąbkach, Ustce i Rowach. Nie tylko latem, lecz także w ciągu roku szkolnego zespół podczas różnych wydarzeń prezentuje muzykę rozrywkową. Utwory wpadają w ucho, bo to przebojowe kompozycje, mówią natomiast o Bogu, szczęściu, dobru, przyjaźni.

25 lat śpiewania

Autorem i kompozytorem piosenek jest założyciel zespołu franciszkanin o. Piotr Kleszcz. – Nasz przyjazd nad morze i koncertowanie traktujemy jako misję. Chcemy przez muzykę i śpiew przypomnieć ludziom, że w wakacje nie należy zapominać o Panu Bogu, przeciwnie, można z Nim wypoczywać – mówi muzyk. – W tych miejscach, w których byliśmy w ubiegłych latach, jesteśmy przyjmowani z wielką życzliwością. Dlatego lubimy tam wracać.

W ciągu ćwierćwiecza istnienia Mały Chór Wielkich Serc nagrał dziewięć płyt. Zespół ma własny sprzęt nagłaśniający i akustyków. Krążki można kupić w formie tradycyjnej podczas koncertów, dostępna jest też specjalna kolekcja – wszystkie dotychczas opublikowane utwory chóru umieszczone na nośnikach pendrive. – Łączymy przyjemne z pożytecznym, z jednej strony mamy wypoczynek, a z drugiej szlifujemy nasz warsztat – wyjaśnia o. Kleszcz.

W Małym Chórze Wielkich Serce śpiewa około 50 dzieci w wieku od 5 do 14 lat, a po pandemii pozostała w nim także nieco starsza młodzież. – Ci najstarsi byli trochę poszkodowani, bo przez ostatnie dwa lata z powodu pandemii nie organizowaliśmy kolonii. Postanowiliśmy więc w tym roku poszerzyć zakres wiekowy, bo wiedzieliśmy, jak bardzo młodym zależy, by przyjechać tu z nami – tłumaczy franciszkanin.

Cichy przyjaciel

Kolonie muzyczno-ewangelizacyjne to zarazem okazja dla chórzystów, żeby swoje funkcjonowanie w grupie sprawdzić w bardziej wymagających warunkach. – To najlepszy moment na zintegrowanie grupy. Normalnie w ciągu roku spotykamy się na zajęciach, które przypominają aktywności szkolne czy ognisko. Tutaj jest inaczej: dzieci razem bawią się, jest okazja do żartów. To dużo czasu razem, dlatego też wychodzą z nas rzeczy trudne, niedociągnięcia charakteru, choćby to, że dla niektórych dzieci są to pierwsze kolonie w życiu, więc muszą się uporać z tęsknotą za rodziną, domem. Na szczęście w tej kwestii polegamy na bardzo dobrej kadrze wychowawczej, sprawdzonej od lat.

Kolonie ewangelizacyjno-muzyczne mają chrześcijański charakter. Dzieci codziennie uczestniczą we Mszy św., na koniec dnia podczas pogodnego wieczoru oceniają minione wydarzenia. – Nie popieramy typowych kolonijnych zwyczajów, jak śluby czy chrzest morski. Znaleźliśmy inne, wartościowe formy. Jedną z nich jest „cichy przyjaciel”. Zadanie to polega na okazywaniu wylosowanej osobie dyskretnych i czynionych anonimowo wyrazów sympatii – wyjaśnia kapłan. Gestami przyjaźni mogą być podarowanie kartki z nakreślonym słoneczkiem lub muszelką czy choćby narysowanie uśmiechu keczupem na kanapce. Ważne, by wykazać się ciekawą i dobrą inicjatywą. – Dzieci uczą się w ten sposób wysyłać pozytywny sygnał do innych, na przykład: myślę o tobie, modlę się za ciebie.

Duszpasterz uważa, że taki sposób spędzania czasu jest wartościową propozycją na wakacje. – Przecież dużo łatwiej jest przyjść chórzystom w ciągu roku na próbę dwa razy w tygodniu, uśmiechnąć się i wrócić do domu. Tu, gdy wciąż jesteśmy razem, jest inaczej: jesteśmy zmęczeni i wychodzą różne kwestie – stwierdza o. Kleszcz. – Wykorzystujemy to, żeby lepiej się poznać, docierać.