• facebook
  • rss
  • „Ojczyzna” w Białogardzie

    Justyna Tylman

    |

    Gość Koszaliński 31/2012

    dodane 02.08.2012 00:00

    I w tym roku nie zabrakło chętnych rodaków, którzy na muzyczne warsztaty przyjechali nawet zza oceanu.

    Polonijne Lato to cykl imprez, które cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem naszych rodaków mieszkających za granicą, a także mieszkańców Koszalina i okolic.

    W Polsce zakochani

    Emilia Piaskowska w Polsce jest po raz czwarty. Jej rodzice wyemigrowali do Brazylii w 1912 roku. Ma przeszło 80 lat i, mimo że wychowywała się za oceanem, po polsku mówi bezbłędnie. – Bo ja w swoim ojczystym języku myślę, modlę się i śpiewam – śmieje się. A śpiewa od dawna.

    – To już jakieś 35 lat będzie, bo w Brazylii mamy chór – wyjaśnia. W Polsce czuje się bardzo dobrze. Tylko skarży się, że przez zmianę czasu ciągle chodzi zaspana. Chór „Ojczyzna” zaczyna śpiewać „Hej, sokoły”, pani Emilia włącza się bez wahania. Na pytanie, jak się jej w ojczyźnie podoba, odpowiada ze śmiechem. – Bardzo, tylko nie mam czasu, żeby zwiedzać. W tym roku Polonijne Lato odbywa się po raz 42., i – jak zapewnia prof. Przemysław Pałka, dyrektor artystyczny Światowego Festiwalu Chórów Polonijnych i Polonijnego Lata – chętnych do przyjazdu na warsztaty nie brakowało. – Przyjechało do nas 400 rodaków z różnych stron świata, a na pierwszy rok Studium Dyrygentów zgłosiło się ponad 30 osób, z których mogliśmy przyjąć tylko 6 – wyjaśnia. W tym roku w ramach Polonijnego Lata odbył się przypadający co trzy lata XIV Światowy Festiwal Chórów Polonijnych. – Jest to duża impreza muzyczna, w czasie której połączone chóry wykonują utwory przy udziale Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Koszalińskiej – dodaje profesor. Jednak zanim przyszedł czas na finał w koszalińskim amfiteatrze, trzeba było potrenować.

    Dyrygentem być

    W tym roku „Ojczyzna” zawitała do Białogardu, na zaproszenie Pawła Mielcarka. Dyrygent Kameralnego Chóru Bel Canto dołożył starań, żeby koncert w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa wypadł śpiewająco. – Do występu przygotowywaliśmy się od lutego – mówi. – Białogardzki chór był świetny, w naszym żargonie „pod rękę”, doskonale się nimi dyrygowało – dodaje prof. Wtorkowska. Muzycy wykonali wspólnie pięć utworów, nie tylko o tematyce sakralnej. Był Moniuszko w aranżacji gospel i Maryla Rodowicz z „Ale to już było”. – Muzyka chóralna nie należy do najłatwiejszych, ale w tak dobrym wykonaniu słucha się jej z przyjemnością – mówi pani Wanda, uczestniczka koncertu. – Wizyta chórów polonijnych zawsze mnie cieszy, bo promują polskość, o której my, mieszkający w Polsce, czasami zapominamy – dodaje ks. Jan Gardulski, proboszcz. Nikolett Kohan, w czasie koncertu wykonywała partie solowe. Młoda Węgierka nie ukrywa, że pobyt w Koszalinie pozwala jej doskonalić dyrygentowskie umiejętności, mimo że studiuje śpiew na Akademii Muzycznej w Budapeszcie. – Namówił mnie znajomy, mówiąc, że w Koszalinie świetnie uczą, i miał rację – wyjaśnia bezbłędną polszczyzną. Studium Dyrygentów Chórów Polonijnych obchodzi w tym roku 24-lecie. A od 20 lat nad artystycznym wizerunkiem „Ojczyzny” czuwa prof. Elżbieta Wtorkowska, dla której lipiec bez przyjazdu do Koszalina jest miesiącem straconym. W czasie białogardzkiego koncertu kierowała grupą ponad 30 dyrygentów. – Dyrygować dyrygentami nie jest prosto, bo trzeba być bardzo dobrze przygotowanym i podsuwać różne koncepcje interpretacji muzycznej utworu – mówi. „Ojczyzna” co roku zmienia swój kształt, zyskując nowych członków. – W tym roku studium ukończyło wielu dobrych dyrygentów, w kolejnej edycji czekamy na nowych – mówi prof. Wtorkowska. A chętnych nigdy nie brakuje, ponieważ forma kształcenia polonijnych dyrygentów różni się od innych. – Mają do dyspozycji chór ćwiczebny, który pozwala usłyszeć jak brzmią kompozycje, nad którymi pracowali danego dnia – wyjaśnia prof. Wtorkowska.

    Powrócą tu

    I chociaż językiem wykładowym jest polski, to wykładowcy przyznają, że na pierwszym roku trzeba uciekać się do znajomości angielskiego i rosyjskiego, ale tylko przez chwilę. – Chórzyści bardzo szybko przełamują barierę językową i z całych sił próbują używać polskiego, każdy z innym akcentem – dodaje prof. Pałka. – Chociaż towarzystwo jest międzynarodowe to rozumiemy się bez problemu, może tylko Białorusini mają problem z twardą wymową polskiego „l”, ale każdy stara się jak może i dużo ćwiczy – mówi Nikolett. Bardzo ważnym elementem kształcenia jest także wyrównanie techniki wokalnej. – Nasi słuchacze przyjeżdżają ze Wschodu i Zachodu, wywodzą się z różnych środowisk, maja różne doświadczenie muzyczne, czasami jakiś charakterystyczny zaśpiew, a trzeba się nastroić na brzmienie jednej orkiestry – wyjąsnia prof. Wtorkowska. Młody chłopak Władimir Jakubowski z Białorusi zakochał się w Polsce, dlatego zdecydował się studiować dyrygenturę w Lublinie. – Pierwszy raz przyjechałem 5 lat temu uczyć się dyrygentury, bardzo mi się tu spodobało – wspomina. W tym roku ukończył Studium Dyrygentów Chórów Polonijnych. – Czuję, że muzycznie dorosłem – mówi. Polonijne Lato to cykl imprez odbywający się co roku w lipcu. Organizatorami przedsięwzięcia są Stowarzyszenie „Wspólnota Polska” oraz Prezydent Koszalina.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół