• facebook
  • rss
  • Zakręceni w wierze

    dodane 15.11.2012 00:00

    Diecezjalna Pielgrzymka Ruchu Światło-Życie. – Wcześniej Bóg nie był moim Bogiem, później wszytko się zmieniło – mówi Daniel Pelowski, siedemnastolatek z Koszalina.

    Jak co roku w Wyższym Seminarium Duchownym spotkali się członkowie wspólnot zrzeszonych w Ruchu Światło–Życie. W seminaryjnej kaplicy trwała modlitwa, potem w auli słychać było śpiew i śmiech oazowiczów. Bo Ruch Światło–Życie to ludzie pozytywnie zakręceni na punkcie Boga. 


    Plaża, Podczele 2012


    Słońce schowało się za chmury, wieje zimy wiatr, na spacer wybrali się tylko najwytrwalsi kuracjusze i... oazowicze. Im jesienna aura nie przeszkadza. 
– Zaczynamy! – krzyknęła jedna z dziewczyn i nagle 32 osoby zaczęły biegać, grać w berka, a przede wszystkim śmiać się. I choć może na początku narzekali, że jest trochę zimno, teraz nikt już o tym nie pamięta. Zanim poszli na obiad, odmówili „Anioł Pański” i zostali pobłogosławieni. Na plaży. Na oczach tych nielicznych, ale jednak obcych ludzi. Nikt z oazowiczów nie miał oporów przed wykonaniem znaku krzyża.
Wracam z młodymi z plaży. Jednym z nich jest Filip Jachowicz z Koszalina. – Zaczęło się od rekolekcji dziecięcych, na które zapisała mnie mama, bo uważała, że to dobry sposób na spędzenie wakacji – śmieje się chłopak. Pomysł okazał się trafiony, bo Filip w Ruchu Światło–Życie jest już osiem lat. Na początku jego uczestnictwo w oazie ograniczało się do zabawy, dopiero później zaczął od siebie wymagać czegoś więcej. – Zafascynowała mnie praca animatorów, bo wydawało mi się, że mają ogromną wiedzę o Bogu. Chciałem być jak oni, doświadczeni w Bogu – przyznaje. 
Filip od dwóch lat jest animatorem. Przekonał się, że nie jest to łatwe zajęcie. Bo trudno jest przekazać swoje doświadczenie Boga, zwłaszcza młodym ludziom, którzy na co dzień z Kościołem nie mają wiele wspólnego. – Nasze świadectwa traktują jak wyuczoną formułkę albo historyjkę wyczytaną w książce – wyjaśnia Filip. Chłopak nie poddaje się jednak. – Może komuś utkwi coś w pamięci i zostanie w Ruchu na dłużej – dodaje. 
– Właśnie na oazowych rekolekcjach usłyszałem świadectwo, które otworzyło mnie na Boga, bo wcześniej to był Bóg moich rodziców, ale nie mój – mówi Daniel Pelowski. – Wiara, którą przejąłem od rodziców rodziła we mnie bunt – dodaje. Potrzebował czasu na przemyślenie i poukładanie swojej relacji z Bogiem. Ten czas znalazł w Ruchu Światło–Życie. – Oaza to dobry sposób na życie, bo można poznać siebie – mówi. 


    WSD, Koszalin 2012


    Widok niecodzienny, bo główny hol Wyższego Seminarium Duchownego wypełniają dzieci, młodzież rozmawia w grupkach, a między nimi starają się przejść rodzice, pchający wózki ze swoimi pociechami. 
Diecezjalna Pielgrzymka Ruchu Światło–Życie odbywa się już po raz XIX. Uczestniczą w niej osoby w różnym wieku i z różnym stopniem doświadczenia Boga. Tegoroczne spotkanie wpisało się w trwający w Kościele Rok Wiary. 
– Pielgrzymujemy po to, żeby wzmocnić swoją wiarę, spotkać się we wspólnocie ludzi na co dzień żyjących charyzmatem Ruchu Światło–Życie i podzielić swoim doświadczeniem Boga – wyjaśnia cel corocznej pielgrzymki ks. Tomasz Tomaszewski, moderator Ruchu Światło–Życie w diecezji. 
Skoro pielgrzymka przebiegała pod znakiem Roku Wiary, nie mogło zabraknąć konkretnych osób – świadków wiary.
– Chcieliśmy przypomnieć osobę ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela Ruchu Światło–Życie, o którego szybką beatyfikację będziemy się modlić – dodaje ks. Tomasz. 
Obowiązkowym punktem każdej pielgrzymki jest praca w grupach, w czasie której oazowicze starali się odpowiedzieć, czym dla nich jest wiara, co pomaga wierzyć i jak radzić sobie z trudnościami w wierze. Jak przyznaje Ania, uczennica plastyka, wierzyć w Boga nie zawsze jest łatwo. Zwłaszcza, jeśli przez kolorowe włosy i ubiór wyróżnia się w tłumie rówieśników. – Wiele osób myśli, że jestem ateistką, bo wyglądam inaczej. A to właśnie wiara pozwala mi wyrazić siebie, jest dla mnie podporą i wartością, którą wyniosłam z rodzinnego domu – wyjaśnia. – Bo można być pozytywnym freakiem i wierzyć w Boga – to się nie kłóci. 
Zosia Jocek potakująco kiwa głową. – Łatwiej wierzyć, kiedy jesteś we wspólnocie. W mojej szkole wiara w Boga nie jest modna i jeżeli spędzam trochę mniej czasu z oazowiczami, to czuję, że się gubię – mówi. Pielgrzymka pozwala jej nabrać sił. – Mogę się przekonać, jak inne osoby patrzą na Boga. A że są tu ludzie w różnym wieku, widzę, że wierzyć można przez całe życie – dodaje.


    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół