• facebook
  • rss
  • Zwyciężeni, lecz niepokonani

    dodane 07.03.2013 00:00

    Diecezja. To była żywa lekcja historii – mówili mieszkańcy Koszalina, którzy uczestniczyli w obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

    Przygotowana przez koszalińską delegaturę Instytutu Pamięci Narodowej i grupy rekonstruktorów inscenizacja, na kilkanaście minut przeniosła widzów w realia czasów tuż po zakończeniu II wojny światowej.

    Atak na konwój UB

    Tuż po godzinie 14 na ulicy Jedności rozległy się strzały. Żołnierze podziemia antykomunistycznego urządzili zasadzkę na konwój Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i sowieckiego NKWD, odbijając więźnia. – Mundury, broń, krzyki, wszystko to sprawiło, że przedstawienie było bardzo realistyczne. Zwłaszcza że ten fragment ulicy doskonale wkomponował się w całość zamysłu – mówi pani Jadwiga, jedna z kilkuset oglądających inscenizację.

    Pasjonaci historii z Grupy Rekonstrukcji Historycznej „Gryf”, GRH „Moto Military”, GRH „Pancerni 39” z Bałtyckiego Stowarzyszenia Miłośników Historii „Perun” oraz Grupy Rekonstrukcji Historycznej 2. Pułku Ułanów 1. Warszawskiej Brygady Kawalerii zadbali o każdy szczegół, nawet rozdawane przez gazeciarza „Wiadomości Koszalińskie” z 2 września 1945 r. – Jest to forma lekcji historycznej, dynamicznej i pozwalającej szybciej pokazać realia tamtych czasów i sposoby walki niż opisy książkowe – mówi Marcin Maślanka, członek koszalińskiej GRH „Gryf”, która specjalizuje się w odtwarzaniu walk żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK. Przyznaje, że dla aktorów biorących udział w inscenizacji jest to także forma misji. – Mamy poczucie tego, że trzeba edukować młodzież. Mało jeszcze mówi się o tym w mediach, mało mówi się w szkole. Niektóre podręczniki poświęcają żołnierzom wyklętym pół strony, w innych nie ma o nich ani słowa – dodaje. Dla samych aktorów było to również niezwykłe przeżycie. – Przygotowywaliśmy się starannie dobre dwa miesiące – przyznaje Rafał Semołonik. Jego do włączenia się do grupy rekonstruktorów namówił 12-letni syn Kuba, który odtwarzał prawdziwą postać młodego łącznika Mikrusa. – Wyszukał w internecie informacje o grupie, ale jako nieletni potrzebował opiekuna, więc ja byłem niejako w pakiecie – śmieje się Rafał. Przyznaje, że odkąd sam zaczął „bawić się w historię”, zmienił się jego stosunek do historycznych inscenizacji. – Żona dalej mi wypomina, ze jeszcze dwa lata temu śmiałem się, że to chłopcy, którzy chcą się bawić w wojnę, ale teraz wiem, że tu chodzi o coś znacznie poważniejszego: o kultywowanie tradycji, poszukiwanie tożsamości i pokazywanie prawdy historycznej – opowiada. – Oni zostali wyklęci dwa razy: raz przez komunistów i ich propagandę, a drugie wyklęcie trwa do dzisiaj. Niewiarygodne jest to, że ci ludzie są upamiętnieni przez sejm, senat, nadaje im się najwyższe odznaczenia państwowe, prezydent upamiętnia ich świętem takiej samej rangi, jak 3 Maja czy 11 Listopada, a opinia, że to byli bandyci wciąż pokutuje. To pokazuje, jak skuteczna była komunistyczna propaganda, która do dziś jest zakorzeniona w niektórych środowiskach – mówi o żołnierzach wyklętych Michał Ruczyński z koszalińskiej delegatury IPN. – Prawda jest odkłamywana od kilku lat, od dwóch obchodzimy święto państwowe, ale jeszcze ogrom pracy przed nauczycielami, historykami, a przede wszystkim przed młodymi ludźmi – dodaje historyk.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół