• facebook
  • rss
  • Człowiek made in oaza

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 02/2014

    dodane 09.01.2014 00:00

    Co zrobić, żeby być w życiu kimś i odnieść sukces?

    Wielu młodych ludzi chce dziś inwestować w siebie i w swoją przyszłość. Chodzą na dodatkowe lekcje języków obcych, uczą się muzyki lub tańca, uprawiają sport pod okiem profesjonalnych trenerów. Do tego wszystkiego potrzeba czasu i pieniędzy, dlatego rodzice często dokonują niemalże cudów, żeby ich dzieci mogły się rozwijać. Niektórzy odkrywają, że warto zapisać się na jeszcze inne „kursy”.

    Ewangelizacja

    Kilkunastu młodych ludzi postanowiło spędzić 9 dni, także sylwestra i Nowy Rok, w Lipiu na tzw. KODA, czyli Kursie Oazowym dla Animatorów. To specjalna forma rekolekcji przeznaczona dla tych, którzy chcą jeszcze bardziej na poważnie zaangażować się w Ruch Światło–Życie. – Animator to człowiek rozbudzony na drodze wiary, który sam się formuje, ale jednocześnie opiekuje się innymi. Siłą ruchu są właśnie animatorzy – mówi o. Piotr Włodyga, benedyktyn prowadzący rekolekcje. – To wiąże się ze strukturą ruchu, w którym podstawą pracy jest mała grupa. Dlatego ważna jest rola animatora, który takiej grupie nadaje dynamikę. Można powiedzieć, że jaki animator, taka grupa – mówi ks. dr Tomasz Tomaszewski, moderator diecezjalny ruchu oazowego. Animatorzy tworzą ekipy prowadzące letnie czy zimowe rekolekcje, prowadzą grupy we wspólnotach parafialnych, biorą udział w przygotowaniu swoich rówieśników do bierzmowania. – Pomagają trochę „odklerykalizować” pojęcie ewangelizacji. Pokazują, że świeccy, także bardzo młodzi, mają w Kościele do odegrania ważną rolę – dodaje ks. Tomaszewski.

    Po prostu życie

    Bycie animatorem wcale nie jest takie proste. Trzeba pewne rzeczy rozumieć, widzieć, umieć właściwie ocenić. Nie oznacza to, że animator to ktoś, kto stoi wyżej niż jego rówieśnicy. To raczej ktoś, kto zrobił kilka kroków do przodu i chce się podzielić tym doświadczeniem. Nadal jest w drodze, ale pewne rzeczy ma już za sobą i umie prowadzić. – Dlatego na KODA są dwa bloki. Po pierwsze – animator porządkuje siebie. Chodzi tu o pracę nad sobą jako człowiekiem, zarówno od strony duchowej, jak i psychologicznej. Po drugie – poznaje pewne techniki, które przydają się w prowadzeniu grupy. Wszystko to zatopione jest w klimacie modlitwy. Jest to tak pomyślane, aby dochodziło do integracji wewnętrznej człowieka – tłumaczy o. Włodyga. Jak podkreśla zakonnik, który jest jednocześnie trenerem komunikacji, takie rekolekcje przydają się nie tylko do pracy w ruchu. – Gdy człowiek jest bardziej zintegrowany, to się później przekłada na wszystkie dziedziny życia. Taki człowiek będzie lepszym małżonkiem, pracownikiem. Animator zdobywa umiejętności, które składają się na to, co można by nazwać sukcesem życiowym – wyjaśnia o. Piotr. – Taki człowiek poradzi sobie w różnych sytuacjach. On potem nawet nie będzie sobie uświadamiał, że nauczył się tego w ruchu czy na KODA, ale to będzie w nim funkcjonowało – zapewnia ks. Tomaszewski. – Bycie w ruchu otworzyło mnie na świat, bo wcześniej byłem dość zamknięty w sobie. Teraz nie mam już problemów w kontaktach z innymi. Nauczyłem się nawiązywać relacje. Na tych rekolekcjach uczyliśmy się m.in., jak w relacji budować zdrowy dystans, jak być asertywnym, umieć powiedzieć „stop”. Zapamiętałem też jedną zasadę: zrozumieć kogoś nie zawsze oznacza zgodzić się z nim – mówi Kacper Izdebski z Wałcza. – Nauczyłam się, że jeżeli mam jakiś problem, to powinnam o tym otwarcie mówić i nie skrywać tego w sobie. Prowadzenie grupy pokazuje też, że nie warto udawać kogoś, kim się nie jest – przyznaje Klaudia Dardas z Piły. – W oazie może się w młodym człowieku wydarzyć coś bardzo ważnego. Nawet w ciągu tych kilku dni na KODA widać, jak ludzie się przemieniają – mówi o. Włodyga.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół