• facebook
  • rss
  • Wyjść z kościelnej oślej ławki


    ks. Wojciech Parfianowicz


    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 04/2014

    dodane 23.01.2014 00:00

    Można należeć do jakiegoś ruchu albo być zwykłym parafianinem. Żeby zapisać się do tej szkoły, 
wystarczy chcieć na serio żyć Ewangelią.

    Mowa o Szkole Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji Świętej Maryi z Nazaretu Matki Kościoła, zwanej w skrócie Szkołą Maryi.
Założona w roku 1998 przez o. Piotra Kurkiewicza, polskiego kapucyna pracującego na Ukrainie, działa już w kilkunastu krajach. W Polsce istnieje 16 oddziałów, w tym jeden w Koszalinie. To propozycja formacji dla wszystkich, którzy chcą głębiej wejść w istotę wiary chrześcijańskiej.


    Formacja opiera się na 6-letnim cyklu. Każdego roku odbywają się cztery tury spotkań: weekendowa sesja jesienna, zimowa i wiosenna oraz dziesięciodniowa sesja letnia. Uczestnicy Szkoły uczą się kontaktu z Bogiem poprzez medytację, uwielbienie, uczestnictwo w Eucharystii, pogłębione życie sakramentalne czy akcje ewangelizacyjne. Podczas formacji poruszane są także konkretne życiowe tematy, z którymi chrześcijanin styka się w codzienności, jak choćby finanse.
– Człowiek kończy takie konkretne poznawanie Boga na poziomie szkoły średniej i zaczyna tworzyć się luka. Tutaj to uzupełniamy. To się naprawdę przekłada na życie, bo codziennie stajemy przed dylematami, jakie stanowisko zająć. Czy takie, jakie proponuje Ewangelia, czy takie, jakie proponuje świat – mówi Paweł Gritzman, na co dzień menedżer w firmie produkcyjnej, który do Szkoły uczęszcza razem z żoną Joanną i z dziećmi. – Nauczyliśmy się ważnej rzeczy: pierwsze kroki kierujemy do Boga – w finansach, w życiu małżeńskim, w każdej dziedzinie życia – tłumaczy.
– Dzisiejszy świat proponuje wolność bez patrzenia na innych. Szkoła bardzo zmieniła moje życie. Kiedy Bóg mnie dotknął, stało się dla mnie jasne, że jest jedyna prosta droga: Ewangelia – opowiada Adam Kryszyłowicz, elektryk z Koszalina.
– Mnie przekonało takie proste odkrycie obietnicy Bożej. Dotarło do mnie, że Pan Bóg ani jednego słowa nie sprzeniewierzył, tylko wszytko spełnił. Kiedy odkryłam, jak to rzeczywiście działa w życiu, wiedziałam, że już tego nie zostawię – mówi Urszula Monkiewicz, na co dzień dyrektorka gimnazjum.
Po ukończeniu Szkoły można samemu w niej posługiwać, należeć do jakiegoś ruchu, albo po prostu być aktywnym, świadomym parafianinem, który zaraża wiarą innych.
– To się bardzo przydaje, bo my nie umiemy rozmawiać o wierze z ludźmi, którzy nie wierzą, albo wręcz wojują z Kościołem. Wcześniej bałam się mówić o Bogu – przyznaje Urszula Monkiewicz.
– Niekoniecznie muszę wychodzić na ulicę z transparentem: „Jezus jest Panem!”. Chciałbym, żeby ktoś widząc, jak żyję, podszedł i zapytał: „Paweł, jak ty to robisz?” i żebym ja mógł wtedy odpowiedzieć: „Wiesz, to jest Pan Jezus, jak chcesz, to ci pokażę tę drogę” – mówi Paweł Gritzman.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół