• facebook
  • rss
  • Sakramentu nie da się wymazać

    Justyna Steranka

    dodane 11.03.2014 12:04

    W Koszalinie rusza ognisko wspólnoty „Sychar”. O tym, czym jest wspólnota, opowiadali Mirka i Jarek z gdańskiego ogniska.

    Dzień Małżeństw odbył się w kościele pw. św. Józefa Rzemieślnika w Koszalinie. Goście z Gdańska opowiedzieli w czasie Mszy św. historię swojego małżeństwa, które wydawało się nie do uratowania.

    Po 18 latach małżeństwa wzięli rozwód. Mirka wystawiła mężowi walizki za drzwi, bo nie mogła już wytrzymać w domu, gdzie ciągle był alkohol i przemoc.

    - Wydawało mi się, że bardzo dobrze przemyślałam decyzję o rozwodzie, ale nie dało się tak żyć. Niby męża nie było, miałam pozornie spokój, ale czułam, że nie żyłam pełnią życia. Nie wzięłam pod uwagę, że sakrament jest na zawsze, a małżeństwo to trzy osoby - mąż, Bóg i ja - mówi Mirka. Dwa i pół roku po rozwodzie zobaczyła, że wcale nie jest szczęśliwa. - Zaczęłam pytać Boga, o co chodzi w życiu. To był czas mojego nawrócenia - mówi. - Wtedy zrozumiałam, że chciałam się tym rozwodem wypisać z czegoś, z czego nie można się wypisać.

    Rozwód był trudnym doświadczeniem także dla Jarka. - Pamiętam, jak ślubowałem żonie miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Po latach jednak okazało się, że wcale nie wypełnialiśmy słów przysięgi - mówi Jarek. - Ten dzień rozwodu był dla mnie największą życiową porażką. Całe życie legło w gruzach. Wyjechałem zagranicę układać sobie życie po swojemu - wspomina.

    Kiedy Mirka zaczęła szukać pomocy, spotkała ludzi ze wspólnoty „Sychar”. - Czekali wiele lat na swoich mężów i żony. Potrafili być szczęśliwi mimo tego, że czekali. Ja też tak chciałam. Napisałam wiadomość do Jarka, że się za niego modlę, że go kocham i że jest sposób na to, żeby nasze małżeństwo się odrodziło. I czekałam - mówi.

    Dla Jarka to jednak nie było takie proste. - Nie mogłem się z tym pogodzić, kiedy żona wystąpiła o rozwód, choć przecież w dużej mierze to było z mojej winy. Kiedy żona wysłała do mnie wiadomość, że nasze małżeństwo można uratować, pomyślałem, że oszalała - wspomina. Mimo wszystko podjął decyzję o tym, że chce spróbować coś naprawić.

    Powrót Jarka do żony trwał trzy lata. - Musiałem przeanalizować ten powrót z każdej strony. Ułożyłem sobie już życie zagranicą, a tu były zgliszcza, ruina, zerwane więzi z dziećmi. Musiałem podjąć trud powrotu, naprawiania siebie. Musiałem przeprosić - przyznaje.

    Nawrócenie obojga było pierwszym krokiem ku naprawie. - Przestawiłem priorytety. Pan Bóg zaczął być na pierwszym miejscu, a relację z żoną zacząłem traktować jako najważniejszą tu, na ziemi. Dziś modlimy się wspólnie, ale też rozmawiamy. Bardziej staramy się, żeby dominowało słowo „my”, a nie „ja” - mówi Jarek. - Nie jesteśmy idealnym małżeństwem, ale wiemy, że trzeba współpracować z łaską Bożą i ciągle uczyć się przebaczać. 

    Dziś działają w „Sycharze”, bo chcą dawać nadzieję innym. To wspólnota dla porzuconych albo czekających małżonków, którzy chcą wytrwać w wierności.

    Wspólnota zaczyna swoją działalność także w naszej diecezji. Każdy, kto przeżywa trudności w małżeństwie, szuka pomocy i wsparcia, może zgłaszać się do Katolickiej Poradni Rodzinnej przy ul. Andersa 24 w drugi i czwarty piątek miesiąca w godz. 9-11, do parafii św. Józefa Rzemieślnika w Koszalinie lub do Duszpasterstwa Rodzin w kurii biskupiej. Więcej TUTAJ i TUTAJ.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół