• facebook
  • rss
  • Środki uświęcone przez cel

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 23/2014

    dodane 05.06.2014 00:00

    Problemy z płodnością dotykają prawie 20 proc. par starających się o potomstwo. Dla wielu z nich trudności z poczęciem dziecka są źródłem ogromnego cierpienia.


    Dzieci jest coraz mniej z różnych powodów. W świecie zachodnim, w którym rządzi konsumpcja, są tacy, którzy mieć ich po prostu nie chcą. Z kolei coraz częstsze problemy z płodnością, które czasami wynikają z chorego, antyrodzinnego trybu życia, sprawiają, że wielu z tych, którzy czekają na potomstwo, mieć go nie może. Skutek? Europa wymiera. Wiadomo to już od dawna, ale zachodnie elity obudziły się dopiero w obliczu groźby zawalenia się systemu emerytalnego. Dziurę demograficzną próbuje się zafastrygować na różne sposoby. Jednym z nich jest in vitro. Według wielu lekarzy, dawno nie było czegoś tak słabego, a jednocześnie tak mocno promowanego.


    Te bajpasy nie pomogą


    Naprotechnologia nie jest właściwie alternatywą dla in vitro. To zupełnie inny świat, inna filozofia. Uznani specjaliści w tej dziedzinie pojawili się na specjalnej konferencji, która odbyła się w Akademii Pomorskiej w Słupsku.
– W in vitro chodzi o uzyskanie u niepłodnej pary końcowego efektu, czyli dziecka, najlepiej szybko i bezproblemowo, ale bez wyleczenia niepłodności. To bajpas, który omija problem. Natomiast naprotechnologia to dobra, etyczna medycyna, która polega na przywróceniu możliwości naturalnego poczęcia – mówi dr Ewa Ślizień-Kuczapska, specjalista położnik, ginekolog, lekarz naprotechnolog, prezes Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny.
Dziś już wiadomo, że niepłodność wymaga podejścia interdyscyplinarnego. – Dysfunkcja właściwie każdego narządu może powodować problemy z płodnością. Czasami są to niuanse, które można odkryć dopiero w wyniku bardzo szczegółowych badań – przypomina dr Aleksandra Kicińska, specjalista chorób wewnętrznych, konsultant naprotechnologii w „Naprocentrum. Promień nadziei” w Gdańsku.
Jak mówi dr Tadeusz Wasilewski, założyciel NaProMedica w Białymstoku, pierwszej w Polsce kliniki zajmującej się naprotechnologią, wielu ginekologom po prostu nie chce się za to brać. Wolą iść na skróty, choć naprotechnologia cieszy się skutecznością sięgającą nawet 80 proc. Podejście całościowe do pacjenta, drobiazgowa diagnostyka połączona z obserwacją cyklu metodą Creightona sprawiają, że wielu niepłodnym parom, choć niestety nie wszystkim, udaje się przywrócić zdolność powoływania życia. Ale to musi potrwać i niestety jest niepoprawne politycznie, bo oparte na chrześcijańskim światopoglądzie – to nic, że także na najnowszych zdobyczach medycyny.
Dr Wasilewski jest niekwestionowanym autorytetem w tej dziedzinie w Polsce. Sam przez wiele lat promował in vitro, zanim nie zrozumiał, że jest to ślepa uliczka. Dziś, przytaczając wyniki badań, które wskazują, że dzieci poczęte tą metodą są o 30 do 40 proc. bardziej narażone na różne choroby, ostrzega: – Genetycy biją na alarm. Może się okazać, że za jakiś czas będziemy mieli poważny problem z chorobami, które będą się pojawiać znacznie częściej niż teraz.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół