• facebook
  • rss
  • Z kerygmatem na opłotki

    dodane 17.07.2014 00:00

    Stukają do każdych drzwi, odwiedzają chorych, śpiewają między domami i bawią się z najmłodszymi. A przede wszystkim niosą Dobrą Nowinę tam, gdzie kończą się drogi i czasami po ludzku brakuje nadziei.

    Takiej akcji w niewielkim Rogowie jeszcze nie było. We wsi od rana słychać śpiewy i dziecięce śmiechy. To czas dla najmłodszych mieszkańców. O starszych ewangelizatorzy zadbają po południu, kiedy ruszą od drzwi do drzwi, zapraszając do wspólnej modlitwy. – Nie ma chyba takiej parafii, która nie potrzebuje pobudzania, ale na terenach wiejskich to szczególnie istotne – przyznaje ks. Grzegorz Marciszewicz, proboszcz parafii w Byszynie, którą odwiedza właśnie ewangelizacyjna ekipa. – Taka mała wspólnota ma niewątpliwie swoje zalety, bo wszyscy się znamy i łatwiej o rozmowę niż w dużej miejskiej parafii. Ma też swoje ograniczenia, zwłaszcza gdy posługuje w niej tylko jeden ksiądz. Przyda się każda pomoc – kiwa głową duszpasterz. Właśnie z myślą o takich terenach ks. Radosław Siwiński wymyślił akcję Wioskowej Ewangelizacji. – Proboszcz wiejskiej parafii, mając pod opieką kilka filii, bez liku obowiązków, musi zadbać przede wszystkim o sakramenty. Nie jest w stanie dotknąć ewangelizacyjnie tych wszystkich, którzy się zgubili, bo nie starczy mu ani czasu, ani sił – mówi ks. Radek.

    Dzielić się wiarą jak chlebem

    Od kilku lat proboszczom z pomocą ruszają ewangelizacyjne ekipy. Przez osiem dni odwiedzają kolejne miejscowości parafii, żeby budzić nieco przygasłą wiarę. – Wiara to taki dar, którym trzeba się dzielić. Jeśli zatrzymać go tylko dla siebie, to uschnie jak kwiat. Tu świadectwo bycia uczniem Jezusa jest najlepszym narzędziem – opowiada Agnieszka Bieniak OV. – Ale to nie tylko my idziemy, żeby rozbudzać ludzi, bo także świadectwo tych, do których docieramy jest dla nas umocnieniem. Dla mnie szczególnie ważnym momentem takich wizyt jest wspólna modlitwa – to jest to, co możemy im dać najlepszego. Może pierwszy raz w życiu ktoś z nimi i nad nimi się modli – dodaje ewangelizatorka. – Człowiek sam to modli się tak „na szybko”, aby się przeżegnać i już. Całą rodziną do pacierza chyba mało już kto klęka. Kiedy przychodzi ktoś, kto zaprasza do wspólnej modlitwy, to zupełnie coś innego. To potrzebne. No i jest okazja, żeby się zastanowić nad swoją wiarą – kiwają głową mieszkanki Rogowa. – Nie ma fajerwerków, żadnych niesamowitych zabiegów, a podczas ewangelizacji dzieją się rzeczy niesamowite. My przychodzimy tylko na chwilę, staramy się zainteresować ludzi, a resztę działa już Pan Bóg. Reakcje są różne, ale najczęściej życzliwe. Widać też wielką potrzebę, zwłaszcza wśród ludzi starszych, zwykłego pobycia z drugim człowiekiem. To nie mniej ważne. Od zaciekawienia się zaczyna – mówi ks. Gracjan Ostrowski, duszpasterz ekipy posługującej w byszyńskiej parafii.

    Boży raban

    Pani Dominika z daleka macha i zaprasza do domu ubranych w zielone koszulki młodych ludzi. – Wierząca jestem, ale do kościoła do Byszyna już nie dam rady iść, tylko tyle, że Mszę w telewizji oglądam – mówi. Prosi o modlitwę za zmarłego przed dwoma laty syna i o zdrowie dla siebie. – W niektórych domach aż trudno powstrzymać wzruszenie i czuć, jak bardzo potrzeba modlitwy – przyznaje Hubert. Dla 16-latka to pierwsza w życiu ewangelizacja. – Dowiedziałem się o akcji w niedzielę, a w poniedziałek już ruszyłem do ludzi. Bardzo się bałem i do końca nie wiedziałem, na co się piszę. Ale wystarczyło kilka wizyt, żebym nabrał pewności, że warto było przyjechać – zapewnia. Ryszard Trzaskawka przyjechał na ewangelizację z gnieźnieńskiego seminarium. – Ojciec święty Franciszek zachęca chrześcijan do „robienia rabanu”. Inaczej się tego nie zrobi, jeśli nie wyjdzie się poza mury kościoła, plebanii. To dla mnie też okazja sprawdzenia się, na ile jestem w stanie dzielić się Ewangelią, a nie zachowywać ją tylko dla siebie – dzieli się wrażeniami kleryk.

    Dobry zasiew

    Dla Ryśka to nie tyko debiut w ewangelizacji od drzwi do drzwi. – Pierwszy raz nocuję na wsi i budzą mnie koguty! – przyznaje ze śmiechem rasowy mieszczuch. – Jestem zaskoczony serdecznością i życzliwością ludzi, do których docieramy. To paradoks, ale bieda środowisk wiejskich, także ta duchowa, może być bogactwem. Środowisko seminaryjne przygotowuje nas przede wszystkim intelektualnie, więc głowę mam nabitą hebrajskimi słowami, filozofią i dogmatyką, a tu ludzie bardzo prosto mówią o swoich problemach, o braku pracy, o uciekaniu ze wsi młodych. Zmartwienia dnia codziennego mogą w nich zagłuszać wiarę, oddalać od Kościoła. Do nich trzeba przyjść – opowiada Ryszard Trzaskawka. – Na efekty ewangelizacji trzeba będzie trochę poczekać i być może będzie mógł je obserwować już mój następca – kiwa głową ks. Grzegorz, który od sierpnia będzie proboszczować w nowej parafii, ale nie ma wątpliwości, że efekty będą. Podobnie, jak ci, którzy odwiedzą kolejne parafie. – Wiem, że to, co posiejemy, musi zapaść w serce człowieka. I nawet jeśli nie od razu, to ziarno zacznie w końcu kiełkować – dodaje ks. Gracjan.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół