• facebook
  • rss
  • Apostołowie na walizkach

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 29/2014

    dodane 17.07.2014 00:00

    Zmiany personalne. Dekret podpisany przez biskupa to coś więcej niż urzędowy dokument. To kolejny etap w historii konkretnego kapłańskiego życia, a także swego rodzaju wyzwanie dla danej wspólnoty parafialnej.

    Napięcie powoli narasta już w marcu czy kwietniu. Zaczynają krążyć pierwsze pogłoski. Od czasu do czasu gruchnie jakiś news, który jednak często okazuje się przedwczesny. W okolicach maja i czerwca wiadomo już prawie wszystko. W końcu e-mailem przychodzi jedna z najbardziej oczekiwanych wiadomości w roku – lista zmian. No i zaczyna się... pakowanie.

    Pożegnania słodko- -gorzkie

    Bywa, że między księdzem a parafianami, zamiast iskrzyć, raczej zgrzyta, albo, jak to się dzisiaj mówi: nie ma chemii. Ksiądz po prostu w danym miejscu się nie sprawdza albo przeżywa jakieś problemy. Wtedy zmiana staje się ulgą... dla wszystkich. Jednak najczęściej wiadomość o przenosinach duszpasterza przyjmowana jest ze smutkiem. Ba... nieraz nawet wśród niektórych parafian zgody na przenosiny nie ma. Może „syndrom Jasienicy” u nas nie występuje, ale apele do kurii się zdarzają, raczej w dobrej wierze. – To jest nieraz nawet bardzo piękne świadectwo, na tle przekazów medialnych, w których próbuje się pokazać, jakich to Kościół ma fatalnych duszpasterzy. Okazuje się bowiem, że to często nieprawda – mówi bp Krzysztof Zadarko. Wszystkim, którym trudno pogodzić się z odejściem cenionego kapłana, biskup podpowiada: – Oczywiście aspekt psychologiczny, ludzki jest ważny. Nie możemy jednak sprowadzać Kościoła do tego, co nam się podoba albo nie. Mamy wtedy do czynienia z wiarą nie do końca dojrzałą. Są takie sytuacje, w których pozostaje nam odwołać się do zaufania. Trzeba zobaczyć większe dobro, jakim jest wspólnota Kościoła i jej jedność. Jest to z pewnością szczególnie trudne wtedy, kiedy ta czy inna decyzja personalna okazuje się nietrafiona, co przecież czasami może się zdarzyć.

    Po co to zamieszanie?

    Powody zmian w parafiach mogą być rożne. Księża odchodzą na emeryturę, chorują, umierają, czasem opuszczają szeregi kapłańskie albo wyjeżdżają na studia. Każda taka sytuacja powoduje lukę, którą trzeba jakoś zapełnić, i... łańcuch zmian się zaczyna. Jednak przede wszystkim gotowość do „ewakuacji” wynika po prostu z natury posługi kapłańskiej. – Jeśli chodzi o wikariuszy – żeby mogli w przyszłości zostać proboszczami, muszą zdobyć doświadczenie, którego nabiera się dzięki posłudze w różnych parafiach. Najlepiej, jeśli przed podjęciem obowiązków proboszcza pracują w trzech lub czterech wspólnotach – tłumaczy bp Zadarko. Trochę inaczej jest ze zmianami proboszczów. Tu często liczą się np. kwalifikacje do konkretnych zadań. Jest jednak coś o wiele głębszego. – To delikatna sprawa, ale czasem bywa tak, że przenosiny są owocem przemyślenia samego proboszcza. Ludzie nie muszą o tym wiedzieć. Nawet jeśli taki proboszcz jest lubiany, dobrze mu się pracuje, on wie, że w pewnym momencie dobrze by mu zrobiła zmiana środowiska. Kiedy między parafianami a proboszczem wszystko się układa, to czasami stępieniu ulega pewna wrażliwość duszpasterska. Może być tak, że taki ksiądz przestaje być twórczy, nie dostrzega już pewnych niuansów. Pojawia się poczucie wyeksploatowania i pragnienie zmiany, aby podjąć nowe wyzwanie – zauważa bp Krzysztof. Zmiana zmianie nierówna Ksiądz Adam Jokiel przez 14 lat pracował jako wikariusz w czterech parafiach; w ostatniej, u św. Maksymiliana w Słupsku, zaledwie 10 miesięcy. Właśnie tam otrzymał swój pierwszy dekret proboszczowski. Zastajemy go w Uniechowie, w dekanacie Czarne, w szóstym dniu urzędowania. – Kiedy otrzymałem tę propozycję, od razu pojawiło się niedowierzanie, a potem pytanie: „To już naprawdę teraz moja kolej?”. Pierwszego dnia po moim przyjeździe do parafii podszedł do mnie starszy pan i chciał o coś zapytać. Zwrócił się do mnie per „księże proboszczu”. Odruchowo obróciłem się za siebie, chcąc zobaczyć, do kogo on mówi. Zacząłem się śmiać i pomyślałem sobie: „Mój Boże, jak oni mnie poważnie tytułują”. Człowiek poważnieje w jednej chwili – opowiada 6-dniowy proboszcz. Dla ks. Bogusława Fortuńskiego, który opuszcza parafię pw. św. Jadwigi w Białogardzie, przenosiny do Bobolic będą już trzecią zmianą wikariuszowską. – To nie jest tak, że w nowym miejscu po raz kolejny trzeba zaczynać wszystko od początku. Przecież ktoś był tam wcześniej i coś robił. Staram się zawsze przez jakiś czas nic nie zmieniać, tylko raczej się przyglądać – dzieli się doświadczeniem ks. Bogusław. Jak mówi, pakowanie po kilkunastu latach kapłaństwa jest wyzwaniem: – Człowiek zaczyna obrastać w różne rzeczy. Dlatego z jednej strony przeraża mnie to, ale z drugiej strony to okazja do oczyszczenia, tzn. zweryfikowania, co mi jest naprawdę potrzebne. Duszpasterz zauważa, że pakowanie dotyczy też w pewnym sensie relacji i więzi międzyludzkich. – Czasami może się zdarzyć, że ksiądz przywiąże kogoś bardziej do siebie niż do Pana Jezusa. Zmiana może więc być okazją także ku temu, aby odciąć to, co nie do końca jest dobre. Są też takie relacje, które zostają na lata. Przenosiny to również sprawdzian dla dzieł, które się prowadzi, na ile są one naprawdę Boże, a na ile tylko ludzkie. Czasami po prostu trzeba się odseparować – mówi ks. Fortuński. Ksiądz Michał Kudźma pakuje walizki po raz pierwszy. Pięć lat temu jako neoprezbiter przyszedł do parafii pw. św. Kazimierza w Koszalinie. Teraz, z całym wikariuszowskim dobytkiem udaje się do Miastka. Mówi się, że pierwsza parafia zostawia w księdzu trwały ślad. – Choć czułem się w Koszalinie jak w domu, jestem podekscytowany tym, co mnie czeka w nowym miejscu. Pewnie będzie trochę inaczej, bo Miastko to mniejsza miejscowość. To prawda, że człowiek przywiązuje się do ludzi. Coś podobnego przeżyłem, będąc przez rok diakonem na parafii w Szczecinku. Czas pokazał, że w parafii, z której teraz odchodzę, też zrodziły się więzi, niektóre nawet jeszcze trwalsze. Teraz więc też staram się być otwarty i wiem, że w nowej parafii będzie podobnie. Choć pewien ból odchodzenia zawsze jest – dzieli się ks. Michał. Proboszcz z Byszyna ks. Grzegorz Marciszewicz po siedmiu latach przechodzi do Sławoborza. – To była moja pierwsza samodzielna parafia, więc tutaj uczyłem się być proboszczem. Myślę, że w kolejnym miejscu będzie mi łatwiej. W tej zmianie widzę wolę Pana Boga i realizację posłuszeństwa, które ślubowałem w dniu święceń. Niektórzy parafianie pytali, czy nie chciałbym, aby pojechali do biskupa i poprosili o zmianę decyzji. Mówiłem jednak wyraźnie, że trzeba to przyjąć właśnie w duchu wiary. Idę do większej parafii, w której jest wikariusz, a więc będę miał współpracownika. To dla mnie coś nowego – mówi przyszły duszpasterz w Sławoborzu. Zupełnie inna rzeczywistość czeka tych, których biskup wysyła na studia. Taki wyjazd jest w pewnym sensie chwilowym powrotem do domu rodzinnego. Przez lata nauki studenci najczęściej nie mają bowiem stałego adresu w diecezji. Gdy przyjeżdżają np. na święta, zatrzymują się przeważnie u rodziny. Czasami bywa i tak, choć to raczej rzadkie przypadki, że zmiana parafii nie oznacza wcale zmiany współpracowników. W tym roku proboszcz z miasteckiej parafii pw. Miłosierdzia Bożego przenosi się do Czarnego razem z wikariuszem. Jeszcze inaczej swoje dekrety przeżywają neoprezbiterzy. Choć mają już za sobą wakacyjne zastępstwa, to jednak dopiero teraz po raz pierwszy będą tak naprawdę za coś duszpastersko odpowiedzialni. Na wejście w nowy kontekst parafialny wpływają też inne czynniki. Jak zauważają duszpasterze, zupełnie inaczej rozpoczyna się pracę w parafii, w której poprzednik był powszechnie ceniony, niż tam, gdzie zmiany raczej oczekiwano. Różny jest też stan materialny placówek. Bywa, że nowy proboszcz, żeby móc godnie mieszkać, musi rozpocząć swój pobyt od solidnego remontu plebanii, nierzadko na własny koszt. Czasami poważnych prac wymagają też parafialne świątynie. Już niedługo wszystkie tegoroczne zmiany wejdą w życie, a w przyszłym roku znów... kolejne zmiany.•

    Skala zmian w roku 2014

    Tegoroczne zmiany dotyczą w sumie 68 księży diecezjalnych, czyli ok. 15 proc. z nich. 12 proboszczów przechodzi z jednej parafii na inną. 5 kapłanów przestaje być proboszczami z powodu przejścia na emeryturę, urlop zdrowotny lub – w jednym przypadku – do zakonu. 24 wikariuszy przechodzi na inną parafię. 5 dotychczasowych wikariuszy zostaje proboszczami, 2 idzie na studia, 1 będzie duszpasterzem Polonii w Anglii i Walii. 8 neoprezbiterów idzie na pierwsze parafie. Jest też kilka innych zmian związanych z różnymi funkcjami, np. zmienia się dyrektor Caritas diecezjalnej. Większość zmian proboszczowskich wchodzi w życie z początkiem sierpnia. Wikariusze rozpoczynają pracę w nowych miejscach po wakacjach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    • kris
      18.07.2014 12:12
      Czy gdzieś można zapoznać się z tegoroczną listą zmian?
    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół