• facebook
  • rss
  • Ewangelia na plaży

    Mateusz Sienkiewicz

    dodane 19.07.2014 10:54

    Zamiast woni kadzidła w powietrzu unosi się zapach olejku do opalania. Cień i chłód świątyni zastępuje żar piasku i palące słońce. Ale jest i modlitwa.

    To znak, że mamy wakacje i rozpoczęła się Ewangelizacja Nadmorska. Kilkudziesięcioosobowa grupa młodych ludzi wędruje po plażach diecezji. Byli też w Ustce.

    Nie jest łatwo, bo piasek parzy w stopy, a przejście przez plażę między leżakami, parawanami i ręcznikami graniczy z cudem. To ich jednak nie zraża. Podobnie jak fakt, że nic nie jest pewne. I nie chodzi tu o pogodę.

    - Jesteśmy jak pierwsi apostołowie. Wychodzimy nic nie mając - noclegów, jedzenia. Tylko idziemy i głosimy Słowo Boże - relacjonuje ks. Mateusz, salezjanin ze Słupska. Ale jak dodaje, co roku odczuwa bożą obecność.

    - Kiedy tylko przyjechaliśmy do Ustki, spotkaliśmy panią, która pamiętała nas sprzed roku. I przyniosła nam śniadanie - dodaje ks. Mateusz. Po chwili naszą rozmowę przerywa starsza pani, która przyniosła dla ewangelizatorów posiłek. - Jabłuszka, ogórki małosolne no i kanapki. Nawet ketchup mam dla was - mówi uśmiechnięta kobieta.

    Ta otwartość przechodniów „nakręca” uczestników Ewangelizacji Nadmorskiej. Eliza do Ustki przyjechała po raz czwarty. - Chociaż po tych kilku dniach jesteśmy strasznie zmęczeni, to jesteśmy duchowo umocnieni. Później przez cały rok mogę powiedzieć, że skoro Pan Bóg wspierał mnie na „nadmorskiej”, czemu ma nie być ze mną teraz - mówi dziewczyna, która głosić Słowo Boże nad Bałtykiem przyjechała z Leszna.

    Kiedy ewangelizatorzy przemierzają plażę, przyciągają sporą grupę osób. Rozdają medaliki, ludzie proszą o błogosławieństwo. Nie przeszkadza im to, że są na plaży, a ich strój daleki jest od tego, jaki musieliby założyć wybierając się do kościoła.

    - Przecież Pan Jezus też nauczał nad morzem, nad jeziorem. Też chodził po plaży - żartuje jeden z mężczyzn zaciekawionych ewangelizacją. - Zdziwiony? Absolutnie nie. Ja sam byłem we wspólnocie salezjańskiej i ewangelizowałem innych. Cieszę się, że to nie zanika - mówi Łukasz z Obornik.

    Ewangelizacja to ogromna radość. Ale i wzruszenie. Przy latarni morskiej spotykamy zapłakaną kobietę. Była na spotkaniu przed rokiem. Jak mówi, poruszyła ją modlitwa wstawiennicza. O swoich przeżyciach opowiada przez łzy.

    - Takich spotkań nie brakuje - mówi ks. Mateusz, który przypomina sobie ubiegłoroczne wędrowanie. - Opowiadaliśmy o miłosiernym, wybaczającym Bogu. I po chwili podeszła do mnie kobieta, która chciała się wyspowiadać po wielu latach. To była piękna spowiedź - zdradza opiekun usteckiej grupy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół