• facebook
  • rss
  • Dotarli do Myśliborza

    Justyna Steranka

    dodane 24.08.2014 17:53

    Pątnicy pokonali ponad 220 km. Grupa licząca 130 osób szła dziewięć dni.

    Była to już 18. pielgrzymka z Koszalina do sanktuarium Bożego Miłosierdzia. - Wiele było mądrych spotkań i rozmów, dbaliśmy żeby pielgrzymi byli otoczeni opieką kapłańską. Myślę, że wszyscy wrócimy do domu wyciszeni, jak nie na stałe, to przynajmniej na jakiś czas - mówi ks. Łukasz Gąsiorowski, koordynator pielgrzymki.

    Kinga Suchanowska była na niej drugi raz. - Szło się dosyć ciężko, czasem kilometry naprawdę się dłużyły. Mam mnóstwo pęcherzy, ból nóg też był dokuczliwy, ale atmosfera była niezwykła - przyznaje. W chwilach kryzysu pomagała jej intencja, w jakiej szła. - Kiedy nie mogłam już z bólu wytrzymać, myślałam o tym, za kogo idę. Kiedy dotarliśmy do Myśliborza, czułam wielką radość, że to koniec, ale z drugiej strony było mi smutno, że wszyscy będziemy musieli się rozstać - dzieli się.

    Jak mówi, na pielgrzymce Pan Bóg jest cały czas blisko. - Potem, jak się wraca do domu i codziennych obowiązków, jesteśmy umocnieni. To też miejsce spotkań, bo jest czas na rozmowę z bratem i siostrą. Wyglądamy i traktujemy się jak rodzina. Można tu poznać naprawdę ciekawych ludzi - uśmiecha się.

    Dla Artura Maja to było również nie lada wyzwanie. - Wprawdzie nie mam pęcherzy, ale ból mięśni był bardzo uciążliwy. Najgorsze były ostatnie dwa ostatnie dni. Myślałem cały czas o intencjach, jakie mam i to dodawało mi sił - mówi. - Kiedy dotarłem, poczułem wielką radość, że już koniec i że mogę te intencje złożyć Panu Bogu. Oddać Mu je tak, jakbym je trzymał w ręku. Jak się chce pomoc innym ludziom, pielgrzymka w ich intencji jest dobrym na to sposobem - przyznaje.  

    Jednym z kapłanów idących w pielgrzymce był ks. Sebastian Przybyła. - Z jednej strony jesteśmy tu jako opiekuni duchowni: głosimy konferencje, spowiadamy, prowadzimy modlitwę. Z drugiej jest to dla nas odnawianie relacji z Jezusem miłosiernym. Tak naprawdę, im więcej dajemy, tym więcej otrzymujemy. Wracamy do domu inni, nie tylko opaleni i zmęczeni, ale duchowo bardzo wypoczęci, bliżsi Sercu Jezusa - mówi kapłan. - Czujemy też owoce tej pielgrzymki, bo to nasza ofiara, nasz trud. Walczymy o tę relację z Bogiem. To nie jest tak, że jest nam ona dana raz na zawsze, ale musimy się też o nią troszczyć i pielgrzymka jest dobrą ku temu okazją - dodaje.

     

     

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół