• facebook
  • rss
  • Miłośnicy średniowiecznej przygody

    dodane 04.09.2014 00:00

    Rekonstruktorzy. Zakochali się w historii, ale wiedza z książek już dawno przestała im wystarczać. Dziś chcą pokazywać ją ludziom, czasem pokojowo, a czasem przez… krwawą bitwę.

    Ponad 200 dam i rycerzy z bractw z całego kraju przyjechało do grodu nad Słupią na trzydniowy turniej. Gospodarzem było Bractwo Rycerskie Księcia Bogusława V ze Słupska. Był obóz, w którym można było m.in. strzelać z łuku, przymierzyć zbroję, uczyć się lepienia z gliny, tkactwa, wyszywania czy szycia obuwia. – Z roku na rok przychodzi coraz więcej ludzi. Widać, że historia pociąga – mówi Piotr Witold Kiedos, jeden z organizatorów. Jednak kulminacyjnym wydarzeniem było „Oblężenie Słupska” czyli rekonstrukcja historyczna bitwy pod Słupskiem z 1259 r. Wtedy to połączone siły Warcisława III, księcia pomorskiego z dynastii Gryfitów, oraz Hermana von Gleichena, biskupa kamieńskiego uderzyły na wojska Świętopełka II, wielkiego księcia gdańskiego. – Chcemy pokazać ludziom kawałek żywej historii, nie w kinie, nie w komputerze, nie w gazecie, ale na własne oczy. Żeby mogli ją naprawdę poczuć, dotknąć i być blisko – tłumaczy P. Kiedos.

    Od kija do miecza

    Marcin Tyrko interesował się rycerstwem od dziecka. – Jak byłem młodszy, biegałem zawsze z kijem i już wtedy czułem się jak rycerz. Dziś to dla mnie też jest zabawa, ale to wcale nie jest takie proste. W czasie walki mam na sobie ponad 30-kilogramową zbroję, coś ciężkiego w dłoni, i muszę się liczyć z tym, że przeciwnik będzie mnie okładał po głowie na wszelkie możliwe sposoby – uśmiecha się. – Jednak to pomaga przede wszystkim w rozładowaniu napięcia. Człowiek się uspokaja i nabiera większego dystansu do życia – mówi. Rycerze z bractwa spotykają się ze sobą na treningach, a turnieje to okazja, by poznać pasjonatów z całej Polski. – Na wiele z tych spotkań czeka się cały rok. To są naprawdę miłośnicy i rozmowa z nimi to sama przyjemność – tłumaczy. Jednak tym, na co wszyscy czekają najbardziej, jest bitwa. – Kiedy zakładam zbroję, już zaczynam czuć adrenalinę, i tak jest jeszcze długo po walce – mówi M. Tyrko. Choć to kosztowna pasja, każdy radzi sobie jak może. – Ja dużo sprzętu robię sam. Strój również uszyłem, ale sam materiał jest i tak bardzo drogi. Jednak wiem, że warto to zrobić dla ludzi, których spotykam, dla klimatu i dla tego, co się czuje w czasie walki – tłumaczy. Wojciech Podsiadły trafił do bractwa przypadkiem. – Nie przepadałem za bardzo za historią, ale przyszedłem kiedyś na trening, powalczyłem trochę i stało się to moim hobby. Lubię walki, bo można się poczuć, jak ludzie z tamtych czasów. Podoba mi się też to, że wyjeżdżamy na turnieje, czasem do lasu na parę dni, żeby odciąć się od świata i poczuć naprawdę ten styl życia – mówi. Dziś zależy mu na tym, żeby mieszkańcy Słupska poznawali swoją historię. – Chcemy im pokazać, jak żyli ludzie w tamtych czasach. Dużo osób, mieszkając tutaj, nie ma pojęcia o historii tego miasta, dlatego my zasiewamy ziarenko, które ma być przekazywane dalej – wyjaśnia.

    Jaki syn, taki ojciec

    Michał Iwańczyk jest z Okonka. Należy do Najemnej Roty Strzelczej od 10 lat. – Do tej przygody namówił mnie syn. To jego najpierw zafascynowała historia i rekonstrukcja historyczna, a potem zaraził mnie – wspomina. Dla niego pasja jest odskocznią od codzienności. – To takie przedłużenie dzieciństwa. Ja wychowałem się na serialu o Winnetou, dlatego wraz z kolegami zawsze mieliśmy w głowie marzenia o rekonstrukcjach historycznych – opowiada. Pan Michał w czasie bitew odpowiada za artylerię. – Kiedy ją odpalamy, czuć wielką adrenalinę. Myślę, że widzowie mają podobnie, niezależnie od tego, co dzieje się w walce. Ważne jest, by mieć świadomość, że tu nikt niczego nie udaje. Rycerze walczą tak jak to wyglądało w średniowieczu. To jest szczególnie widoczne w bitwach bohurtowych. Polegają one na siłowej walce, w której nie chodzi o pokaz, ale o jak najszybszą eliminację przeciwnika – wyjaśnia. Bractwo to coś więcej niż spotkania na turniejach. – Wiele osób uważa, że my się widzimy co jakiś czas na turnieju i na tym to się kończy. A nas łączy pasja i osobiste relacje. Mamy ze sobą kontakt w ciągu roku, wymieniamy się wiedzą, spotykamy się towarzysko – przyznaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół