• facebook
  • rss
  • My tylko siejemy

    dodane 11.09.2014 00:15

    – Bóg kocha ciebie dzisiaj, tutaj, takiego, jaki jesteś! I chce, żebyś o tym wiedział! – już z daleka słychać, że słupscy ewangelizatorzy znów robią Boży raban.

    Słupski tramwaj, charakterystyczny punkt w centrum miasta, na dwa dni opanowali ludzie w czerwonych koszulkach. Ich radosny śpiew niesie się między kamienicami i ściąga ciekawskich już od rana. Po południu przyjdzie ich znacznie więcej. Jedni korzystają z zaproszenia na kawę, inni chcą się pomodlić. Większości udziela się klimat zabawy i podrygują w rytm ewangelizacyjnych piosenek. – Jeden z moich uczniów zapytał mnie, co my „bierzemy”, bo… on też by chciał tak się bawić, śpiewać i tańczyć. Pierwszy raz widział mnie na akcji ewangelizacyjnej i nie mógł się nadziwić, bo na lekcjach jestem dość poważna i… sztywna. Mam nadzieję, że dzięki temu trafi do jakiejś wspólnoty, w której nauczy się wielbić Boga swoją radością – śmieje się Ela, nie przerywając tańca. Po raz pierwszy ewangelizatorzy zaprosili słupszczan do tramwaju w ubiegłym roku w ramach wielkiej ewangelizacji Słupska. – Wiele osób pytało nas, czy i w tym roku coś takiego będzie się działo. Często byli to ludzie, którym do kościoła było zupełnie nie po drodze – wyjaśnia Anna Borowiec ze słupskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji św. Krzysztofa. – Staramy się wysyłać impuls, który popchnie ludzi dalej: do Boga i do wspólnoty parafialnej. Nowa ewangelizacja to przebudzenie. Dotyczy to zarówno księży, jak i członków grup parafialnych. Chodzi o to, żeby wyjść z katakumb, które są ładne, obwieszone obrazkami z Matką Bożą i bezpieczne. Ale Matka Boża też wychodziła do ludzi i wskazywała na swojego Syna. My chcemy robić to tak jak Ona – mówi ks. Robert Stwora, opiekun słupskiej wspólnoty. Od rana do posługującego w tramwaju egzorcysty ustawia się kolejka. – Ludzie przychodzą ze swoimi obawami, lękami. Są tacy, którym się wydaje, że są nękani, inni proszą o spowiedź i modlitwę albo zwyczajnie chcą pogadać. Ale przychodzą też tacy, którzy mówią, że nie wierzą. Rozmawiamy ze wszystkimi – mówi ks. Antoni Zieliński. Ania nie ma wątpliwości, że do tramwaju ściągają z całego miasta różni ludzie, bywa, że pogubieni i poranieni, z dużymi problemami.

    – Podchodzą też alkoholicy. Jeden pan był tu wczoraj, a dzisiaj czekał na nas od rana. Trzeźwy. Przyszedł, żeby się z nami modlić. Po modlitwie różańcowej mówił, że poczuł się, jakby znowu był dzieckiem. Pomagał nam przez cały dzień. Myślę, że to ważne, żebyśmy my, katolicy wychodzi także do tych ludzi na ulicę. Inna pani mówiła, że trudno jej przyjść do kościoła. Tutaj było łatwiej. Siadła, posłuchała o Panu Bogu, pośpiewała z nami. My nie wiemy, co dalej się będzie z tymi ludźmi działo. My po prostu siejemy. Jeśli nie dzisiaj, to może przyjdzie taka chwila, w której przypomną sobie, że są ukochanymi dziećmi Boga. My przez radość i uwielbienie głosimy Ewangelię. Pan Jezus zrobi resztę – opowiada.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół