• facebook
  • rss
  • Stowarzyszenie wysokich lotów

    dodane 11.09.2014 00:15

    Organizują zawody sportowe, wyjazdy, spotkania poetyckie, a nawet pełnomorskie wędkowanie. Od 25 lat przekonują nie tylko koszalinian, że z niepełnosprawnością można żyć pełnią życia.

    Swój srebrny jubileusz Stowarzyszenie „Ikar” świętowało na kręgielni. Były gratulacje, życzenia i turniej rozgrywany na wózkach.

    Turniejowe zmagania

    – To wcale nie jest takie proste nawet dla sprawnych – przyznaje Krzysztof Hertig, precyzyjnie ustawiając wózek. – Ale nie ma się co zniechęcać, nawet jeśli się spudłuje. Najważniejsza jest zabawa – dodaje z uśmiechem, gdy puszczona kula zbacza z toru, nawet nie dolatując do ustawionych na końcu kręgli. Na wózek pan Krzysztof trafił po motocyklowym wypadku 28 lat temu. – Prawie dwa lata leżałem w szpitalu i myślałem, że zwariuję, jeśli czegoś nie będę robił. Wszyscy się dziwili, skąd ja mam w sobie tyle werwy i radości, żeby jeszcze innych pocieszać. Właśnie dlatego. Ciągnęło mnie do ludzi, bo może mimo wszystko komuś pomogę. A może ktoś pomoże mnie? – zdradza swoją życiową filozofię, która pcha go codziennie do działania. Alicja i Małgosia ze Słupska korzystają ze specjalnej rynienki, która umożliwia im rzut kulą. Siłę i technikę zastępują precyzją. Ala martwi się, że za mało trenowała, choć za pierwszym razem strąca wszystkie kręgle. Małgosia też nie jest zadowolona, ale i ona w pierwszym rzucie zaliczyła dziesiątkę. Dziewczyny dopinguje Kuba, który czeka na swoją kolej. Trzynastolatek od urodzenia jest niepełnosprawny. – Ale doskonale sobie radzi i bardzo chce być samodzielny. Ma dwóch zdrowych braci i razem z nimi gra w koszykówkę, w kręgle, jest bardzo aktywny. Tak powinno być – mówi Wioleta Nacfalska, mama chłopca, ciesząc się, że takie spotkania są coraz częściej organizowane. – Trzeba pokazać młodzieży, że mimo niepełnosprawności można być aktywnym. Wystarczy popatrzeć na ich uśmiechy, żeby się przekonać, że kręgle to świetny pomysł. Najważniejsze jest nastawienie – kiwa głową Mirosław Piszko, najstarszy ze słupskiej ekipy, która w tym roku wywalczyła turniejowe zwycięstwo, pokonując rywali z Koszalina, Kołobrzegu i Szczecina.

    Trzy zasady Stasia

    Razem ze stowarzyszeniem świętował także Stanisław Żabiński. Od 20 lat na czele „Ikara” zabiega o poprawę infrastruktury w mieście i walczy z barierami ograniczającymi niepełnosprawnych. – Kieruję się w życiu trzema zasadami: szukaj, aż znajdziesz; pukaj, aż ci otworzą; proś, aż dostaniesz. To wszystko, co się udało zrobić, to efekt naszej determinacji – przyznaje pan prezes. – To jest naprawdę częsty gość w ratuszu. Ale znamy się jeszcze z czasów, gdy spotykaliśmy się na początku w jednej z filii koszalińskiej biblioteki – jedynej, która nie miała schodów. Wtedy pomyśleliśmy, że aby dostać się do większości instytucji i placówek w mieście, trzeba pokonać co najmniej trzy schody. Większość z nich udało się zlikwidować – mówi Piotr Jedliński, prezydent Koszalina. Krzysztof Hertig do stowarzyszenia należy niemal od samego początku i cieszy się, że „Ikar” ma w tym swój udział. – Ale zmiany muszą też zajść w głowach. Mamy autobusy niskopodłogowe, ale panuje w nich duża znieczulica. I to wcale nie młodzi, ale starsi potrafią być zupełnie niewrażliwi – przyznaje. – Kiedyś na przejściu dla pieszych usłyszałem, jak chłopczyk zapytał na babcię: „Dlaczego ten pan jeździ na wózku?”. Kobieta mu odpowiedziała: „Bo nie chce mu się chodzić”. Chciałem się nawet wrócić i zaproponować, że jeśli mnie jest tak wygodnie, to może by się ze mną zamieniła, ale machnąłem ręką – pewnie i tak nigdy nie zrozumie – pan Krzysztof bezradnie rozkłada ręce.

    Wózek to nie koniec

    Stanisław Żabiński przyznaje, że bariery mentalne dotyczą również samych niepełnosprawnych. Także z nimi stara się rozprawić „Ikar”, podejmując kolejne działania. – Jak mam kryzys, siadam do pianina. Kilka utworów i od razu mi lepiej – mówi ze śmiechem. Do swojej twórczość podchodzi z dużą skromnością. – Coś tam niebo w zamian mi dało – zbywa, lekceważąco machając ręką, chociaż o jego muzycznym talencie mogli się w pełni przekonać goście, którzy przyjechali na świętowanie „Ikara”. – Do mnie niepełnosprawność przyszła w jednej sekundzie. Pogodzenie się z tym to lata ciężkiej pracy, ale takiej sensownej. Miałem to szczęście, że zaraz po wypadku spotkałem masę fantastycznych ludzi, którzy nie mówili o chorobie, kalectwie, ale pchali do działania – opowiada pan Stanisław. Chciałby, żeby inni niepełnosprawni też mieli taką szansę dzięki „Ikarowi”. – Najbardziej niepokojące jest to, że część osób niepełnosprawnych zamyka się w domach. To czasami spowodowane jest też strachem rodziny. Ale nawet kiedy sprawny wychodzi z domu, może na przykład złamać nogę. A to ważne, żeby spotykać się w swoim środowisku, porozmawiać o swoich problemach, bo nikt lepiej nie zrozumie niepełnosprawnego niż inny niepełnosprawny – dodaje. – Ja jestem od 34 lat na wózku. Ludzie trochę się dziwią, kiedy widzą, jak żyję. Że na zabawie biorę żonę na kolana, tańczymy i doskonale się bawimy. Trzeba łapać dobre chwile. Wózek to nie koniec świata – kiwa głową pan Mirek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół