Nowy numer 21/2018 Archiwum

I że cię nie opuszczę...

W Polsce rocznie zawiera się 200 tys. małżeństw i orzeka się 65 tys. rozwodów. Te liczby robią wrażenie, ale nie oddają dramatu konkretnych ludzi.

Rzeczywistość bywa nieraz zaskakująca, dlatego do sytuacji ludzi mających trudną małżeńską przeszłość warto podchodzić z pokorą. Najlepiej posłuchać tych, którzy sami dostali kiedyś obrączką w twarz.

Nadal wysyłam kwiaty

Nie widziałem żony od kilkunastu lat, odkąd w jej drugim związku pojawiło się dziecko. Nasze małżeństwo rozpadło się po 4 latach. Powodem były niedojrzałość życiowa i duchowa, brak żywej relacji z Bogiem i brak umiejętności komunikowania się ze sobą. Za dużo czasu przebywałem za granicą, szukając stabilizacji materialnej, i to się zemściło – opowiada Andrzej Szczepaniak z Warszawy, współzałożyciel Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar”, obecny na otwarciu ogniska w Koszalinie. – Chcę nadal wypełniać słowa przysięgi małżeńskiej. Cały czas mam nadzieję, że wrócimy do siebie. Modlę się o odrodzenie naszego małżeństwa. Na rocznicę ślubu wysyłam żonie kwiaty. Nigdy nic nie odpowiada, ale przynajmniej nie mówi, że sobie tego nie życzy – dzieli się mężczyzna i dodaje, że to wspólnota „Sychar” pomogła mu stanąć na nogi i odkryć Pana Boga: – Wspólnota daje mi poczucie wolności i pokoju serca. Porządkuje moje życie i pozwala mi rozwijać się na różnych płaszczyznach: duchowej, emocjonalnej, zawodowej.

Jestem gotowa na jego powrót

Mój mąż zostawił mnie po 43 latach. Znalazł sobie inną towarzyszkę życia. Jesteśmy w separacji.

Przeżyłam ogromny ból. Znajomi podpowiadali, żebym zaczęła nowe życie, zrobiła sobie nową fryzurę, zaczęła inaczej się ubierać. Ale przecież to nic nie pomagało, bo dusza bolała nadal – uśmiecha się pani Krystyna. – Kiedy pierwszy raz trafiłam na spotkanie wspólnoty, pomyślałam, że to, co tutaj się mówi, jest niemożliwe do realizacji. Nie wyobrażałam sobie na przykład przebaczenia. Dzisiaj żyję zupełnie inaczej. Przede wszystkim odkryłam bardzo mocno Pana Boga. Wreszcie nie tylko chodzę do kościoła, ale wzrastam w wierze – mówi kobieta, dodając pewnym siebie głosem: – Wybaczyłam. Jestem gotowa, żeby go na nowo przyjąć.

Wszystko da się odkręcić?

Kościół nie pozostawia ludzi żyjących w powtórnych związkach. Niektórzy z nich przechodzą długą drogę nawrócenia i kosztem wielu wyrzeczeń, m.in. decydując się na wstrzemięźliwość seksualną, wracają nawet do sakramentów. Członkom wspólnoty „Sychar” towarzyszy jednak przekonanie, że „współpracując aktywnie z Jezusem Chrystusem, w każdej sytuacji, nawet po ludzku patrząc beznadziejnej, możliwe jest odrodzenie małżeństwa”. – To przekonanie wynika z prawdy, że każdy człowiek może się nawrócić i wypełnić wolę Boga. A wola Boża wobec sakramentu małżeństwa zapisana jest w przysiędze małżeńskiej, w obietnicy: „że cię nie opuszczę aż do śmierci” – mówi Andrzej Szczepaniak. – Są świadectwa powrotów nawet w sytuacjach, kiedy była przemoc, alkohol, kiedy był nowy związek. Wielu mówi, że to jest niemożliwe, a jednak to się udaje. „Sychar” po prostu idzie pod prąd współczesnej mentalności rozwodowej. Dzisiaj zbyt łatwo mówi się o rozwodach, widząc w nich sposób na rozwiązanie problemów w małżeństwie. Takiemu podejściu mówimy „nie”. Widzimy w małżeństwie drogę do zbawienia – wyjaśnia ks. Paweł Dubowik, krajowy duszpasterz wspólnoty. Oczywiście odrodzenie małżeństwa nie zawsze oznacza likwidację wszystkich skutków wcześniejszego odejścia. – Czasami są na przykład dzieci z drugiego związku. Nie można zapomnieć o odpowiedzialności także za nie. Jednak zobowiązanie sakramentalne też nadal trwa. Chodzi o to, żeby wyjść z pokomplikowanej sytuacji jak najbardziej po Bożemu i po ludzku – mówi ks. dr Krzysztof Gorczyński, opiekun duchowy wspólnoty w Koszalinie. Nawet jeśli małżeństwa na nowo scalić się nie udaje, wspólnota pomaga porzuconym trwać w wierności. Zaangażowani w „Sychar” zapraszają na spotkania także tych, którzy ciągle są razem, ale czują, że ich więź zaczyna przeżywać kryzys. – Wielu sytuacjom można zapobiec, jeśli odpowiednio wcześnie podejmie się temat – zapewnia ks. Gorczyński.

Wystarczy imię

Koszalińskie ognisko Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar” spotyka się w każdą ostatnią sobotę miesiąca w parafii pw. św. Józefa Rzemieślnika przy ul. Łużyckiej. Spotkanie rozpoczyna się Mszą św. o godz. 17. Jedną z podstawowych zasad w „Sycharze” jest anonimowość. Uczestnicy nie muszą mówić, gdzie mieszkają, co robią w życiu. Wystarczy, że przedstawią się z imienia. Więcej o tym, jak funkcjonuje wspólnota, jak wyglądają spotkania i wiele innych materiałów o jej działalności na stronie: www.sychar.org.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma