• facebook
  • rss
  • Unifikację już przerabialiśmy

    Katarzyna Matejek

    dodane 11.11.2014 14:44

    W Narodowy Dzień Niepodległości koszalinianie licznie zebrali się w katedrze, żeby dziękować i zarazem prosić o błogosławione lata dla naszej ojczyzny.

    Wśród pocztów sztandarowych zgromadzili się przedstawiciele samorządu, Sejmu, dyplomatycznych placówek RP, organizacji kombatanckich i narodowych, dowódcy Wojska, Straży Pożarnej, Straży Granicznej, Policji oraz kapłani pod przewodnictwem bp Edwarda Dajczaka.

    Bp Dajczak pytał o to, dlaczego w życiu Polaków potrzebny jest ten uroczysty dzień, dlaczego musi padać pytanie o ojczyznę. - Trzeba dobrze wiedzieć, co zrobić z wolnością. Bowiem jej zafałszowane pojęcie krąży między ludźmi, a to nie służy budowaniu społeczeństwa.

    Mając na uwadze młode pokolenie, biskup upominał się o wysiłek odnalezienia swoich korzeni.

    - Jako młodzieniec przeczytałem u wejścia na zakopiański cmentarz słowa: Naród, który traci pamięć, traci życie. Nigdy nie pozbyłem się tych słów - mówił..

    - Zawsze budulcem wzrostu jest kultura, język, tradycja, system wartości dominujący w społeczeństwie. I można tworzyć zjednoczone narody, światy, a nawet trzeba je tworzyć, ale ta inność i wielość powinna zostać uszanowana - powiedział bp. Dajczak.

    - Kościół ten pierwszy, świeży i młody, zostawił nam zasady życia, które dzisiaj są nam najbardziej potrzebne: że wszystko, co jest najbardziej wartościowe, należy przyjąć jako fundament. Natomiast wobec tego, co jest wtórne, co ma prawo być różnorodne, mamy zachować wolność - powiedział biskup.

    Biskup przestrzegł zgromadzonych, że wszelka unifikacja już została przez nasz naród przerobiona. I to tragicznie.

    - A trzecia zasada: zawsze wszystko w miłości. Nie ma takiego systemu rządzenia, który mógłby powiedzieć: miłości miłosiernej nam nie trzeba. Taki zginie - przestrzegał bp. Dajczak.

    Między ratuszem a katedrą gromadzą się harcerze, żołnierze stoją w szyku. Mieszczanie spacerują z flagami w dłoniach. W katedrze tłoczno, podniosła atmosfera, toteż Olga Muryn spaceruje z wózkiem wokół kościoła. Czeka na męża.

    - Mój mąż jest wielkim zwolennikiem takich uroczystości jak dzisiejsza. Powiedział, że gdy tylko nasze dziecko zacznie chodzić, będzie je zabierał ze sobą, żeby mu pokazać to wszystko: wojsko stojące w szyku, musztrę, salwy, wojskową orkiestrę, flagi, przemarsz przez miasto…

    Rodzina pani Olgi kultywuje tradycje patriotyczne.

    - Warto o nich pamiętać, mamy tak bogatą historię, tak chlubną. Dziś się o tym czasem zapomina. Dużo zależy od rodziców, od tego, co przekazują w domach swoim dzieciom, bo dzieci łatwo przywiązują się do tradycji - powiedziała.

    Pamięta z lat szkolnych, że w każdej klasie było godło, krzyż, na każdym apelu uczniowie śpiewali mazurka Dąbrowskiego i to stojąc na baczność. Nie wstydzono się patosu, który towarzyszył tym chwilom. - Nie wiem, jak jest w dzisiejszej szkole, ale i tak to na rodzicach spoczywa największa odpowiedzialność. Jeśli machną ręką, powiedzą: twoje życie, twój wybór, sam decyduj, to nie tędy droga - dodała O. Muryn.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół