• facebook
  • rss
  • Za czym ta kolejka?

    dodane 05.02.2015 00:15

    Jak zrozumieć fenomen ugandyjskiego duchownego? Niektórzy twierdzą, że jego siła tkwi w egzotyce. Inni są przekonani o Bożej mocy, której jest pokornym sługą.

    Whali sportowej wypełnionej ludźmi rozlega się śpiew uwielbienia. Na scenie jest już Najświętszy Sakrament w ogromnej monstrancji. Ojciec Bashobora, z Biblią w ręku, zapowiada modlitwę wstawienniczą. – Za chwilę księża będą nakładać na was ręce. Nie patrzcie, który ksiądz będzie się za was modlił. To Bóg ma was dotknąć – mówi. Mimo to najdłuższy ogonek ustawia się właśnie do niego.

    Dreszcze

    – Mam nadzieję, że jakakolwiek przyczyna przyciągnie ludzi na te rekolekcje, nawet jeśli będzie to chęć doświadczenia sensacji, to Pan Bóg jakoś się tym posłuży. Na takich rekolekcjach zdarza się, że np. ujawniają się osoby zniewolone przez złego ducha. Niektórzy pamiętają potem tylko, że ktoś krzyczał czy leżał na ziemi. Są ludzie, którzy podchodzą do o. Johna jak do uzdrowiciela. Wiadomo, on przyjdzie, nałoży ręce, prąd po mnie przejdzie, poczuję dreszcze i chcę jeszcze. Jeśli mają taką motywację, nie trzeba się na nich denerwować, tylko przyjąć ich i prosić Boga, żeby ich przekonał, że nie o to chodzi – podkreśla Magdalena Plucner ze Szkoły Nowej Ewangelizacji, która zaprosiła o. Johna do diecezji. Faktycznie, na rekolekcjach jest wielu ludzi chorych: na wózkach, o kulach, z nowotworami czy innymi problemami. Nie kryją, że przyszli też prosić o uzdrowienie. – Pewnie, że na to liczę – mówi Andrzej z Bornego Sulinowa, 10 lat na wózku. – Ale przede wszystkim chcę spotkać Boga – wyjaśnia i podkreśla, że jest otwarty na Jego wolę. Pan Bóg wciąż czyni cuda. Są więc ludzie, którzy twierdzą, że doznali uzdrowienia także dzięki modlitwie ugandyjskiego księdza. Trudno powiedzieć, ilu jednak odchodzi zawiedzionych i co się potem z nimi dzieje.

    Słowo

    Rekolekcje to nie konkurencja dla NFZ. Jeśli ktoś tak zrozumiałby zapowiadające je plakaty, które mówiły o „Rekolekcjach charyzmatycznych z modlitwą o uzdrowienie”, popełniłby błąd. – Najważniejsze jest dla mnie pogłębienie duchowe. Potrzebuję uzdrowienia wewnętrznego. Najbardziej przeżyłam adorację prowadzoną przez o. Johna. To jest taki moment, kiedy można spotkać się z Jezusem bez słów. Ten sposób modlitwy, kiedy mogę przylgnąć do Pana i bez słów Mu zaufać, odpowiada mi – mówi Małgorzata z Gdyni. – Odkrywam tutaj Boga na nowo. Zawsze byłam wierząca, może okresami mniej praktykująca, ale tutaj poznaję Boga inaczej – przyznaje Maria z Koszalina. – Przyjechałam tu z wielką nadzieją, że odnowię swoją wiarę, że Pan Bóg pomoże mi rozwiązać problemy, że doświadczę łaski Bożej – dodaje Joanna z Warszawy. Centrum spotkań z o. Johnem jest słowo, a on sam z Biblią prawie się nie rozstaje. Jak podkreślają uczestnicy, Afrykanin trafia do serca, bo mówi bardzo prosto; dla niektórych nawet za prosto. Jego ponadgodzinne konferencje dotyczą spraw oczywistych, podstawowych prawd wiary. – W chaosie dnia umykają nam nieraz także te najprostsze prawdy. Trzeba więc o nich przypominać. Jestem pod wielkim wrażeniem – przyznaje s. Alberta, niepokalanka ze Szczecinka. Znakiem tego, że Pan Bóg na rekolekcjach z o. Bashoborą rzeczywiście działa, są nie tylko kolejki do modlitwy wstawienniczej, ale także do spowiedzi i Komunii świętej.

    Chwała

    Rekolekcje w halach sportowych mają specyficzny klimat. Ciągłe wystawienie Najświętszego Sakramentu w specjalnie zaaranżowanym kąciku obok sceny, ma przypominać, że miejsce, które na co dzień służy do czegoś zupełnie innego, przez te kilkadziesiąt godzin, ma się stać przestrzenią spotkania z Bogiem. W skupieniu uwagi na ołtarzu podczas Eucharystii ma też pomóc ogromny baner z Jezusem Miłosiernym oraz telebim, na którym pojawiają się teksty pieśni i obrazy z kamer – patent sprawdzony na różnego rodzaju konferencjach czy koncertach. Jest też muzyka: profesjonalna i budząca emocje. Fakt, nie wszystkim to odpowiada. – Słowa ojca do mnie trafiają, ale reakcje ludzi już nie zawsze. Jest tutaj wielu takich, którzy napędzają innych. Przychodzi do mnie kobieta i mówi, że mam podnieść ręce i chwalić Pana. Ale ja tego nie czuję – mówi pan Zenon spod Szczecinka. – To nie mój styl. U nas na Mszy św. jest inaczej. To, co tutaj widzę, kojarzy mi się ze wspólnotami amerykańskich protestantów, których można nieraz zobaczyć w telewizji. Tam na nabożeństwach ludzie tańczą i śpiewają. Gdy patrzę na to, wydaje mi się, że to jest kultura ściągnięta skądś, że to nie nasze – dodaje pan Zenon, który na co dzień jednak żyje w zupełnie innej tradycji liturgicznej – jest grekokatolikiem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół