• facebook
  • rss
  • Niemal 500 diecezjan dotarło na Jasną Górę

    Katarzyna Matejek

    dodane 13.08.2015 22:00

    Zakończyła się 33. Piesza Pielgrzymka Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej na Jasną Górę

    Ostatni dzień pielgrzymki rozpoczął się wczesnym rankiem. Pątnicy opuścili ostatni nocleg i ruszyli w kierunku Częstochowy. Na Wałach Jasnogórskich powitał ich bp Krzysztof Zadarko.

    Spotkanie z bp. Zadarko miało miejsce już poprzedniego dnia. Biskup dołączył do diecezjan na Przeprośnej Górce. Podczas nabożeństwa pokutnego posługiwał wraz z księżmi w konfesjonale, a następnie przewodniczył Eucharystii. W homilii mówił o umiejętności upominania drugiego człowieka. Następnie razem z pielgrzymami pokonał część pielgrzymkowej trasy. Po dojściu do Kłobucka pielgrzymi do późnych godzin wieczornych bawili się w grupach na pogodnych wieczorach.

    We Mszy św. na Wałach Jasnogórkich uczestniczyli nie tylko nasi diecezjanie, ale też uczestnicy innych pielgrzymek pieszych, w większości z północnej części Polski. Z racji 25-lecia pielgrzymki z Drohiczyna, Mszy św. przewodniczył i homilie wygłosił biskup drohiczyński Tadeusz Pikus.

    Katarzyna Kowalska ze Słupska po raz 6 pielgrzymowała pieszo na Jasną Górę. - Z roku na rok coraz głębiej to wszystko przeżywam. Modlitwy, apele, adoracje, to wszystko pomaga mi lepiej rozumieć, po co i dlaczego idziemy -  powiedziała. Szczególnym przeżyciem z pielgrzymkowej trasy było dla niej wejście do Gniezna i spotkanie z biskupem Edwardem Dajczakiem, który tam witał pielgrzymów. Ale tym najważniejszym miejscem - Jasna Góra. - Przychodzimy, padamy krzyżem przez Maryją, wiemy, że jesteśmy u celu - mówi szczęśliwa.

    Hubert Szela z Miastka także po raz 6 pokonał trasę Skrzatusz - Częstochowa. Nie zapomni tych kilkunastu dni upału, które każdemu w tym roku dały się we znaki. Jednak, paradoksalnie, uważa, że właśnie one pomagały głębiej wejść w temat pielgrzymki "Błogosławieni czystego serca". - W spiekocie szło się strasznie ciężko. Ale jednocześnie można było przemyśleć wiele rzeczy. Pomagały nam też w tym wieczorne Apele Jasnogórskie, które były okazją do adoracji Najświętszego Sakramentu lub adoracji Krzyża.

    W tym roku pielgrzymkę ukończyło więcej osób, niż ją rozpoczęło. Niektórzy dołączali na trasie na 2,3 lub więcej dni. Na Jasną Górę weszło już 450 osób, którzy wyruszyły ze Skrzatusza, lecz - co bardzo ucieszyło organizatorów - 490.

    Wśród tych, którzy dołączyli są Marta i Marek Oleszczuk, małżeństwo z 8 miesięcznym stażem. Na pielgrzymki chodzą od lat, jednak w tym roku z powodów zawodowych nie udało im się wyruszyć na 13-dniowy szlak. Jednak nie zrezygnowali z pielgrzymowania. Stawili się w Skrzatuszu, by towarzyszyć pielgrzymom przez dwa dni, a potem dojechali na ostatni. - To moja 8 pielgrzymka i musiałem na nią pójść. Ciężko byłoby nie pielgrzymować wcale - mówi Marek Oleszczuk. Śmieje się, że choć ich wędrowanie nie trwało długo, to pęcherze mieli takie, jakby szli całe 13 dni. - Trzeba chodzić. Nawet te dwa dni coś dają. Mogliśmy posłuchać konferencji, pomodlić się razem, umocnić się świadectwem ludzi młodych, którzy idą za Panem Bogiem.

    Małżonkowie uważają, że temat pielgrzymkowy, dotyczący czystości serca jest bardzo aktualny. - Ciężko byłoby wytrwać przy Bogu bez starania się o czystość serca. A jeśli się upada, to trzeba po prostu iść do spowiedzi. Bo czystość to łaska, która jest nam dawana przez Boga. On ciągle nas przyjmuje, wzywa do siebie i chce, abyśmy byli podobni do Niego.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół