• facebook
  • rss
  • A nawet trochę draki

    dodane 14.01.2016 08:58

    Tradycja. Orszaki Trzech Króli błyskawicznie wpisały się w polskie obyczaje. Jednak nie wszędzie przyjmują się one tak samo dobrze. Jak temu zaradzić?

    Już po raz ósmy orszaki Trzech Króli przeszły ulicami polskich miast. Do pierwszych, które wyszły na ulice Warszawy i Torunia w 2009 roku, dołączyło w ciągu 8 lat ponad 420 miast w Polsce i 16 za granicą. Tegoroczny wynik to o 90 miejscowości więcej niż w roku ubiegłym. W naszej diecezji orszaki wędrują od 2011 roku. W tym roku zawitały do 13 miejscowości: Koszalina, Słupska, Szczecinka, Kołobrzegu, Świdwina, Białogardu, Trzcianki, Polanowa, Darłowa oraz debiutujących Piły, Jastrowia, Sławska i Rzeczenicy.

    Wpaść na pomysł

    Ten wzrost cieszy, jednak nie o liczby chodzi. Fenomenem orszaków jest to, że włącza się w nie, także w fazie projektów i przygotowań, wielu dorosłych, dzieci, szkół i przedszkoli, ośrodków kultury czy parafii. To promocja postawy obywatelskiej. Sławskiem, wsią leżącą niedaleko Sławna, wręcz zatrzęsło, gdy ruszyły przygotowania do pierwszego Orszaku Trzech Króli. Kilka sołectw postanowiło zorganizować go w scenerii wiejskiej. – Uczestniczyliśmy kiedyś w orszaku w Koszalinie i stwierdziliśmy, że przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podobne wydarzenie odbyło się także u nas – powiedziała Joanna Jabłońska, przedstawicielka Fundacji „Po piąte” współorganizującej wydarzenie. W prace zaangażowały się dzieci, młodzież i dorośli. Ruszyli strażacy i muzycy orkiestry dętej z Postomina. Nie zabrakło przedstawicieli samorządu i oświaty, którzy wcielili się w role Maryi i Józefa, Trzech Króli i Heroda. Skauci stanęli na straży jako rycerze Heroda, a pasterek, pastuszków i anioły trudno było zliczyć. Na czyimś balkonie urządzono Herodowi pałac, przy innym domu zagrodę pasterzom, a na placu zabaw w centrum wsi stanęła szopka z żywymi zwierzętami.

    Zwierzęta przyprowadzili benedyktyni ze Starego Krakowa, Ośrodek Hipoterapii „Jaś” ze Sławna oraz pobliscy mieszkańcy. Jak przyznają organizatorzy, nikogo nie trzeba było namawiać do pomocy w przygotowaniu wydarzenia, choć pomysł pojawił się tuż przed świętami i trzeba było działać szybko. – Cieszę się, że jest to inicjatywa oddolna. Takie wydarzenie mobilizuje wszystkich. Myślę, że w przyszłym roku będzie nas jeszcze więcej – powiedział ks. Wojciech Filimon, proboszcz w Sławsku. Beata Gofryk, dyrektor miejscowej szkoły, która odegrała rolę Maryi, przyznaje: – Widziałam moich uczniów, którzy przyglądali mi się z ciekawością. Na co dzień widzą mnie w zupełnie innych sytuacjach. Myślę, że dobrze to odebrali. Może nawet im zaimponowałam. Przecież dyrektor szkoły jest też zwyczajnym człowiekiem. Uważam, że Orszak to świetna inicjatywa. Sławski Orszak miał dobrą reklamę. Prócz plakatów i informacji w mediach, doczekał się świetnej akcji informacyjnej na Facebooku. Ukazujące się w miarę zbliżania się święta zachęcające zdjęcia i zaproszenia pod hasłem „Chodźcie z nami do Betlejem” słały pozytywny przekaz, że ten orszak tętni życiem i że przyjść na niego to jak przyjść w gościnę. W tę pierwszą, zakończoną bigosem, pieczonymi kiełbaskami i herbatą, wybrało się ponad 200 osób.

    Zacząć od jednej parafii

    Budzą się do pielgrzymowania ku stajence także mieszczanie. Po raz pierwszy Orszak Trzech Króli przeszedł ulicami Piły. Nieoficjalny i spontaniczny. I liczny – kilkusetosobowy. Z inicjatywą wyszła salezjańska parafia św. Jana Bosko. – Piła jeszcze nie widziała tylu królów! Nie sądziłem, że na nasz marsz przyjdzie aż tyle osób i to mimo mrozu – cieszy się proboszcz parafii ks. Dariusz Presnal SDB. Orszak prowadziła… królowa. I to na koniu. Za nią szedł tłum władców, magów, mędrców. W koronach lub w dostojnych czapach. Przebrali się i ci najmłodsi, i ci najstarsi, i księża, i siostry zakonne. Tego entuzjazmu mogliby pozazdrościć koszalinianie. Owszem, mimo trzaskającego mrozu dwa i pół tysiąca z nich stawiło się pod kościołem pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, skąd po uroczystej Mszy św. pod przewodnictwem bp. Edwarda Dajczaka ruszyli ku centrum miasta. Ale mimo wcześniejszych zachęt organizatorów, by przybyć na orszak w przebraniu, w stroju pasterskim prócz jednego dziecka przyszła zaledwie jedna dorosła osoba. I czuła się niekomfortowo wśród eleganckich koszalinian, co najwyżej z papierowymi koronami na głowach. Podobne odczucia z poprzednich lat mają także inni, więc rezygnują z przebieranek. A przecież do pierwszych koszalińskich orszaków dołączały całe grupy pomysłowo odzianych pasterzy i aniołów.

    Wciągnąć dzieci

    Tradycja obchodów uroczystości Objawienia Pańskiego jest jedną z najstarszych w Kościele katolickim, jednak Orszaki Trzech Króli to w ostatnich latach nowość. Warto tej młodej tradycji dopomóc. Choćby dlatego, by złożyć publicznie świadectwo wiary. Poza tym – pośród mroźnych styczniowych dni barwny, rozśpiewany pochód przez miasto jest atrakcją. To zarazem okazja do tego, by tradycją katolicką zaciekawić najmłodszych. Jest szansa, że to właśnie oni wyciągną za rękę z domu nieco rozleniwionych rodziców. Ale najpierw trzeba maluchy zaciekawić. W Białogardzie dzieci z parafii mariackiej przygotowały się do uroczystości Trzech Króli już w… Adwencie. 6 stycznia do betlejemskiego żłóbka przyniosły, oprócz tradycyjnych kadzidła, złota i mirry, także swój specjalny dar: wielką walizkę. – Są w niej 652 serduszka. Każde z nich to dobre uczynki, które dzieci gromadziły w Adwencie – wyjaśnia s. Damaris Pawłowska, współorganizatorka przedsięwzięcia. Siarczysty mróz sprawił, że organizatorzy postanowili nie wychodzić poza kościelne mury, ale nie zrezygnowali z pochodu. – Trasę mieliśmy króciutką, ale za to wędrowaliśmy chyba najdłużej, bo… od wczoraj – śmieje się s. Damaris. Poprzedniego dnia w Szkole Podstawowej nr 3, w której uczy, dzieci nosiły korony na wszystkich lekcjach, w ten sposób przygotowując się do uroczystości i rozpoczynając swój marsz do stajenki. Natomiast czteroletni białogardzianin, Jaś, z dumą wyjaśniający, że jest Baltazarem, przygotował się do roli ewangelicznego mędrca podczas przedszkolnych jasełek.

    Mieć frajdę

    Czy orszaki mają szansę rozwinąć się w trwałą i coraz bogatszą tradycję? Tak, o ile będą dawały uczestnikom autentyczną radość i poczucie wspólnoty. Właśnie taka atmosfera wyciągnęła z domu panią Sabinę i kazała jechać do pobliskiego Słupska. – Przyjechałam tu z Sycewic. Byłam na poprzednim orszaku i urzekła mnie ta radość. Zabrałam wnuka i idziemy razem – powiedziała w przerwie między zwrotkami jednej z kolęd śpiewanej gromko w blisko dwutysięcznym tłumie słupszczan. – Aż się tańczyć chce! A tak na koniec. Okazuje się że w religijnych przeżyciach jest miejsce i na trochę… draki. Szymon i Jakub, uczniowie z V Liceum Ogólnokształcącego w Słupsku, w tym roku postanowili wskrzesić turonia. – Straszymy nim dzieci i piękne dziewczęta – uśmiechają się licealiści. Przyznają, że taka forma świętowania bardzo im odpowiada. Po czym podbiegają do kolejnych maluchów. A więc droczmy się, przebierajmy i wędrujmy, choćby i pośpiesznie, jak w tegoroczne mroźne święto, do ubogiej stajenki. Bo przecież „dzisiaj w Betlejem wesoła nowina”!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół