• facebook
  • rss
  • Ich 3 minuty

    dodane 21.01.2016 00:00

    W „Sobieskim” uczniowie nie mogą używać komórek. Te szare – owszem. Ruszyli więc głową i nagrali konkursowy film o polskim bohaterze.

    Agnieszka Osinka, gimnazjalistka z Zespołu Szkół im. Jana III Sobieskiego w Szczecinku, ogłoszenie o konkursie zobaczyła na stronie internetowej poświęconej filmowi „Pilecki”. Dystrybutor filmu zapraszał uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych do nakręcenia po swojemu scen z „Pileckiego”. Za trudne? Nie dla Agnieszki. Długo się nie wahała. Sprzedała pomysł rówieśnikom. Poproszony o wsparcie merytoryczne Jarosław Dywizjusz, nauczyciel historii w Gimnazjum nr 2, nie kryje dumy, że tym razem role się odwróciły. – To uczniowie zgłosili się do mnie z pomysłem.

    Ponad dwudziestu. Nie było żadnego namawiania, przekonywania, że dostaną za to piątki. Oczywiście potem dostali szóstki – śmieje się – ale nie robili tego dla oceny. Pewnie nie byłoby tej zabawy w kino, gdyby nie szkoła. Co prawda w podstawie programowej informacji z zakresu historii najnowszej brak, jednak J. Dywizjusz przekonany, że to nie tylko temat ważny, formujący postawy patriotyczne, ale też interesujący z punktu widzenia nastolatka, znalazł sposób na tę lukę. – Od lat wprowadzam na lekcjach zagadnienia związane z historią najnowszą. 1 marca przygotowujemy rocznicowe wystawy lub gazetki, by upamiętnić Dzień Żołnierzy Wyklętych – mówi. Wysiłek zaprocentował.

    Parasolka zamiast reflektora

    Burza mózgów. Bo i pomysłów wiele. Wokół Agnieszki koleżanki i koledzy z 1 B. Którą scenę z filmu wybrać? Najciekawszą? Mrożącą krew w żyłach? Wyciskającą łzy? Za dużo tego jak na regulaminowe trzy minuty. Wygrały sceny pokazujące emocje: pożegnanie rotmistrza Pileckiego z żoną i dziećmi, sceny frontowe. Główna rola przypadła Ivo Szczerbińskiemu, ale kto zagra Marię, żonę rotmistrza? Do castingu stanęły dwie gimnazjalistki. Berenice Tubielewicz pomogły umiejętności zdobyte na zajęciach teatralnych w Domu Kultury. Wygrała, bo umiała pokazywać uczucia. Po wszystkim przyznaje, że za wiele naraz – trudno jej było opanować śmiech, gdy należało lamentować. J. Dywizjusz sprawdził się w nowej roli – zza kamery pomagał uczniom nawet płakać na zawołanie. Zresztą, jak na prawdziwym planie, ujęcia można było powtarzać. Mijały trema, onieśmielenie. – Wtedy już zapominałam o tym, że gram. Czułam się tą postacią, czułam jej smutek. To już wychodziło z serca – wzrusza się nieco Berenika. Ale najpierw gimnazjaliści musieli wkuć dialogi. I poszperać gdzie się da, by o Pileckim dowiedzieć się więcej, bo przecież głównie o to w projekcie chodziło. Potem wyszukali piosenki na ścieżkę dźwiękową trzyminutówki oraz odnoszący się do Boga tekst wojskowej przysięgi. Zaangażowali się także rodzice. Szyli opaski, zaglądali do szaf, wygrzebali z nich spodnie i kurtki moro. Dziadkowie pożyczyli niemodne czapki. W domowych rozmowach pojawiły się historyczne wątki. – Rozmawiałam o losach rotmistrza z mamą – wspomina Kaja Leśniewska, której przypadła rola filmowego narratora. – Powiedziała, że jest dumna, że interesuję się takimi ważnymi sprawami. Bardzo mnie w tym wspierała. Znalazł się operator kamery, a zamiast oświetleniowca ktoś z parasolką osłaniającą profesjonalny sprzęt przed śniegiem. Bo nawet pogoda im sprzyjała, gdy dekorowali zimowe pole walki. – Poszczęściło się nam: akurat tego dnia sypnęło śniegiem – wspomina nauczyciel. Dzięki temu chłopaki z 1B bez zbytniej asekuracji rzucali się pod sfingowanym ostrzałem na ziemię. A trzeba było to powtórzyć aż trzy razy. – Bo w pierwszej scenie wszyscy wywrócili się w jednym miejscu. Nie wyglądało to naturalnie – przyznają koleżanki.

    Płakać jak Pilecka

    Dla Weroniki Piecewicz rola Zosi, córki rotmistrza, to nie tylko przygoda z filmem, ale też z rówieśnikami. – Dzięki udziałowi w projekcie mogłam się z nimi lepiej zapoznać. Filmową sanitariuszkę Magdę Adamczyk zadziwiły nieznane dotąd umiejętności kolegów z klasy. Rówieśnikom z „Sobieskiego” filmik przypadł do gustu. Gratulują kolegom. – Na początku nie obyło się bez docinków, naśladowania scen mojego płaczu – mówi bez złości Berenika. Nie zraża jej nawet nowa ksywka, rzucana czasem w przelocie: żona Pileckiego. – Trzeba mieć dystans do siebie, traktować to z poczuciem humoru. Dwa tygodnie przygotowań, jeden dzień zdjęciowy. Zmontowali, wycięli za długie sceny, wrzucili na fanpage, czekają na wynik. Proszą o głosy, kogo się da. Oby uczciwie, „niech walka o wygraną nie przesłania tego, co najważniejsze”, przestrzega za organizatorami konkursu nauczyciel. Ale bez względu na to, czy wygrają, czy nie, w ich głowach klują się już nowe pomysły. Oczywiście wokół historii najnowszej. Może gra uliczna z sanitariuszką Inką?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół