• facebook
  • rss
  • Ludobójstwo przemilczane

    Karolina Pawłowska

    dodane 01.06.2016 00:51

    W Słupsku przywołano pamięć o największym miejscu kaźni na Wschodnich Kresach dawnej Rzeczypospolitej. O przerażającej, wciąż mało znanej, rzezi blisko 100 tys. ludzi opowiadała słupska nauczycielka, autorka książki „Nieznane Ponary”.

    Ponary to dziś dzielnica Wilna, od centrum miasta oddalona około 10 km. W czasie II wojny światowej malowniczy las, ulubione miejsce „wypadów za miasto”, stał się sceną zbrodni, która wciąż nie doczekała się rzetelnego opowiedzenia ani rozliczenia tych, którzy jej dokonywali.

    Przez niespełna cztery lata, od 1941 do 1944 r., oddziały SS, policji niemieckiej i kolaboracyjnej policji litewskiej masowo rozstrzeliwały tu Żydów z Getta Wileńskiego i całej Wileńszczyzny, którzy byli zabijani całymi rodzinami, od niemowląt po starców. Śmierć poniosło także wielu Polaków i w mniejszej liczbie Białorusini, Cyganie, Tatarzy oraz Rosjanie.

    Zamordowano też kilkudziesięciu Litwinów-komunistów i pewną liczbę członków niekomunistycznego litewskiego ruchu oporu. Szacuje się, że w ponarskim lesie życie straciło wówczas nawet 100 tys. osób. Ich dokładna liczba nie jest możliwa do ustalenia. Oprawcy zakopywali swoje ofiary w siedmiu dołach. Pod koniec wojny, w ramach zacierania śladów, z dołów wydobyto około 70 tys. ciał ofiar i spalono.

    - Ponary to temat trudny, zapomniany i nieopowiedziany ani przez Polaków, ani tym bardziej przez Litwinów - przyznaje Joanna Janusiak, autorka wydanej właśnie książki „Nieznane Ponary”. Na co dzień jest nauczycielką języka polskiego w V LO w Słupsku. Od lat także jest także przewodniczką grup wycieczkowych i pielgrzymkowych na Litwę.

    - Mimo, że Ponary nie pojawiają się w programie zwiedzania, zawsze staram się tak zmodyfikować program, żebyśmy mogli przyjechać na to miejsce. Nie zdarzyło mi, żeby ktokolwiek, kogo tam przywiozłam, był tam wcześniej, a nawet w ogóle o rzezi w Ponarach słyszał - opowiada J. Janusiak. Właśnie z myślą o wybierających się na Litwę wycieczkowiczach i uczniach przygotowała swoje opracowanie, które zostało zaprezentowane w słupskim liceum.

    Wykładowi towarzyszyła prezentacja wstrząsających zdjęć dokumentujących zbrodnię oraz recytacje licealistów   Wykładowi towarzyszyła prezentacja wstrząsających zdjęć dokumentujących zbrodnię oraz recytacje licealistów Karolina Pawłowska /Foto Gość Jak zauważa Ponary to miejsce pierwszej masowej egzekucji na ludności żydowskiej - jeszcze przed zatwierdzeniem planu tzw. „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. To także miejsce kaźni inteligencji polskiej, w tym nauczycieli, księży, profesorów Uniwersytetu Stefana Batorego, absolwentów wileńskich gimnazjów, harcerzy, żołnierzy Związku Wolnych Polaków i Armii Krajowej.

    Kultura i nauka poniosły olbrzymie straty wraz ze śmiercią w Ponarach światowej sławy naukowców: prof. Kazimierza Pelczara, pioniera polskiej onkologii i profesora Mieczysława Gutowskiego, wybitnego znawcy prawa skarbowego. W Ponarach zginęli także m.in. adwokat Stanisław Węsłowski, kompozytor i pierwszy konspiracyjny prezydenta Wilna oraz adwokat Mieczysław Engiel, poseł na Sejm Wileński.

    - Chodziło o litwinizację Wilna. To była akcja wymierzona w inteligencję i ruch niepodległościowy. Niemcy wykorzystali napięte relacje polsko-litewskie i zbrodni w Ponarach dokonywali rękoma Litwinów. W przypadku Żydów w grę wchodził również zarobek. Jak napisał naoczny świadek kaźni, Kazimierz Sakowicz, w swoim dzienniku: "Dla Niemców 300 Żydów to 300 wrogów ludzkości, dla Litwinów to trzysta par obuwia, spodni, itd.” - opowiada Joanna Janusiak.

    Początkowo egzekucje w Ponarach przeprowadzali żołnierze ze specjalnego niemieckiego Sonderkommando, którzy rozstrzeliwali z broni maszynowej więźniów ustawianych nad dołami. Jednak wkrótce zadanie konwojowania i zabijania ofiar przejął liczący kilkadziesiąt osób oddział litewskich kolaborantów, rekrutujących się głównie z przedwojennej paramilitarnej organizacji Lietuvos Szauliu Sajunga, zwanych potocznie „szaulisami”.

    Kiedy egzekucje się wzmogły oddział „strzelców ponarskich” został znacznie powiększony i liczył kilkuset Litwinów-ochotników. Choć formacja podlegała bezpośrednio Gestapo i niemieckiemu oficerowi SS Martinowi Weissowi, naczelnikowi więzień wileńskich, jej dowódcy także byli Litwinami. W grudniu 1943 r. obóz w Ponarach przejęła od Litwinów niemiecka policja bezpieczeństwa i w ostatnich miesiącach eksterminacji, do lipca 1944 r., dokonywali jej ponownie sami hitlerowcy.

    Strona litewska dotychczas nie potępiła jednoznacznie zbrodni ponarskiej, jako popełnionej z udziałem Litwinów, a także nie ujawniła roli tajnej policji litewskiej Saugumy w prześladowaniu Polaków (po II wojnie światowej zostało ujętych i poniosło karę tylko ok. 20 litewskich oprawców).

    - Jeżeli naród zapomina o swojej historii, to nie zasługuje na istnienie. Druga rzecz to ofiara tam złożona przez polską inteligencję, żołnierzy Armii Krajowej, harcerzy, studentów. To nie może pójść w zapomnienie. Nie chodzi o to, by podsycać jakiekolwiek animozje, ale o to, by powiedzieć prawdę, żeby móc wybaczyć i budować dobre relacje - mówi Joanna Janusiak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół