• facebook
  • rss
  • 642 dusze

    ks. Wojciech Parfianowicz

    |

    Gość Koszalińsko-Kołobrzeski 36/2016

    dodane 01.09.2016 11:55

    To rzadki przypadek, żeby parafia miała mniej mieszkańców niż lat. Jeśli tak jest, to musi być ona bardzo mała i bardzo stara jednocześnie. Taka jest właśnie parafia w Uniechowie. Dziś ma 650 lat.

    tekst i zdjęcia wojciech.parfianowicz@gosc.pl Ksiądz Adam stoi przy drewnianej dzwonnicy obok kościoła. Chwyta sznurek połączony z dzwonem, który został odlany w XVI wieku, czyli już ponad 400 lat temu. Piękny, stary dzwon z tego samego okresu co krakowski Zygmunt. Nawet całkiem duży. Ciekawe, czy jego bicie słyszą żurawie, które gromadzą się właśnie na polu przy drodze na Skowarnki? Szykują się do odlotu, podobnie jak wielu ludzi, którzy mieszkają w tych okolicach. Z tą jednak różnicą, że żurawie na pewno znowu tutaj wrócą.

    Cztery łany

    Było to 1 lutego 1366 roku. Ówczesny krzyżacki komtur w Człuchowie Ludolf Hake wystawił tego dnia dokument lokacyjny wsi Heinrichwalde (dziś: Uniechów). Miejscowości została przydzielona ziemia – 114 łanów, czyli ok. 1900 ha, z czego 4 łany, czyli ok. 68 ha ,„na chwałę Matki Boskiej z wszystkimi pożytkami wolne plebanowi tam mieszkającemu”. Jak podkreśla człuchowski historyk dr Marian Fryda, można ten akt uznać jako początek parafii w Uniechowie. W diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej są tylko trzy starsze parafie: w Białej, Czaplinku i Koczale. Jest też tylko jedna mniejsza – Gwieździn. Kim był tamten pierwszy duszpasterz, nazwany w dokumencie lokacyjnym „plebanem”? Jakie mówił kazania? Czy był dobrym spowiednikiem? Jak w ogóle wyglądała jego świątynia? Nie wiadomo. Dzisiejszy kościół w Uniechowie jest już czwartym albo i piątym z kolei. Zachował się jedynie opis tego z XVII wieku. Wiadomo na przykład, że był kryty słomą. Obecny to ceglana budowla z XIX wieku z XVIII-wieczną drewnianą wieżą. Wszystko więc wygląda zupełnie inaczej niż na początku. Jednak jedno w Uniechowie nie zmieniło się od 650 lat. Nieprzerwanie od tylu wieków trwa tam Kościół katolicki, na plebanii jest kapłan, dzisiaj ks. Adam Jokiel, a w kościele sprawowana jest Eucharystia. Katolicka wiara oparła się tu nawet fali reformacji, mimo że większość okolicznych mieszkańców przeszła na luteranizm. Fakt ten podkreślił z uznaniem bp Paweł Cieślik, który 28 sierpnia przewodniczył Mszy św. podczas obchodów jubileuszowych w Uniechowie. Warto też podkreślić, że biskup senior sprawował uroczystą Eucharystię w kielichu, który w parafii jest od początku XVIII wieku, przypominając o katolickiej ciągłości w tym miejscu.

    Jeden strzał

    Kto wcześniej pociągał za sznurek uniechowskiego dzwonu, przypominając wiernym, że w parafii czeka na nich Bóg? Lista proboszczów jest długa. O większości z nich niewiele wiadomo. Obok kościoła w Uniechowie są groby trzech kapłanów, wszystkie przedwojenne. Jeden, w którym pochowany jest ks. Franziscus Hellwig, kryje niezwykłą historię. Ten niemiecki kapłan był proboszczem w Uniechowie przez 40 lat, aż do 25 lutego 1945 roku. Jego posługa zakończyła się tragicznie. Tego dnia wizytę na plebanii złożyli mu sowieccy wyzwoliciele. Z relacji gospodyni, zawartej w kronice parafialnej, wiadomo, że rozmawiali o papieżu i Stalinie. W pewnym momencie kobieta wyszła i kiedy wróciła, zastała księdza leżącego w kuchni z przestrzeloną głową. – Być może zabrakło im w dyskusji argumentów, dlatego sięgnęli po broń – stwierdza dr Marian Fryda. Być może wystarczyło niemieckie pochodzenie kapłana albo sowieckich żołdaków denerwowało to, że ksiądz dobrze mówił po polsku? Nie wiadomo. – Odkąd poznałem tę historię, czuję jakąś więź z tym kapłanem. Przychodzę tu i modlę się za niego – przyznaje ks. Adam Jokiel. Kto wie, może przedwojenny duchowny jest męczennikiem i to on wstawia się za swoim następcą?

    Trzydzieści procent

    Jedną z filii parafii Uniechowo jest wioska o trudnej do wymówienia nazwie Skowarnki. Jej mieszkańcy dumni są z kaplicy, którą bp Edward Dajczak pobłogosławił zaledwie dwa lata temu. Mieści się ona w budynku starej, poniemieckiej szkoły. Krzysztof Wieczorek, wybierany na sołtysa Skowarnek już od kilku kadencji, przyznaje, że obecność kaplicy zmieniła oblicze tej popegeerowskiej miejscowości. – Jesteśmy oddaleni od świata, więc kiedy upadł PGR, ludzie nie mieli już nic. Nie było u nas nawet huśtawki dla dzieci, a co dopiero mówić o kościele – stwierdza sołtys. Z inicjatywy jednego z poprzednich proboszczów, ks. Romana Wróbla, mieszkańcy Skowarnek przygotowali w starej szkole kaplicę, która naprawdę robi wrażenie. – Dzisiaj możemy się pochwalić, że kaplica dosłownie świeci – mówi Krzysztof Wieczorek. – Ale nie pustkami – dodaje ks. Adam. Faktycznie, statystyki Skowarnek burzą stereotyp popegeerowskiej wsi. Jeśli w Skowarnkach zameldowanych jest 140 osób, z których rzeczywiście mieszka tam 80, a w niedziele do kaplicy na Mszę św. przychodzi ponad 40 mieszkańców, w porywach nawet do 60, to wynik w procentach jest imponujący. Podobnie zresztą jest w całej parafii Uniechowo. – Na Mszy św. w niedziele w całej parafii mam ponad 200 osób – mówi ks. Adam. Ponad 30-procentowy wynik stawia tę parafię w czołówce diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Niestety, 30 proc. oznacza też dla parafii Uniechowo coś negatywnego. Jak mówi obecny na uroczystościach jubileuszowych Wojciech Kallas, burmistrz Miasta i Gminy Debrzno, tylu mniej więcej ludzi w ostatnich latach po prostu z tych terenów zniknęło. Tak jak w Skowarnkach, niby są zameldowani, ale faktycznie ich nie ma. – Wyjechali za pracą. Choć na szczęście ten trend nie jest już rosnący – mówi włodarz gminy. Czy po 650 latach istnienia parafia Uniechowo po prostu nie zniknie? Czy jest sens utrzymywać wspólnotę, która liczy 642 dusze? Jak tutaj żyć? Z czego wyremontować kościoły, które tego już wymagają? Mieszkańcy nie mają wątpliwości. – Obecność parafii to prestiż. Poza tym dzięki niej ludzie czują się tutaj bardziej u siebie. Parafia jest też czynnikiem jednoczącym – mówi burmistrz, wskazując na powojenną mieszankę ludnościową gminy, która została zasiedlona przez ludzi z różnych stron Polski, a także przez sporą grupę Ukraińców. – Jeśliby zamknąć szkołę i parafię to... można właściwie gasić światło. Zostają pola i ludzie – mówi Krzysztof Wieczorek. – To prawda, nie mamy pieniędzy na remonty, ale jakoś je zdobędziemy. Jednak jeśli chodzi o samą pracę, na pewno znajdą się ludzie – zapewnia Sylwia Rudzińska z Cierzni, które są filią Uniechowa i mają piękny szachulcowy kościół, który prosi się o renowację. – Potrafimy się zorganizować – podkreśla Anita Krawców z tej samej miejscowości, czego dowodem jest chociażby sam jubileusz z uroczystą Eucharystią i festynem. Również ks. Adam Jokiel przyznaje, że obecność proboszcza na miejscu ma dla ludzi ogromne znaczenie: – Ludzie cieszą się, że jest ksiądz. Zaczepiają mnie przy kościele po Mszach św., albo po drodze, kiedy idę do sklepu po bułki. Chcą porozmawiać nieraz o pogodzie, innym razem o poważnych sprawach. Ksiądz Adam zdradza też jeden ze swoich proboszczowskich priorytetów. – Ważna jest dla mnie jedność parafii. Szukam na nią jakiegoś pomysłu – mówi z nadzieją.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół