• facebook
  • rss
  • Most do Ojca

    Karolina Pawłowska

    |

    Koszalińsko-Kołob. 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    Środek miasta, środek nocy. I niezwykły krzyż, który peregrynuje między ośrodkami dla bezdomnych.

    Dla części mieszkańców schroniska, prowadzonego przez koszaliński oddział Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, to były dwie bezsenne noce. Spędzili je przy krzyżu.

    Jedyny ratunek

    Wielkopiątkowa Droga Krzyżowa w rzymskim Koloseum. Schorowany papież Jan Paweł II nie może już w niej uczestniczyć bezpośrednio. Ogląda transmisję w prywatnej kaplicy i prosi o krzyż. 8 dni później odchodzi do domu Ojca. A zdjęcie papieża przytulonego do drewnianego krucyfiksu obiega cały świat i zapisuje się w wielu sercach. Sam krzyż traktowany jest jak relikwia i peregrynuje wśród wiernych. Teraz jest w trakcie 3-miesięcznej wędrówki między placówkami niosącymi pomoc osobom bezdomnym. Tak Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta świętuje 35-lecie działalności i przygotowuje się do obchodów roku poświęconego swojemu patronowi. – Dla nas wszystkich krzyż jest znakiem nadziei i umocnieniem. Najbardziej jednak właśnie dla tych, którzy są zagubieni, samotni, pozbawieni nadziei. Mieszkańcy tego ośrodka to ludzie, którzy nie radzą sobie ze swoimi problemami, z cierpieniem i osamotnieniem, ze wszystkimi krzyżami, które dźwigają.

    Często też są obrażeni na Pana Boga, obwiniając Go za wszystko, co ich spotkało w życiu. Niosąc im pomoc, szukamy też sposobu, żeby pomóc im wrócić do Pana Boga. Ci ludzie nie kierują już swoim życiem, dla nich krzyż Chrystusowy to jedyny ratunek: zawierzenie się Panu Bogu, oddanie Mu swojego życia – mówi Adam Sadłyk, prezes koszalińskiego oddziału Towarzystwa, gdy z niecierpliwością czekamy na przyjazd krzyża z Dębna. Opowiada o cudach, które dokonują się, gdy człowiek z ufnością składa swoje życie w ręce Boga.

    Tylko Jezusowi

    Choć zbliża się północ, czekają także mieszkańcy schroniska. Na powitanie krucyfiksu wychodzą przed budynek, potem ze wzruszeniem wprowadzają go do specjalnie przygotowanego na tę okazję pomieszczenia. Po krótkiej wspólnej modlitwie, gdy gaśnie większość świateł, w ciszy kontemplują Ukrzyżowanego. – Inaczej patrzy się na krzyż, jak człowiek sam poczuje cierpienie i osamotnienie. Przychodzą różne myśli, refleksje, kiedy przed nim się staje – kiwa głową pan Janusz. – W schronisku, chociaż wszystkie nasze życiorysy są pogmatwane, raczej nie rozmawiamy o tym, co nam się nie udało. Niewiele osób chce przecież mówić o swoich porażkach, bo wstyd. Trzyma się to zamknięte w szufladkach w głowie. O tym opowiada się Jezusowi, stając pod krzyżem i prosząc, żeby wyciągnął człowieka na prostą – wyjaśnia. Od rana kolejną stacją peregrynacji papieskiego krucyfiksu jest kościół Podwyższenia Krzyża Świętego. Koszalinianie zaglądają do kaplicy na chwilę cichej rozmowy z Ukrzyżowanym. Wieczorem modlą się razem z bp. Krzysztofem Włodarczykiem. – Jedyny Syn Boży z miłości przyjął cierpienie i śmierć dla naszego zbawienia. Tylko On mógł doprowadzić ludzi do Ojca, naszego Stwórcy. Tylko miłość Jezusa Chrystusa była w stanie nas wykupić – mówi biskup w homilii. Przypomina także, że krzyż jest zaproszeniem do miłości ofiarnej i do dawania siebie innym, co od 35 lat czynią pracownicy, wolontariusze i przyjaciele TPBA. – W ten sposób stajemy się głosicielami Bożej miłości, której szczytem jest sakramentalna ofiara miłości. Dziękuję Towarzystwu Pomocy im. św. Brata Alberta, że realizuje tajemnicę krzyża w konkretnej pomocy drugiemu człowiekowi. To miłość bezinteresowna, na wzór naszego Pana Jezusa Chrystusa, który przez swoją ofiarę dał największe świadectwo miłości – zauważa bp Włodarczyk.

    Prowadzić pod krzyż

    Na jeszcze jedną noc, zanim pojedzie do Słupska, do kolejnej placówki Towarzystwa, krzyż wraca do koszalińskiego schroniska. – Nie mam wątpliwości, że chwile spędzone przy krzyżu będą dla nas wszystkich: pracowników, wolontariuszy, przyjaciół Towarzystwa, a przede wszystkim dla mieszkańców naszych placówek, umocnieniem. Dla niektórych także przebudzeniem na nowo do wiary i zaufania Panu Bogu. To też jest rolą naszego Towarzystwa, żeby prowadzić zagubionych i bezradnych pod krzyż, do pojednania z Panem Bogiem – dodaje Adam Sadłyk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół