• facebook
  • rss
  • Duchowy fitness

    Karolina Pawłowska

    |

    Gość Koszalińsko-Kołob. 38/2016

    dodane 15.09.2016 00:00

    Do miejsca uświęconego obecnością wyniesionego na ołtarze papieża pielgrzymi z Jastrowia pielgrzymują od 10 lat.

    To coś dla ciała i coś dla ducha – mówią rowerzyści, podziwiając piękno rezerwatu przyrody i wspominając św. Jana Pawła II.

    Czas dla Boga

    Leśna droga prowadzi ich nad brzeg jeziora, do papieskiego kamienia. – Trasę wyznacza szlak kajakowy, który przemierzał tuż przed wyborem na Stolicę Piotrową kard. Karol Wojtyła – mówi ks. Stanisław Łącki, proboszcz parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Jastrowiu. – Pielgrzymka to zachęta do wspominania świętego, ale również zaproszenie do podziwiania piękna przyrody stworzonej przez Boga – dodaje duszpasterz, który przejął organizowanie pielgrzymki po swoim poprzedniku, ks. Józefie Kwiecińskim. O pobycie św. Jana Pawła II nad jeziorem przypomina niewielki płaski kamień i zawieszony nad drzewie krzyż z kajakowych wioseł. To cel pątników na rowerach. Po pokonaniu 18 km uczestniczą we Mszy św. polowej przy papieskim kamieniu i proszą o wstawiennictwo papieża. – Mieszkam w Jastrowiu, ale zanim pojechałam pierwszy raz na tę pielgrzymkę, nawet nie wiedziałam, że jest takie miejsce! Potem często zabierałam tu męża albo wnuczkę – mówi z przejęciem pani Danusia.

    – Często, kiedy tu jestem, czuję, że Ojciec Święty jest tuż obok nas. Dzisiaj, kiedy stawiałam na pomniku przywiezioną przez nas begonię, miałam wrażenie, że stoi tuż przy mnie. Często proszę go o wstawiennictwo na co dzień i wiem, że nigdy nie zawodzi – dodaje pątniczka, która nie opuściła ani jednego roku przy papieskim kamieniu. Pani Celina także nie wyobraża sobie, że mogłaby nie jechać. – A ile spraw można z Panem Bogiem po drodze „załatwić”! Sporo czasu na rowerze jest na modlitwę. Mam ze sobą różaniec, ale jak zapomnę go zabrać, to przecież można na palcach liczyć – śmieje się. Pani Ewa doświadczenie pielgrzymowania na rowerze ma znacznie większe niż 30 kilometrów na Wrzosy i z powrotem, ale i do papieskiego kamienia chętnie się wybiera. – W tym roku dziękuję, że Pan Bóg pomógł mi wyjść z choroby. Lekarze i terapie to jedno, ale wiem, że dzięki Niemu jestem zdrowa – przyznaje. – I mam też wspaniałą rodzinę, trzymamy się mocno razem, mam w nich wielkie wsparcie i za to też Bogu dziękuję – opowiada o swojej intencji. W tym roku też dołączyli do pani Ewy po raz pierwszy brat Jurek i siostra Ania. – Nigdy wcześniej nie udawało mi się znaleźć czasu, bo praca, bo coś do zrobienia, bo wnuczęta były za małe i tak odkładałam z roku na roku. Aż się doczekałam. Teraz jestem na emeryturze i już nie było co odkładać – śmieje się pani Ania. Swoje kilometry kręciła w intencji dzieci i wnuków.

    Jak w katedrze

    Wśród ponad 70 tegorocznych pielgrzymów nie zabrakło też całych rodzin. – Jedziemy dopiero drugi raz, bo zwykle nie dawało się tego jakoś połączyć z obowiązkami zawodowymi. Dzisiaj tak szybko się żyje, że trudno wygospodarować nawet trochę czasu, żeby pobyć z rodziną. Tym bardziej się cieszymy, że mogliśmy ten piękny dzień spędzić razem – mówi pani Sylwia, której w pielgrzymowaniu towarzyszył mąż, córka i teściowie. – Chociaż na to wyjątkowe miejsce przyjeżdżaliśmy z dziećmi już wcześniej – dodaje pan Jacek. – To niewiarygodne, że możemy być w tym samym miejscu, w którym był święty. My jesteśmy z tego pokolenia, dla którego papież Jan Paweł II był „od zawsze” i „na zawsze”. Czujemy się z nim bardzo związani. A teraz, jako święty, jest chyba jeszcze bliżej nas – mówią zgodnie, odpoczywając w stanicy przy grillowanej kiełbasie i kubku herbaty, które dodawały pielgrzymom sił przed drogą powrotną. – Taka pielgrzymka to prawdziwy fitness duchowy – przyznaje ze śmiechem s. Jakuba ze zgromadzenia Sióstr Opatrzności Bożej, zakładając na habit kamizelkę odblaskową. Pochodzi z Ukrainy i od niedawna poznaje piękno okolic Jastrowia, w którym pracuje. Pierwszą pielgrzymkę na Wrzosy zaliczyła w maju. – Msza św. nad brzegiem jeziora jest taka piękna, wśród drzew, jak w najpiękniejszej katedrze! Kiedy zaczęliśmy się modlić, jakby wszystko się uciszyło, uspokoiło, nawet wiaterek przestał wiać. Tylko woda i liście delikatnie szumiały, nic, tylko się zachwycać, jak Pan Bóg to pięknie stworzył! – dodaje, zapraszając na kolejną pielgrzymkę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół