• facebook
  • rss
  • Chciało nam się do filharmonii

    dodane 19.01.2017 00:00

    Koncert „Koszalińskie Betlejem na góralską nutę” zgromadził nie tylko koszalinian, ale także diecezjan z wiosek, bezdomnych i podopiecznych Caritas.

    Czasem, gdy coś się nie uda, to nawet dobrze. Bo można to powtórzyć. Koszalinianie pamiętają mroźnych zeszłorocznych Trzech Króli, ale już koncertu Hanny Rybki z zespołem, wieńczącego wówczas procesję ulicami miasta – niekoniecznie. Zima wygrała, trudno było ustać pod sceną, choć Hanka tańcowała, przytupywała i śpiewała rześko, coby ludziska nie poprzymarzali do płyty miejskiego rynku. – Szkoda, żeby to tak zostawić, nie możemy się poddać – powiedział wówczas ks. Krzysztof Włodarczyk, jeszcze jako dyrektor wydziału duszpasterskiego. Umówił się z Hanną Rybką i jej zespołem na powtórkę. Nawał obowiązków, w tym te, które wyniknęły z przyjęcia sakry biskupiej, nieco odroczył sfinalizowanie pomysłu, ale nowo wyświęcony biskup nie puścił sprawy w niepamięć. Osobisty list do sponsorów, ustalenia z prezydentem Koszalina Piotrem Jedlińskim i współpraca z obecnym dyrektorem wydziału duszpasterskiego ks. Łukaszem Gąsiorowskim zaowocowały: drukujemy bilety wstępu. Koniecznie darmowe. – Pomysł był prosty. Nie chodziło o to, żeby zaprosić VIP-ów, elitę, stałych bywalców filharmonii, ale żeby przyszli na koncert ci, którzy tu nie bywają – wyjaśnia bp Włodarczyk. – Karty wstępu przekazaliśmy m.in. podopiecznym Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, Caritas, Domu Miłosierdzia oraz na parafie z sugestią, by byli to tacy goście, którym trudno się wybrać na takie wydarzenie osobiście, a wręcz trzeba im taki wyjazd zorganizować.

    Jak w Wiedniu

    Z samej parafii Osieki podjechał pod filharmonię autobus pełen ludzi – 43 osoby. Kiedy proboszcz, ks. Henryk Romanik, rzucił w wieś hasło, że jest dobry koncert, i to nie byle gdzie, po sklepach zaczęła krążyć i błyskawicznie zapełniać się lista uczestników, a sołtys postarał się dla nich o autokar. – Są wśród nas emeryci, całe rodziny – powiedział ks. Romanik. – Z naszej nadmorskiej wsi chciało nam się do filharmonii, to dla nas trochę jak wiedeński koncert noworoczny. Dla Mirosława Nowika, od roku mieszkańca Domu Miłosierdzia, filharmonia to nie nowość. Ale właśnie dlatego, że bywał na koncertach, zaproszenie bp. Krzysztofa przyjął z entuzjazmem. – Kiedy zaprosi się kogoś do takiego miejsca, to pomaga mu to poczuć się człowiekiem, nie żyć samą szarością. I warto zaproponować nie tylko kolędy, ale i koncerty przeróżnych kompozytorów, na przykład Bacha, Beethovena, Straussa. Muzyka uspokaja, daje nowe piękne doznania. Człowiek czuje się taki podniesiony. Kiedy słucha, to zamyka się w sobie i wchodzi jakby do innego świata. Pan Mirosław jest przekonany, że wśród podopiecznych instytucji pomocowych jest wielu nie tylko wrażliwych na piękno, ale i wykształconych. – Oni też są ludźmi. Potrzebują czegoś więcej niż ubranie czy jedzenie, może to im pomoże stać się lepszymi.

    Łzy w oczach

    Stanisław Żabiński zna rzeczywistość koncertów od drugiej strony. Nieraz stawał na scenie, by towarzyszyć grą na pianinie zespołom w trakcie spotkań religijnych, okolicznościowych czy koncertów. – Muzyka sprawia, że z człowiekiem dzieje się coś dobrego: ma mniej problemów, łatwiej je znosi. Zwłaszcza gdy tekst jest wartościowy – widać u słuchaczy trzęsącą się bródkę, łzy w oczach. Bo jeśli ktoś jest trochę wrażliwy, to nie ma siły, by po nim to dobro spłynęło – mówi i za chwilę sam połyka łzy na Hankowym „Jezusie malusieńkim”. 30 osób przybyło z TP im. św. Brata Alberta w Koszalinie. – Nasi mieszkańcy czują się zaszczyceni tym zaproszeniem – powiedział Adam Sadłyk, prezes Towarzystwa. – Kościół pokazał im w ten sposób, że nie ma między nami barier, że możemy zasiąść razem w filharmonii. To jest wyraz miłosierdzia. Potwierdza to Irena Kołcz, mieszkanka schroniska dla bezdomnych. Jeszcze niedawno, w sylwestrową noc, oglądała Hannę Rybkę w TV, a tu taka gratka: zaproszenie na koncert żywiołowej góralki do filharmonii. – Jestem zachwycona dzisiejszym wieczorem – mówi pani Irena w szatni po koncercie. – Kocham muzykę, przy niej można się naprawdę lepiej poczuć.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół