• facebook
  • rss
  • Adam Woronowicz: Wiara daje mi nadzieję

    Katarzyna Matejek Katarzyna Matejek

    dodane 09.06.2017 10:47

    W głębi mojego serca, cokolwiek się wydarza, gdzieś na samym dnie jest nadzieja, że będzie dobrze. Wstaję rano i ufam, że jestem w rękach Kogoś, kto ufa mi na tyle, że pozwala mi przeżyć kolejny dzień - powiedział Adam Woronowicz, odtwórca roli ks. Jerzego Popiełuszki, podczas spotkania "Gość na Plus".

    W Koszalińskiej Bibliotece Publicznej odbyło się kolejne spotkanie z cyklu "Gość na Plus". 8 czerwca przed pełną salą zasiadł Adam Woronowicz, odtwórca głównej roli w filmie "Popiełuszko. Wolność jest w nas", ale też roli kard. Stanisława Dziwisza w spektaklu TV "Totus Tuus", Gustawa w "Ślubach panieńskich" czy seryjnego mordercy w "Czerwonym pająku". Jesienią poznamy go w kreacji aktorskiej św. Maksymiliana Kolbego w filmie pt. "Dwie korony".

    Podczas półtoragodzinnego spotkania, które prowadzili dziennikarze Alicja Górska z Radia Plus i ks. Wojciech Parfianowicz z „Gościa Niedzielnego”, słuchacze mogli usłyszeć opinie A. Woronowicza na temat wiary, rodziny, zawodu aktora i granic sztuki. Nie zabrakło także pytań z sali o przygotowania do roli ks. Jerzego czy marzenia artystyczne.

    Przedstawiamy część wywiadu, którego całość będzie można przeczytać w 24. numerze "Gościa Koszalińsko-Kołobrzeskiego", który ukaże się 15 czerwca. Rozmowa pojawi się także na antenie Radia Plus Koszalin we wtorek 13 czerwca.

    Ks. Wojciech Parfianowicz: Przedwczoraj, 6 czerwca, przypadła 7. rocznica beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. Film "Popiełuszko – wolność jest w nas" otworzył Panu drogę do bycia znanym szerszej publiczności. W wielu wywiadach mówił Pan o tym, że ta postać stała się Panu bliska, że jesteście wręcz po imieniu, że Pan się do niego modli. Jak ta przyjaźń wygląda dzisiaj, po tych 8 latach od powstania filmu?

    Adam Woronowicz: Ma się dobrze. Ale żałuję, że brakuje mi czasu, żeby zajechać na jego grób na Żoliborz. Myślę, że on mnie nie zaniedbuje, ja zaniedbuję go bardziej. Jurek jest osobą mi bliską. Mam wiarę w to, że nie jestem sam, że świat duchowy to nie jest bajka, ale rzeczywistość, którą można żyć, która na nas czeka, bo każdy przekroczy granicę śmierci i zmierzy się z jej tajemnicą.

    W.P.: Jakie są granice wyrazu artystycznego? Co według Pana wolno wolnej sztuce?

    Jest tak duża ilość spektakli, że to co się dzisiaj liczy w sztuce, to – jak się wydaje – jest afera. Polega to na obrażaniu uczuć religijnych, mówiąc przy tym: "to są granice wolności". Dzieją się rzeczy straszne przed teatrem, który kiedyś był moim teatrem. Jak wspominali moi nieżyjący koledzy, kolejki do teatralnej kasy stały kiedyś aż do wiaduktu. Teraz inaczej: stoją kolejki, kordony policji, rzucany jest gaz, ludzie są wyzywani. No… sztuka.

    W.P.: Powiedział Pan kiedyś, zresztą dla Gościa Niedzielnego: "Jeden z moich kolegów powiedział, że dzisiaj znacznie łatwiej mówić o seksie niż o Panu Bogu. Okazuje się, że pytanie "Czy pan wierzy?", jest bardziej intymne niż "Z kim pan sypia?". A czym dla Pana jest wiara?

    Wiara daje mi nadzieję. Widzę, że w głębi mojego serca, cokolwiek się wydarza, gdzieś na samym dnie jest nadzieja, że będzie dobrze. Druga rzecz to wiara, że moje życie nie zależy ode mnie. Że wstaję rano i ufam, że jestem w rękach Kogoś, kto może mnie uśmiercić w sekundę, ale ufa mi na tyle, że pozwala mi przeżyć kolejny dzień. A nawet dopuszcza jakąś próbę, żebyśmy się okazali jako wierni Jemu, tak jak On jest nam wierny i nie opuszcza nas w próbie, nawet gdy nam się wydaje, że zostaliśmy sami, że nikt nas nie rozumie.

    Alicja Górska: Jest Pan żonaty. Jesteście kilkanaście lat po ślubie. Macie troje dzieci. To model rodziny normalny, ale coraz mniej oczywisty…

    To powołanie jest człowiekowi dane, zadane, ale nie raz na zawsze. Trzeba o to walczyć każdego dnia. Jeden z moich znajomych księży mówi mi, że ludzie pod koniec życia najbardziej żałują dwóch rzeczy: że dostatecznie nie bronili pierwszego związku i że nie postarali się o jeszcze jedno dziecko. Tak samo jest z powołaniem. Czy ja je obronię? Co odpowiem, gdy Bóg mnie zapyta: gdzie jest twoje serce? Gdzie jest twoja pierwsza miłość? Co z nią zrobiłeś? Uważam, że to jest – jak powiedział kiedyś papież Jan Paweł II – nasze Westerplatte, którego trzeba bronić do końca. Nawet gdyby wszyscy powiedzieli: to koniec, poddaję się. Pan Bóg nie powie mi kiedyś: "cześć, Adam, witaj, aleś ty nagród nakosił! Popiełuszkę żeś zagrał, i Maksymiliana… Ale to dla mnie się nie liczy. Powiedz, co żeś z miłością zrobił, gdzie jest twoja żona Agnieszka?" To muszę obronić, to jest mi dane.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Wybrane dla Ciebie

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół