• facebook
  • rss
  • Z żywych cegieł

    dodane 22.06.2017 00:00

    Od 100 lat góruje nad miastem na chwałę Bożą, służąc dzisiejszym mieszkańcom miasta i przypominając o poprzednich pokoleniach tworzących katolicką wspólnotę w Trzciance.

    Niech nowy kościół, pod który kładzie się dzisiaj kamień węgielny, stanie się miejscem zasiewu żywej wiary, stróżem naszej świętej katolickiej religii, ostoją miłości i wierności tronowi i ołtarzowi, trwałych jak jego fundamenty i mury, obecnemu i przyszłym pokoleniom przez wieki trwałym upomnieniem, aby kierować wzrok ku niebu i myśleć o jego [tj. kościoła] wiecznym przeznaczeniu. Niech będzie miejscem łask, adoracji Zbawiciela w Przenajświętszym Sakramencie ołtarza i wewnętrznej modlitwy, miejscem pociechy dla utrudzonych i obciążonych. Niech promieniuje z niego duch pokoju i prawdziwej miłości bliźniego, aż po najodleglejsze czasy – zapisał ks. Aloysius Bucks w dokumencie podpisanym przez radę parafialną i przedstawicieli gminy.

    Przewidywania

    Był 27 czerwca 1915 r., gdy złożono go pod kamieniem węgielnym, w środku fundamentu pod ołtarzem głównym nowej katolickiej świątyni w Trzciance. Na pierwszą Mszę św. wierni musieli jednak poczekać jeszcze dwa lata. Dopiero w pierwszą niedzielę Adwentu, 2 grudnia 1917 r., odprawiono uroczystą Sumę, zaś wieczorem skromnie, bo i czas wojny uroczystościom hucznym nie sprzyjał, uczczono zakończenie budowy. Czy wówczas ks. Aloysius wybiegał myślami o cały wiek do przodu? – To, że w 1917 r. powstał nowy kościół, świadczy, że liczba katolików w mieście była tak duża. Trzeba było rozebrać starą świątynię, bo – choć w dobrym stanie i liczyła sobie zaledwie 80 lat – była zwyczajnie za mała dla korzystających z niej wiernych – opowiada ks. Wawrzyniec Skraba, proboszcz parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Trzciance i superior posługujących tutaj od pierwszych powojennych miesięcy księży saletynów – spadkobierców wszystkich duszpasterzujących tu od XVI w. księży katolickich.

    Sygnatura fałszerza

    Także ks. Aloysiusa Bucksa, budowniczego obecnej świątyni parafialnej trzcianeckiej wspólnoty i kronikopisarza, dzięki któremu możemy dzisiaj zajrzeć do pruskiego miasteczka z pogranicza. Z okazji jubileuszu kościoła proboszczowskie zapiski przetłumaczył i opracował ks. Łukasz Nowak, młody saletyn pochodzący z trzcianeckiej parafii. Publikację zaś wydała trzcianecka Biblioteka Parafialna – instytucja szeroko znana ze swojej działalności kulturalnej. Nie tylko o budowie nowego kościoła pisze ks. Aloysius. W swojej kronice kreśli społeczno-polityczny obraz ówczesnej Trzcianki, wpływ wojny na życie mieszkańców pogranicza, które pod panowanie pruskie zostało się po I rozbiorze Polski. Jest więc cennym źródłem wiedzy nie tylko o parafii. – Żeby uzyskać pozwolenie na budowę, trzeba było wykazać, że rzeczywiście jest taka potrzeba. Przez dwie niedziele policjant stał przed wejściem do kościoła i… liczył wiernych. Skoro okazało się, że jest powyżej 2 tys., zgoda została wydana – opowiada Edwin Klessa, założyciel i kierownik biblioteki, a także wielki pasjonat miejscowej historii. Niestrudzenie szuka kolejnych ciekawostek i informacji, które pomogłyby w jeszcze lepszym poznaniu dziejów parafii. Wiele z nich udało się odnaleźć podczas czteroletnich prac remontowych, które przygotowywały kościół do 100. urodzin. – Specjaliści potwierdzają nasze przypuszczenia, że trzcianecka świątynia to dzieło berlińskiego architekta Oskara Siedego, który zaprojektował również kościół Świętej Rodziny w Pile, świątynie w Uściu i Jastrowiu, i nad morzem w Rumi. Od razu rzucają się w oczy owalne okienka – pan Edwin wskazuje na bryłę świątyni. Przy okazji remontu z niemałym zdumieniem zidentyfikowano też autora obrazu w ołtarzu głównym. Jan Chrzciciel wyszedł spod pędzla Hana van Meegerena – przeciętnego malarza i… genialnego fałszerza. Holenderskich mistrzów XVII w. fałszował w sposób tak doskonały, że wybitni znawcy uznawali je za oryginały. Kilka z jego „dzieł” trafiło do kolekcji Goeringa. Sam Han van Meege- ren do fałszerstw przyznał się dopiero po wojnie, gdy groził mu wyrok za kolaborację z nazistami.

    Św. Jan Chrzciciel i magiel

    Data głównych uroczystości jubileuszowych nie mogła być inna niż wspomnienie patrona parafii. W końcu to św. Janowi po wielkim pożarze w 1759 r. mieszkańcy składali śluby, że za sprawowaną opiekę będą po wsze czasy obchodzić jego święto. Sam święty miał swój udział sto lat temu w budowie, a dzisiaj w renowacji trzcianeckiej świątyni. – To figurka – cegiełka. Rozprowadzano je wśród wiernych w celu zebrania funduszy na budowę naszego kościoła. Musiało ich być wiele, bo choć tak krucha, sporo egzemplarzy ocalało – Edwin Klessa pokazuje znajdującą się na wystawie glinianą figurkę św. Jana Chrzciciela. – Dla jednych takie znalezisko na strychu czy w piwnicy nie miało znaczenia, inni podeszli do niej z szacunkiem – dodaje. Po stu latach posłużyła za wzór do cegiełek zasilających fundusz remontowy. Pan Edwin zbiera okruchy historii, opowiadające o przeszłości parafii. Niektóre z nich są całkiem pokaźnych rozmiarów jak na okruchy. – Ten magiel stał zapomniany w pokoju u jednego z księży. Miał nawet trafić na aukcję w internecie, żeby zasilić fundusz wyjazdowy dla młodzieży. A to przecież też część historii tej parafii! Obrusy, bielizna ołtarzowa przez dziesięciolecia były na nim maglowane – opowiada z zapałem pan Edwin. – Albo szczypce do wypiekania hostii z pięknymi wzorami. Częściowo są już odrestaurowane – dodaje. Wszystkie te eksponaty trafić mają do powstającego w piwnicy szkoły katolickiej parafialnego muzeum, które tworzy pan Edwin. Wcześniej część z nich można obejrzeć w Muzeum Ziemi Nadnoteckiej na specjalnej wystawie przygotowanej z okazji urodzin kościoła. – To nie tylko wystawa o stu latach kościoła, ale dokumentująca dobre 170 lat historii Trzcianki, bo stojąca w centrum miasta świątynia od początku była mocno z jego życiem związana – mówi Andrzej Poniatowski, kurator wystawy. Jak przyznaje, najcenniejszym eksponatem na wystawie jest rzeźba wykonana z drewna lipowego przedstawiająca patrona miasta św. Jana Chrzciciela. – Pochodzi z drugiej połowy XV wieku. Być może nie ma wielkiej wartości materialnej, jak mogłoby się niektórym wydawać, ale z pewnością ma wielką wartość historyczną i emocjonalną. Dla nas jest unikatem – nie mamy ani tak starych budowli, ani ruchomości – przyznaje. Godne uwagi są również inne eksponaty: od przedwojennych ornatów, pieczęci czy feretronu po medalik ze św. Alojzym. Ale i zrobiony podczas wojny z chleba więzienny różaniec ks. Tadeusza Ptaka, pierwszego powojennego proboszcza. – Takie eksponaty niosą wielki ładunek emocjonalny i są nie mniej cenne niż zabytki – dodaje Andrzej Poniatowski.

    Bogactwem są ludzie

    – Kiedy przyszedłem tu cztery lata temu, dowiedziałem się, że jesteśmy u progu jubileuszu. Trzeba było więc zabrać się za przygotowania: te duchowe i te materialne. Bo kościół to ludzie, ale i o cegły trzeba zadbać – wspomina ks. Wawrzyniec Skraba. Choć jak na tak zacny wiek trzcianecka świątynia trzymała się wcale nieźle, z wdzięcznością przyjęła zaserwowany jej lifting. Najpierw dawny blask odzyskało wnętrze świątyni. – Mieliśmy przedwojenne zdjęcia, które pokazywały zamalowane w późniejszym czasie freski, wiedzieliśmy, że przemalowania zmieniły zupełnie charakter kościoła. Po konsultacjach z architektami i konserwatorami zabytków postanowiliśmy wrócić do pierwotnego, neobarokowego zamysłu architektonicznego – opowiada ks. Wawrzyniec. Zmieniła się kolorystyka, odtworzono polichromie, odrestaurowano także ołtarz główny, jeden z trzech pobernardyńskich ołtarzy, które trafiły do Trzcianki z Gołańczy po kasacie tamtejszego zakonu. Ostatnim etapem była renowacja elewacji zakończona niemal w przededniu głównych obchodów jubileuszowych. A podczas świętowania bp Edward Dajczak poświęci nowy ołtarz. – Dla mnie to był czas wielkiej łaski, a teraz dziękczynienia. Wystartowaliśmy bez pieniędzy, zdając się całkowicie na Opatrzność Bożą. Pan Bóg, stawiając wyzwanie, dał wspaniałych ludzi, z którymi jego zrealizowanie było możliwe – uśmiecha się ks. Wawrzyniec Skraba, wspominając ofiarność ludzi. Jak podkreśla, najbardziej jednak bał się, by w remontowym zapale nie stracić z oczu najważniejszego. – Parafia liczy 13 tys. wiernych. Z tego w kościele jest ok. 3 tys., największą troską jest więc tych 10 tys. pozostałych. Jak do nich dotrzeć? Jak zaprosić ich do kościoła? – zastanawia się proboszcz, ale i ma się z czego cieszyć: – Olbrzymim bogactwem tego kościoła nie są mury, ale ludzie, ponad 20 działających wspólnot. W Roku Miłosierdzia udało się wprowadzić całodzienną adorację Najświętszego Sakramentu. Zawsze ktoś jest z Panem Jezusem w kaplicy adoracji, zawsze ktoś tam się modli. Ostatnie misje ewangelizacyjne były czasem przemian, uzdrowień i doświadczenia Boga żywego. Są też comiesięczne wieczory uwielbienia. To pokazuje, że Kościół jest żywy, że ma tu kto świętować – dodaje.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół