• facebook
  • rss
  • Razem - to Kościół

    Karolina Pawłowska Karolina Pawłowska

    dodane 10.07.2017 20:31

    Około 150 osób wzięło udział w pierwszym tegorocznym wakacyjnym Dniu Wspólnoty grup rekolekcyjnych Ruchu Światło-Życie.

    Dzień Wspólnoty to 13. dzień rekolekcji, w którym grupy przeżywają zesłanie Ducha Świętego. Na to spotkanie do Lipia, kolebki Ruchu Światło-Życie w diecezji koszalińsko kołobrzeskiej, przyjechali uczestnicy trzech grup: Oazy Dzieci Bożych drugiego stopnia z Ostrowca, Oazy Nowego Życia stopnia zerowego z Lekowa i Oazy Nowego Życia pierwszego stopnia z Bornego Sulinowa.

    Karolina Gołębiewska swoją wrażliwość chowa pod zielonymi włosami, skórzaną kurtką i makijażem.

    - Tak, wiem, zielone włosy zwykle się nie kojarzą z Kościołem. Ale ja też myślałam wcześniej, że w kościołach siedzą tylko stare babcie i że jest tam strasznie smutno i zimno - śmieje się nastolatka z Piły.

    - Długo trwało, zanim dałam się namówić na oazę. Kiedy już nawet chciałam przyjść na spotkanie, coś innego wypadało i jakoś nie mogłam dotrzeć. Raz umówiliśmy się ze znajomymi, że pójdziemy zobaczyć, ale mnie wystawili. Poszłam sama. Nie wiedziałam, że zacznie się od Mszy św. Siedziałam na niej i myślałam, co ja tutaj robię. Chciałam wyjść. Ale zostałam. I odkryłam zupełnie inny Kościół: młody, roztańczony, rozśpiewany. Poczułam, że jestem we właściwym miejscu. Dużo zawdzięczam oazie. Spotkałam ludzi, którzy zaakceptowali mnie taką, jaka jestem. Oswoiłam się na tyle, że mogłam się otworzyć - opowiada oazowiczka.

    - Rekolekcje to taki czas, żeby mnóstwo spraw uporządkować, ogarnąć siebie i zrozumieć, co się dzieje. Jeździłam na krótkie rekolekcje, ale bardziej żeby spotkać się ze znajomymi niż z Panem Bogiem. Zanim zdążyłam na właściwym miejscu sobie wszystko poukładać, już minęły 3 dni i trzeba było wracać. A w domu znów były ważniejsze rzeczy. Na wakacyjnych rekolekcjach jest wystarczająco dużo czasu, żeby stanąć w prawdzie o sobie przed Panem Bogiem - dodaje Karolina Kuklińska ze Słupska.

    Do Lipia przyjechał również bp Edward Dajczak, który przewodniczył Mszy św. dla oazowiczów. - Razem to wspólnota uczniów Jezusa, to Kościół. Razem to ludzie o różnej historii życia, którzy tworzą wspólnotę. Proszę Boga, by ten cud spotkania dokonywał się w was najpiękniej, żebyście umieli mówić swoje fiat, aby On mógł w was działać - mówił młodym.

    Przypominał oazowiczom, że źródłem siły i mocy człowieka jest Bóg. - W minionych wiekach młodzi ludzie znajdowali siłę, aby stanąć w obronie tego, w co uwierzyli. Nawet w obliczu nacisku i prześladowań. Znajdowali w sobie siłę. Pytanie o siłę nie jest pytaniem wtórnym. Maryja była przygotowana przez niepokalane poczęcie, ale musiała zaryzykować sobą. W tamtych czasach to zaskakujące macierzyństwo oznaczało dla Niej śmierć. To nie jest słodkie, pobożne gadanie, ale powiedzenie: „Daję Ci swoje życie” - przypominał. - Przez brak tej siły nieraz upadamy, padamy na twarz. I poddajemy się, kończymy walkę. To choroba, infekcja, na którą chcę was uczulić.

    Podkreślał również rolę wspólnoty w życiu wiary. - To coś więcej niż paczka kumpli. To są ludzie, którzy rozumieją, że ten obok mnie ma prawo być inny. W tej inności, gdy przywołujemy Ducha Świętego, nasza różnorodność, wielość talentów i darów przynosi piękny owoc. Zaczynamy widzieć oczami Jezusa i zaczynamy żyć jak On - mówił bp Dajczak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół