• facebook
  • rss
  • Dotrzymujemy słowa

    Karolina Pawłowska

    dodane 21.09.2017 00:00

    Mieszkańcy Darłowa wyszli na ulice, żeby odnowić śluby sprzed pięciu wieków. Procesja to pamiątka po wielkiej fali, która spustoszyła miasto.

    Tak jak przed wiekami, darłowianie wychodzą na ulice, by prosić Boga o opiekę nad miastem i ochronę przed morskim żywiołem. Procesja rozpoczyna się w miejscu, w którym w 1497 roku miejscowi znaleźli schronienie przed wielka falą, pustoszącą miasto. Dzisiaj stoi tu kościół pw. św. Gertrudy. – Idziemy z procesją, żeby dziękować Bogu za dar, jakim jest życie. Chcemy też prosić o Jego błogosławieństwo, by uchronił nas od katastrof i kataklizmów. Krzyż jest jak arka, na której możemy się schronić, a jej kapitanem jest Chrystus. To za Nim podążamy – przypominał ks. Bogusław Fortuński, proboszcz parafii pw. św. Gertrudy. Po uroczystych nieszporach wierni z modlitwą różańcową ruszyli do kościoła Mariackiego, gdzie sprawowana była Msza św. – Wychodzimy na ulicę, żeby dziękować Bogu i przypominać, że morze jest wielkim żywiołem. Ale w ten sposób dotrzymujemy też danego słowa – mówi jedna z uczestniczek procesji. Zgodnie z przekazem proboszcz i burmistrz ogarnięci wielkim strachem, ślubowali, że każdego roku po nabożeństwie ku czci Boga, Najświętszej Maryi i wszystkich świętych będą przechodzić z procesją wokół miasta. Rada miasta zobowiązała się do fundowania woskowej świecy i rozdawania jałmużny.

    – Odwołujemy się do naszych tradycji pomorskich i chrześcijańskich. Procesja jest dobrym przykładem tego, że odnosząc się do przeszłości, chcemy dzisiaj się jednoczyć – mówi Arkadiusz Klimowicz, darłowski włodarz. Zgodnie z tradycją niósł ufundowaną przez siebie świecę, zaś radni miejscy, by zachować symbol jałmużny, częstowali przechodniów specjalnie na tę okazję upieczonymi ciasteczkami maślanymi, zwanymi dardarami. – Receptura to tajemnica, ale przepis jest niezmienny: same naturalne składniki, bez sztucznych polepszaczy, lecz doprawiane odrobiną miłości – przyznaje z uśmiechem Anna Redlińska, która co roku wypieka te wspaniałe ciasteczka. Kataklizm z 1497 roku zapisał się w pamięci mieszkańców Pomorza jako „Niedźwiedź Morski”. Wielką falę wywołać miało trzęsienie ziemi i wybuch złóż ropy oraz gazu na dnie Bałtyku. Szalejący żywioł spustoszył port, wyrzucając statki na odległość 4 km od brzegu. Fale były tak wysokie jak domy, a woda dotarła do ołtarza nieistniejącego już klasztoru kartuzów.  Darłowskie procesje na pamiątkę tego wydarzenia odbywały się nieprzerwanie do 1945 roku. Tradycję tę wznowił ponad ćwierć wieku temu franciszkanin o. Janusz Jędryszek, ówczesny proboszcz parafii Matki Bożej Częstochowskiej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół