Nowy numer 30/2021 Archiwum

Tu intruza użądli latający pies

Jedyna pasieka w Koszalinie. Kilkadziesiąt uli Piotra Hawrana stoi na obrzeżach miasta. Pan Piotr bierze do ręki zziębniętą pszczołę, próbuje ją ogrzać. – Jest osłabiona, już nie doleci do ula – mówi ze smutkiem pszczelarz.

Jak tłumaczy, w pszczelim rodzie każdy owad ma ściśle wyznaczoną rolę. Kieruje nimi instynkt i utrwalony zwyczaj. To on u kresu krótkiego życia każe robotnicom opuścić ul, by inne nie musiały potem usuwać ich odwłoka. 
Ale pszczelim rojem rządzą też bezwzględne, a czasem i okrutne zasady. Los trutni jest tego najlepszym przykładem. Truteń jest potrzebny do zapłodnienia matki. Potem jest już zbyteczny. Już w połowie sierpnia robotnice wyganiają więc trutnie z ula, skazując je na śmierć głodową. Inaczej w zimie zabrałyby cenny pokarm.


Ale człowiek nauczył się kształtować życie tych owadów. 80 pszczelich rodzin (część pasieki rodziny Hawranów), a my spacerujemy wśród nich bez strachu. To zasługa Pawła, syna pana Piotra. Od kilku lat w przemyślany sposób kieruje hodowlą. Wybiera matki, które nie są agresywne i rodzą silne, pracowite robotnice. Kiedyś, jak mówi Piotr Hawran, uważało się, że pszczoły muszą żądlić. Dziś tak dobiera się rodziny, by były łagodne i łatwo się z nimi współpracowało. To jest wygodniejsze dla pszczelarzy, ale niestety i dla wandali. 
– Niedawno chuligani przewrócili nam kilka uli – opowiadają Hawranowie. – Dlatego zostawiliśmy sobie jednego „psa”. To agresywna, wojownicza rodzina. Jest
bardzo nerwowa, z daleka wyczuwa intruza.


« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama