Nowy numer 38/2021 Archiwum

Tu intruza użądli latający pies

Jedyna pasieka w Koszalinie. Kilkadziesiąt uli Piotra Hawrana stoi na obrzeżach miasta. Pan Piotr bierze do ręki zziębniętą pszczołę, próbuje ją ogrzać. – Jest osłabiona, już nie doleci do ula – mówi ze smutkiem pszczelarz.

Kolejne pokolenia


Piotr Hawran od 35 lat hoduje pszczoły. – W pszczelarstwie jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem. Ale wiedza ze studiów rolniczych też mi się przydaje. Umiem doradzić gospodarzowi, co zrobić, żeby gryka przynosiła dobry plon. I przy okazji był z niej dobry miód – dodaje.
Wspomina początki swojej pracy przy pszczołach. Był kierownikiem w jednym z podkoszalińskich pegeerów i miał 120 pszczelich rodzin.

– Wtedy jeszcze sam prowadziłem pasiekę. W lecie bywało, że spałem po trzy godziny na dobę – uśmiecha się pszczelarz. 
Pan Piotr ma pięć córek i jednego syna. Gdy dzieci podrosły, też zaczęły pomagać przy pszczołach. Z czasem pasieka stała się interesem rodzinnym. Od trzech lat jej właścicielem jest Paweł. – A ja jestem jego pracownikiem – śmieje się Piotr Hawran i dodaje, że choć córki założyły już własne rodziny, nadal angażują się w pracę w pasiece. Pomagają przy wirowaniu miodu i przekładaniu go do słoików. 
– Z całej rodziny tylko młodsza córka Joanna jest uczulona na jad pszczeli. Dowiedzieliśmy się o tym przez przypadek – przyznaje. 
– Powiedziała mi przez telefon, że użądliła ją pszczoła i że zaczyna puchnąć. Wiedziałem, że nie ma żartów. Było lato, na drogach sznur aut wczasowiczów. Ale gnałem na oślep. Do naszej pracowni w Miłogoszczy dotarłem w kilka minut. Byłem tam równocześnie z pogotowiem.
Od tej pory Asia trzyma się z dala od uli. I na wszelki wypadek zawsze ma przy sobie odpowiedni zastrzyk.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama