Nowy numer 29/2021 Archiwum

Zostawiam, ale nie porzucam

Życie rodzinne. – Mamo, tato, idę do seminarium, wstępuję do zakonu! – taka deklaracja wiele zmienia nie tylko w życiu osoby, która słyszy Boże wezwanie. Powołanie w jakimś sensie dotyka całej jej rodziny.

Czysty zysk

Niektórzy twierdzą, że pójście dziecka drogą powołania kapłańskiego czy zakonnego jest jakąś bezpowrotną stratą. – Rzeczywiście zrobiło mi się może trochę smutno, że już nie będę miała z Natalią takiego kontaktu, jak wcześniej, tzn. że nie będzie mogła przyjechać do domu, kiedy będzie chciała. Ale czy nasza relacja jest inna? Chyba nie. Dla mnie to cały czas moja Natalka. Mówię jej nieraz: „ubierz szalik, załóż płaszcz”. Wtedy się trochę denerwuje. (śmiech) Dla mnie jest jasne, że dzieci są nasze, ale nie są naszą własnością – mówi Barbara Frączek ze Słupska. Jej córka jest po ślubach wieczystych we Wspólnocie Dzieci Łaski Bożej. – Pewnego razu zawieźliśmy Emilce paczkę z owocami. Ona bierze jednego banana i pyta: „ale jak ja to teraz podzielę na 28?”. Poszliśmy zaraz do sklepu i kupiliśmy 28 bananów. W ten sposób córka nauczyła nas, co to znaczy wspólnota, a my zrozumieliśmy naszą nową sytuację: to prawda, córka odeszła, ale zyskaliśmy 28 innych. Czysty zysk – śmieje się Jacek Pechman. – Czy mam jakieś względy u Boga z tego powodu, że urodziłam trzech kapłanów? To nie tak, ale wiem na pewno, że oni za mnie się modlą. Dwa razy, chyba cudem, uniknęłam śmierci i wiem, że to było wymodlone. Pan Bóg mnie czasem na ramionach nosi – wyznaje Urszula Górska.

Być mamą i tatą

– Wstąpienie do seminarium oznacza odejście z domu. Ale nie jest to porzucenie relacji z rodziną, tylko jej przewartościowanie – przyznaje ks. dr Jarosław Kwiecień, prefekt. – Jeśli chodzi o obecność rodziców w życiu kleryka, warto odnieść się do Pisma Świętego i spojrzeć na Maryję i Józefa. Oni są obecni, ale ta obecność jest cicha i jakby w tle. Rodzice nie przestają kochać i ciągle towarzyszą swoim dzieciom, choćby przez modlitwę. Jednak życie ich synów będzie autonomiczne i poddane woli Boga i Kościoła. Więc z jednej strony rodzice nie mogą przestać kochać, ale nie mogą też nie chcieć wypuścić swych synów spod swych skrzydeł. Nadal są dla nich mamą i tatą, i właściwie ich towarzyszenie nigdy się nie kończy, choć jednak zmienia swój charakter – mówi ks. dr Wojciech Wójtowicz, rektor koszalińskiego WSD. Słowa te z pewnością można też odnieść do sióstr zakonnych. Podobnie jak zapewnienie mamy jednego z kleryków, która, zapytana o jej reakcję na ewentualne odejście syna z seminarium, powiedziała: – Za każdym razem mu powtarzam, że będziemy go kochali bez względu na wszystko. Powiedziałam, że ma pamiętać, gdzie jest jego dom, do którego zawsze może wrócić.•

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama