Nowy numer 42/2020 Archiwum

Zupa doprawiana miłością

Ten talerz zupy rozgrzewa też serce i dodaje otuchy, że nie wszystkim jesteśmy obojętni.

Ten talerz zupy rozgrzewa też serce i dodaje otuchy, że nie wszystkim jesteśmy obojętni – mówi, z trudem kryjąc wzruszenie, jedna z pierwszych klientek franciszkańskiej stołówki. – Mąż nie żyje, ja nie mam pracy. Razem z córką wyeksmitowano mnie na bruk. Teraz córka jest w rodzinie zastępczej, uczy się w gimnazjum. Ja jestem w zasadzie bezdomna, tułam się. Przygarnęła mnie jedna kobieta, też biedna, ale dała miejsce, w którym mogę się umyć, przespać. Jestem za stara dla pracodawców. Tak wygląda moje życie. Tu przynajmniej mogę coś zjeść – opowiada kobieta. Każdy z siedzących przy schludnie nakrytych stolikach ma swoją historię. Dla wielu z nich talerz z zupą będzie jedynym dzisiaj ciepłym posiłkiem. Jak przyznaje o. Piotr pomysł na stworzenie jadłodajni podsunęło samo życie i kolędowe odwiedziny u parafian. – Odwiedziłem kobietę, u której w mieszkaniu zobaczyłem taką biedę, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie widziałem. Byłem w domach, w których jest przerażająco zimno, bo ludzie nie mają na ogrzewanie, siedzą przy świeczce, bo nie stać ich na opłacenie prądu. I to nie dlatego, że przepijają. W większości są to ludzie starsi, samotni. Wydają pieniądze na konieczne opłaty i leki, niewiele im zostaje na jedzenie – relacjonuje gwardian koszalińskiego klasztoru.

Rozgrzać serca

– Skala biedy jest trudna do zdiagnozowania, bo urzędnicze papiery to jedno, a rzeczywistość pokazuje drugie. Bardzo często ci biedni wstydzą się szukać pomocy. To ludzie, którzy nie traktują pomocy socjalnej jako stylu życia, ale są głodni i muszą coś jeść. Takie jadłodajnie są niestety konieczne – diagnozuje ze smutkiem ks. Adam Wakulicz, dyrektor diecezjalnej Caritas, który obiecał w razie potrzeby wspomagać franciszkanów. Stołówka czynna będzie przez siedem dni w tygodniu. Ma być nie tylko kromką chleba wyciągniętą do najbardziej potrzebujących i talerzem ciepłej zupy. Jak przyznaje o. Piotr, chodzi również o rozgrzanie serca. – Posiłki wydajemy po Mszy św. w południe. Chcielibyśmy, żeby ci ludzie dołączali do nas na Eucharystii, a my, franciszkanie, z kolei będziemy schodzić do nich, żeby im towarzyszyć – opowiada. Chciałby także, żeby jadłodajnia była swego rodzaju „bramą”. – Stołówkę nazwaliśmy Bramax. To skrót od brata Alberta, który zawsze szedł do ubogich, i od św. Maksymiliana Kolbego, naszego współbrata. Jednocześnie jest to brama – chcemy, żeby to pomieszczenie było przedsionkiem nieba. Chcemy w ten sposób realizować hasło papieża Franciszka: „Kościół ubogi dla ubogich” – dodaje o. Piotr.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama