Nowy numer 29/2021 Archiwum

Perła wśród pól

Kościół w Mierzynie. Wyremontowanie tej świątyni wydawało się niemożliwe. Dzięki dobrej współpracy kościół służyć będzie następnym pokoleniom, a dzisiejsi mieszkańcy sporo dowiedzieli się o przeszłości.

Szpieg jak z filmu

Szperanie w historii może przynieść zaskakujące efekty. W przeszłości Mierzyna znalazł się też wątek sensacyjny, jak z dobrego filmu akcji. Z tutejszymi dziedzicami, Barnekowami, blisko spokrewniony był baron Raven Erik von Barnekow, as niemieckiego lotnictwa z okresu I wojny światowej i mąż najlepiej opłacanej hollywoodzkiej gwiazdy Kay Francis. – Niewykluczone, że był niemieckim szpiegiem – mówi Marcin Kozarzewski, który przeprowadzał prace konserwatorskie w kościele i dokopał się do związków barona z Mierzynem. – We wrześniu 1939 r. wrócił do Niemiec i służył w Luftwaffe. Był członkiem zespołu Ernsta Udeta, najbliższego współpracownika Hermana Goeringa, oblatywał najnowsze typy samolotów. W 1941 r. Udet popełnił samobójstwo. Trzy tygodnie później na ten sam krok zdecydował się i Barnekow. 8 grudnia 1941 r. przyjechał do majątku w Alt Marrin, czyli w Mierzynie, i podczas polowania strzelił sobie w głowę. Jak utrzymuje rodzina Barnekowów, miało się to wiązać z jego odkryciem prawdy o obozach koncentracyjnych, ale nie umiem zweryfikować, czy to prawda – opowiada konserwator.

Po śladach

Jak przyznaje, takie odkrycia to margines jego pracy, ale swoimi znaleziskami z przeszłości chętnie dzieli się z miejscowymi, choćby po to, by budować świadomość. – Ślady obecności dawnych mieszkańców Mierzyna są wszędzie obecne i warto je dostrzegać. Mój ojciec napisał kiedyś wiersz o warszawiaku, którego gospodarze mają oprowadzić po Opolszczyźnie. Ich zadaniem jest pokazanie śladów niemieckiego barbarzyństwa i niszczenia polskości. Ale to można przecież odwrócić i pokazać, jakiego barbarzyństwa sami nierzadko dopuszczaliśmy się wobec śladów przeszłości. Może niewygodnie o tym mówić, ale myślę, że minęło już sporo czasu. Teraz młodzi nie są już obciążeni doświadczeniami II wojny światowej, dla nich to horyzont czasowy porównywalny do powstania styczniowego. To już jest czas, żeby prostować te sprawy. Historia mieliła wszystkich, niezależnie od tego, czy byli to Niemcy, Polacy, Żydzi czy Rosjanie – wyjaśnia Marcin Kozarzewski. Podczas prac odkryto nagrobne tablice z okalającego kościół cmentarza. Poodwracane stanowiły… podkład pod ścieżki. Wkrótce znajdą godne miejsce w lapidarium. – Na jednej z nich odczytałem nazwisko Gustawa Müllera, a jedyną osobą pamiętającą przedwojenny Mierzyn, którą odnalazłem, jest mieszkający w USA Gerhard Müller. W 1945 r., kiedy musiał stąd wyjechać, miał 12 lat. Jak pisze, nie jest spokrewniony z Gustawem, ale niezmiernie ucieszył się z korespondencji z Polski. W bardzo wzruszającym liście przekazał błogosławieństwo dla dzisiejszych mieszkańców Mierzyna i chęć nawiązania z nimi kontaktu – opowiada konserwator.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama