Nowy numer 42/2020 Archiwum

Chcę im to wszystko dać

W styczniu w Kołobrzegu i Koszalinie wyśpiewała najpiękniejsze kolędy i pastorałki. Eleni, jedna z najBARDZIEJ ZNANYCH polskich piosenkarek, opowiada o radości śpiewania, przebaczeniu i wierze.

Katarzyna Matejek: Kolędy w Pani wykonaniu nabierają nowej głębi. Słuchacze nie tylko z Panią śpiewają, ale też mówią, że to jest coś więcej niż koncert. Czy ma Pani na to jakiś „patent”?

Eleni: Kocham śpiewać kolędy, wyśpiewywać radość z narodzin Maleńkiej Miłości, zatroskania Matki Bożej o Syna. Jest w nich tyle Bożej prostoty a zarazem majestatu. Słyszę czasem, że ludzie przychodzą na moje koncerty po miłość, radość, nadzieję, przebaczenie. Ja po prostu chcę im to wszystko dać.

Jest Pani osobą pełną pogody ducha. Czy to za sprawą Pani greckich korzeni, czy raczej świadomego starania? Czy tego można się nauczyć?

Wszystkie moje pozytywne cechy charakteru wyniosłam z domu rodzinnego. To moi kochani rodzice, dziadkowie i starsze rodzeństwo kształtowali we mnie dobroć, radość, wrażliwość, optymizm, wszystko to, czego nie da się po prostu wyuczyć. Teraz to procentuje, zawsze staram się szukać dobrych stron w ludziach, w przeżywanych sytuacjach.

W 1999r. została Pani uhonorowana Międzynarodową Nagrodą im. św. Rity z Cascii. Otrzymują ją kobiety różnych wyznań za to, że potrafiły przebaczyć. Pani w swoim życiu również wybaczyła coś najtrudniejszego – utratę jedynej córki. Czym jest przebaczenie?

Przebaczenie to uwolnienie. Wyzbycie się negatywnych emocji, które zabijają duszę. To także pewien rodzaj spowiedzi, pojednania. Nienawiść ciąży na sumieniu. Emanuje na najbliższych, na otoczenie. Chowając żal i złość w sercu nie zachowujemy się normalnie. Robimy rzeczy, których nigdy byśmy nie zrobili. Kiedy wybaczamy, to tak naprawdę zaczynamy wszystko od nowa, podnosimy się z upadków, wręcz zmartwychwstajemy. Czasami przebaczenie jest mylone z zapomnieniem, ale wiadomo, że wyrządzone krzywdy nie zawsze da się zapomnieć. Ja wybaczyłam.

Od kilkunastu lat spotyka się Pani z młodzieżą. Uczy ją Pani, jak rozmawiać z rodzicami, aby nie dochodziło do podobnych nieszczęść. Dlaczego Pani to robi?

Afrodytka zostawiła po sobie zapiski – głębokie myśli, w których zawarła przestrogi przed złym uczuciem. Kiedy je znalazłam, długo zastanawiałam, co mam z nimi zrobić. Doszłam do wniosku, że nie mogą iść na marne i stąd zrodziła się idea moich spotkań z młodzieżą, nie jako piosenkarki, ale jako mamy. Tak naprawdę to nie ja głoszę te słowa, ale, poprzez mnie, moja córka Afrodytka. Widzę, że to przynosi dobre owoce: młodzi ludzie podchodzą do mnie i mówią, że chcą coś zmienić w swoim postępowaniu, coś poprawić, przeprosić rodziców, rodzeństwo, kolegów.

Ludzie potrzebują modlitwy. Jakie miejsce zajmuje w Pani życiu modlitwa za innych?

Trudno mi zrozumieć życie człowieka bez mocnego oparcia, jakim jest wiara. Dlatego staram się pamiętać szczególnie o ludziach, którzy Pana Boga ani żadnej modlitwy nie znają. Polecam Mu także wszystkie sprawy moich bliskich oraz ludzi, którzy mnie o nią proszą. Bardzo lubię odmawiać Różaniec. To niby taka prosta modlitwa, a jakże głęboka. Jestem przekonana, że wszystkie prośby polecane w modlitwie różańcowej są wysłuchane.

Na początku każdego rok pielgrzymuje Pani do sanktuarium maryjnego. Co przyciąga Panią do Matki Bożej?

Matczyna miłość. Miłość, której mogę doświadczyć, uczyć się, wszystko powierzyć. Staram się odwiedzać najczęściej jak to możliwe sanktuaria maryjne, których w Polsce mamy bardzo wiele. Tam znajduję chwile wytchnienia, ciszy i spokoju. I obecność świętej kobiety – Bożej Matki, która otacza nas, swoje dzieci, matczyną opieką. To mnie umacnia.

A święci? Czy bliskie jest Pani świętych obcowanie?

Kiedy coś mi ginie, przyzywam niezawodnego św. Antoniego. Bardzo lubię modlić się litanią do św. Rity, patronki od spraw trudnych i beznadziejnych, ona nigdy nie odmawia pomocy. Bliski mojemu sercu jest św. Jan Paweł II, którego poznałam osobiście i przez to czczę szczególnie. Ponadto mam przekonanie, że także moi zmarli rodzice, babcia, córka są w niebie. Zdarza się, że radzę się ich, co mam zrobić, a oni podpowiadają mi rozwiązanie. To jest piękne, że dzięki naszej pamięci, ci, co odchodzą, wciąż z nami są. A kiedy wierzymy, że są świętymi, to łatwiej żyje się nam tu, na ziemi.

Czy Eleni pragnie być święta?

Po przyjęciu chrztu św. wszyscy jesteśmy do tego powołani. Jan Paweł II uczył nas, że dążenie do świętości jest nam nie tylko dane, ale zadane. Myślę, że to życiowe zadanie musimy odrobić najlepiej jak umiemy, chociaż nie jest to łatwe. Dlatego wszystkim czytelnikom „Gościa Niedzielnego” życzę sił i wytrwałości w dążeniu do osiągnięcia świętości.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama