Nowy numer 29/2021 Archiwum

Baranek z ukrytego ołtarza

Żeby dojechać do Parsowa, trzeba skręcić z głównej drogi. Na końcu dziurawej, wąskiej asfaltówki czeka architektoniczna perełka, która właśnie odzyskuje dawny blask.

W rozległym parku, wśród potężnych tuj, cisów i innych pomników przyrody, ukryta jest neogotycka świątynia. Dzisiaj to kościół pomocniczy parafii w Mierzynie, dawniej – kaplica właścicieli stojącego tuż obok pałacu. Pierwsze, co rzuca się w oczy po przekroczeniu progu świątyni, to piękny witraż w prezbiterium, opatrzony nazwiskiem fundatora, Augusta von Gerlach-Parsowa, koszalińskiego starosty, parlamentarzysty i honorowego obywatela przedwojennego Koszalina. Jest także data: 1880 rok. – Tak też datuje się oddanie kościoła do użytkowania. Zbudowany jest w podobnym stylu co kościół parafialny w Mierzynie, chociaż oczywiście ma dużo mniejsze rozmiary, bo świątynia ta była przypałacową kaplicą – opowiada ks. Grzegorz Jagodziński, proboszcz mierzyńskiej wspólnoty. Kościół jest całkiem spory, a  staje się jeszcze większy, jeśli chodzi o możliwości finansowe mieszkańców, by ratować zabytek.

– Dzięki Panu Bogu i dobrym ludziom jakoś sobie radzimy. Przed 10 laty udało się wyremontować dach, zabezpieczyć elewację i zrobić zabezpieczającą opaskę wokół fundamentów. A teraz, skoro kościół jest suchy, można przystąpić do ratowania wnętrza – dodaje proboszcz. Tym zajęli się konserwatorzy i restauratorzy dzieł sztuki z Torunia. – Zdecydowanie zmieni się kolorystyka, która w niczym nie nawiązuje do oryginalnej. W tej chwili dominują brąz i kolor niebieski. Po zakończeniu prac wnętrze będzie jaśniejsze, delikatniejsze, a witraż zostanie bardziej wyeksponowany – opowiada Marcin Fausek, szef firmy Fausek Art. Na sklepieniu ornamenty floralne, chór ozdobiony liliami, malowanie żebrowania mające imitować cegły – wszystko rodem z lat 80. ubiegłego wieku, w dodatku powoli, choć systematycznie odpadające ze ścian. Ale spod łuszczących się warstw nie najszczęśliwiej dobranych farb powoli wyłania się oryginalna kolorystyka. Usuwanie przemalowań jest pracochłonne. Nie zawsze da się to zrobić mechanicznie lub chemicznie, czasami trzeba sięgnąć po pędzelek i delikatnie odkrywać skarby ukryte pod farbą. – Ściany, kolumny, kapitele, żebrowania będą po konserwacji w kolorze piaskowca, wpadającym lekko w odcień łososiowy. Sklepienie nad prezbiterium zaś będzie niebieskie, ozdobione gwiazdami. A tu odkryliśmy ornament, który chcemy zrekonstruować – Bożena Szmelter-Fausek opowiada o kolejnych etapach prac. Polichromia to niejedyne odkrycie. Znacznie ciekawsza niespodzianka czekała na konserwatorów nie na ścianach, ale na ziemi. – Przed rozpoczęciem właściwych prac przygotowywaliśmy miejsce w prezbiterium do rozstawienia rusztowań; należało przenieść ołtarz. Kiedy się do tego zabraliśmy, okazało się, że pod drewnianą obudową znajduje się kamienny ołtarz Pański z wizerunkiem Baranka Paschalnego – mówi pan Marcin. – To malowanie również zostanie odrestaurowane, a sam ołtarz po remoncie będzie wyeksponowany – dodaje. Ratunkowa konserwacja polichromii ściennej w prezbiterium i na łuku tęczowym to pierwszy z trzech zaplanowanych etapów prac. Następne będą nawy. – Po ponadrocznych staraniach mamy 100 tys. zł. Uzbieraliśmy tę kwotę wspólnymi siłami samych parafian, gminy Biesiekierz, powiatu koszalińskiego, marszałka województwa zachodniopomorskiego i diecezji. To wystarczy na pierwszy etap, który chcemy zakończyć w tym roku – mówi ks. Jagodziński, ale nie ukrywa, że są jeszcze zabytki ruchome, które także domagają się konserwatorskiej opieki. Rzeźbione w drewnie figury świętych z ołtarza czy kamienna figura Mojżesza czekają na swoją kolej. – August von Gerlach był znanym kolekcjonerem, mała część jego zbiorów ocalała właśnie w kościele. Poddane renowacji, w odnowionym wnętrzu świątyni, sprawią, że Parsowo stanie się prawdziwą perełką – dodaje mierzyński proboszcz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama