Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Konserwator jak detektyw

Okazja do opuszczenia szkolnych ławek to zawsze świetna sprawa, ale możliwość podglądania fachowców przy pracy i poznawania sekretów konserwatorskich to dopiero gratka.

Chociaż kościołowi w Parsowie potrzeba jeszcze wiele troski i uwagi specjalistów, dzieciaki z żywym zainteresowaniem rozglądają się po piękniejącym zabytku. Oceniają zmiany, które już zaszły od połowy czerwca. Część doskonale zna wnętrze świątyni, dla innych ukryta między parkowymi drzewami dawna kaplica to nowinka, o której istnieniu nawet nie wiedzieli. – Dzieci ze wsi mają mniej możliwości spotkań z ciekawymi ludźmi czy interesującymi sprawami niż dzieci w mieście. Dlatego podglądanie konserwatorów zabytków to dla nich nie lada gratka. W szkole możemy opowiadać, przekazywać wiedzę podręcznikową, nawet pokazywać na tablicy multimedialnej, ale to zupełnie co innego, kiedy doświadczy się czegoś na własnej skórze. Masa pytań, które dzieci zadają konserwatorom, pokazuje, że to naprawdę działa. A lekcja, na której można czegoś dotknąć, powąchać, podejrzeć, na długo zostaje w głowie – cieszy się Renata Mankiewicz, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Kornela Makuszyńskiego w Świeminie, która żywo podchwyciła propozycję niekonwencjonalnej lekcji. Zuzia z dumą patrzy na odbity na kartce wzorek. Wejść w buty konserwatora zabytków wcale nie jest tak łatwo, a liściasty ornament, który trzeba było wyciąć na szablon, wymagał dużej precyzji w posługiwaniu się nożyczkami.

– Dobrze, że już kiedyś w szkole robiliśmy szablony – mówi dziewczynka. Bardzo podoba jej się praca konserwatora zabytków. – To ciekawe, ale chyba bardzo trudne i zabiera dużo czasu. Najpierw trzeba zeskrobać starą farbę, a potem takim malutkim pędzelkiem cały sufit pomalować! – Zuzia nie może się nadziwić tajnikom pracy konserwatorów, które właśnie poznała. – Ale ja też bym umiała. Już ćwiczę, bo tata robi remont w domu, a ja mu pomagam malować – dodaje rezolutnie. Dlaczego stare farby lepiej się trzymają niż te, którymi malowano zaledwie kilka dziesięcioleci temu? Z czego robi się pigmenty? Czy trzeba się dużo uczyć, żeby zostać konserwatorem? A czy konserwator nie jest trochę detektywem? Dzieciaki zasypują konserwatorów z Torunia mnóstwem pytań. Marcin Fausek i Bożena Szmelter-Fausek na zmianę starają się zaspokoić ciekawość uczniów. Pani Bożena jest również wykładowcą na toruńskim Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, nieraz jednak zdarza jej się prowadzić zajęcia dla nieco młodszych studentów. – Takie zajęcia to promocja naszego zawodu, zapoznanie z technologią, ze sztuką, ale również nauka poszanowania zabytków. Przez zabawę uczą się bardzo wielu rzeczy i rozbudza się ich ciekawość. Nic więc dziwnego, że dzieci miały pytania związane z zawodem konserwatora i restauratora dzieł sztuki. Bardzo interesowało ich odkrywanie skarbów. Rzeczywiście, jesteśmy trochę jak odkrywcy, tyle że naszymi skarbami są najczęściej ukryte, dawno zapomniane napisy, polichromie, ciekawe materiały użyte do stworzenia dzieła sztuki – przyznaje z uśmiechem. – To lekcja katechezy, historii i sztuki – dopowiada ks. Grzegorz Jagodziński, proboszcz parafii w Mierzynie, do której należy remontowany kościół w Parsowie, dawna kaplica rodowa rodziny von Gerlach. – Niezaprzeczalną wartością takiej lekcji, poza zdobyciem nowych informacji z zakresu sztuki czy historii, jest to, że dzieciaki dowiadują się, że na ich podwórku także nie brakuje zabytków, ciekawych obiektów, które opowiadają o przeszłości tej ziemi. A kiedy dzieci uświadomią sobie, jaką wartość ma ten kościół, zainteresują się tym także dorośli, dostrzegając potrzebę dbania o to, co u siebie mają – dodaje duszpasterz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama