Nowy Numer 29/2018 Archiwum

W piszczałkach musi hulać wiatr

Muzyka organowa idzie z duchem czasu i jednocześnie wytrwale mu się opiera.

Stary zardzewiały siemens stoi jeszcze na swoim dawnym miejscu. Ostatni raz dmuchnął w katedralne organy w roku 1997. Dziś niemiecki wentylator, zamontowany w roku 1914, jest już tylko zabytkiem techniki. Obecny mechanizm jest znacznie lepszy. Przed siemensem było jeszcze inaczej. Z tyłu za organami można wciąż zobaczyć dwa stanowiska dla tzw. kalikancistów. Żeby piękne dźwięki mogły wypełnić wnętrze koszalińskiej świątyni, dwóch krzepkich ludzi musiało się nieźle... nabiegać. Wprawiali w ruch organowe miechy własnymi nogami za pomocą specjalnych pedałów. Od czasu, gdy zbudowano koszalińskie organy, wiele się zmieniło. Jednak pewne elementy zmianom się nie poddały – wciąż potrzeba mistrza przy klawiaturze i wiatru w piszczałkach.

Szlifowanie perły

Tak bez przesady można powiedzieć o trwającym generalnym remoncie organów w koszalińskiej katedrze. To wyjątkowy instrument na Pomorzu Zachodnim. Nie tylko największy (50 głosów, 2960 piszczałek). – Są instrumenty starsze, jak choćby w katedrze w Kamieniu Pomorskim czy w kościele pw. św. Jacka w Słupsku. Jednak tamte instrumenty mają tylko XVII-wieczne obudowy, łącznie z prospektami. To, co znajdujemy w środku, jest już rekonstrukcją. Natomiast tutaj mamy w pełni oryginalny instrument – mówi prof. Bogdan Narloch, wykładowca, znawca organów, wirtuoz tego instrumentu, dyrektor artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Organowego w Koszalinie. Obudowa katedralnych organów pochodzi z roku 1845. Natomiast sam instrument to dzieło sławnego świdnickiego warsztatu „Schlag und Söhne” z roku 1899. – Był to wtedy instrument niezwykle nowoczesny, świetny technicznie i brzmieniowo – wyjaśnia Bogdan Narloch. Dzisiejsze brzmienie organów jest wynikiem działań z roku 1935. To miks romantyzmu z barokiem w gotyckiej przestrzeni. Zgodnie bowiem z założeniami ruchu Orgelbewegung uznano, że ideałem brzmienia są organy barokowe. Instrumenty, także ten koszaliński, zaczęto przerabiać. Romantyczny „Schlag” otrzymał połowę nowych głosów. Po kilkudziesięciu latach organy zaczęto ponownie romantyzować. Obecny remont generalny częściowo zachowa jednak brzmieniowe zmieszanie epok, które dziś należy już do rzadkości. – To jest historia budownictwa organowego. Można się z tamtymi zmianami nie zgadzać, ale tak było. Zostawiamy ten ślad historii – stwierdza Bogdan Narloch. Koszalińskie organy także z tego powodu są wyjątkowe.

Nowoczesność tak, ale...

W latach 70. XX w. koszalińskie organy otrzymały nowy stół gry oraz została w nich zelektryfikowana traktura, czyli system przenoszenia ruchu pomiędzy klawiszem a zaworami sterującymi poszczególnymi piszczałkami. – Zmienił się jedynie sposób sterowania instrumentem. Zupełnie nie wpływa to na brzmienie, ponieważ źródłem dźwięku są nadal piszczałki – zapewnia Bogdan Narloch. W wielu parafiach piszczałki z powodzeniem zastępują układy scalone. Elektronowe organy zdają egzamin, ponieważ, jak powtarza koszaliński profesor: – Nadal bardzo ważne jest to, kto zasiądzie przy klawiaturze. Mimo wszystko jednak dusza instrumentu to nie to samo co procesor. – Niedawno grałem na nieprawdopodobnie drogich organach elektronowych. Miały takie możliwości, że sam się zdziwiłem. Ale uwaga, wprawny słuchacz nie da się nabrać. Technologia jeszcze nie jest na tyle dobra, żeby zastąpić prawdziwe organy. Moim zdaniem nigdy do tego nie dojdzie – twierdzi Bogdan Narloch.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma