GN 32/2018 Archiwum

Pod skrzydłami gryfa

Po raz czwarty koszalińscy Kaszubi i „kaszuboluby” spotkali się, by przypominać o historii ziem pomorskich.

Informacja o tym, że Kaszubia to nie tylko wschodnia część Pomorza, z którą dzisiaj utożsamiamy tę krainę, pomału znajduje swoje miejsce w świadomości społecznej. Pomagają w tym takie spotkania jak to, które zorganizowano w Archiwum Państwowym w Koszalinie. – Takie wydarzenia są świetną okazją, by przypominać, że Kaszubi byli ludnością autochtoniczną, słowiańską – przypomina Joanna Chojecka, dyrektor placówki. Także w Koszalinie czy Sławnie, co potwierdzają ślady odnalezione w kronikach miast. – Pierwszym kronikarzem Koszalina był Johann David Wendland. Zwracam uwagę na nazwisko – już ono kieruje nas w kaszubskie obszary poszukiwań – mówi Joanna Chojecka. Wenedowie to jedna z nazw, którą na przestrzeni wieków nazywano rdzenną ludność tego obszaru. Nazwę własną „Kaszubi” na światło dzienne wydobyli dominikanie. Założoną przez siebie jednostkę terytorialną sięgającą od Tczewa i Gdańska aż po Gryfię (Greifswald) i Pozdawilk (Pasewalk) nazwali kontratą kaszubską. Z korespondencji zakonnej wynika, że terytorium zamieszkane przez Kaszubów utożsamiali oni z księstwem Gryfitów.

Fantastyczny stwór

– Kaszubi to ci Słowianie, którzy od VI w. zajęli całe Pomorze: po Brugię na zachodzie i po ujście Wisły na wschodzie. Utworzyli swoje własne państwo: Księstwo Zachodniopomorskie. Różne są teorie, ale większość badaczy skłania się do uznania, że początek dynastii Gryfitów dał Warcisław I, który urodził się w grodzie w Kołobrzegu. To był wówczas największy gród kaszubski na Pomorzu – opowiada Wacław Nowicki, prezes odradzającego się koszalińskiego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a zarazem niestrudzony badacz pomorskiej historii i popularyzator wiedzy o kaszubskiej tożsamości tego regionu. Wyjaśnia też, skąd obecność gryfa. Ten fantastyczny stwór stał się bohaterem roku 2014. Rok Gryfa miał na celu wzmocnienie poczucia tożsamości regionalnej oraz promocję i utrwalanie zarówno historycznej, jak i współczesnej kultury Pomorza Zachodniego. Można go znaleźć w herbie województwa, ale również w wielu herbach regionu. Najstarszym świadectwem obecności gryfa na Pomorzu jest jego wizerunek na pieczęci z 1214 r. Tej samej, do której nawiązuje dzisiejszy herb Koszalina. – To pieczęć księcia Bogusława II, odciśnięta na pierwszym koszalińskim dokumencie z 23 października 1214 r., w którym nadawał osadę Koszalin norbertanom z Białoboków – wyjaśnia Wacław Nowicki.

Zapomniane zwyczaje

Uczestnicy spotkania mieli także okazję wejrzenia w świat znikających obrzędów i zwyczajów kaszubskich. W filmową historię zebrali je Ewelina Karczewska i Piotr Zatoń. To ich drugi film poświęcony kaszubskim tradycjom. – Przede wszystkim chcemy ocalić je od zapomnienia. Nasza reżyserka często mówi, jak bardzo żałuje, że nie utrwaliła opowieści swojej babci. Nikt tego nie zapisał, nie zarejestrował. Potem okazało się, że zainteresowani naszymi filmami są nie tylko Kaszubi, ale także ludzie, którzy chcą poznać ten świat – mówi Piotr Zatoń. – 30 proc. naszych członków nie ma kaszubskich korzeni, ale po prostu jest zainteresowana historią tych ziem – przyznaje Wacław Nowicki. – Moim zadaniem jest edukacja, której zabrakło i w szkołach, i w przestrzeni społecznej. Brakuje jej również w promocji tego regionu. Niekiedy zarzuca mi się, że nie Kaszubi, tylko Wenedowie, że nie grodzisko kaszubskie, tylko pomorskie… Tymczasem to tożsame nazwy, tyle że pochodzące z różnych okresów – mówi. Taki cel stawia sobie również o. Janusz Jędryszek OFM Conv, gospodarz Świętej Góry Polanowskiej. Od trzech lat zaprasza w czerwcu do swojej pustelni na kaszubski odpust. – Nie tylko Kaszubów, ale mieszkańców całego Pomorza. Jeśli nie ma się korzeni, jest się tylko przechodniem. A gdzie mamy tych korzeni szukać? Przecież nie w góralszczyźnie czy kurpiowszczyźnie – mówi franciszkanin i dodaje: – Co ciekawe, nie-Kaszubi bardziej interesują się kaszubską spuścizną tych terenów niż ci, którzy mają tutejsze korzenie. Przykładem może być fakt, że nauka języka kaszubskiego jest bardziej popularna w Słupsku niż na terenach uważanych za rdzennie kaszubskie. Może dlatego, że miejscowi nie doceniają wartości, które mają od dzieciństwa w zasięgu ręki. Dla ludzi z zewnątrz natomiast są one ciekawe, intrygujące i… ważne.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma