Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Miasto spalonych róż

Na tory wyjechał specjalny pociąg, a plaża zachodnia usłana była ciałami… na szczęcie tylko rekonstruktorów. Powstaje film opowiadający o pierwszych polskich latach kurortu.

Nie będzie to produkcja długa, ale treściwa. Chcemy w ten sposób oddać hołd pionierom, tym, którzy jako pierwsi przyjechali na tak zwane Ziemie Odzyskane i budowali polski Kołobrzeg – wyjaśnia Robert Maziarz, jeden z twórców filmu. – Moi dziadkowie też przyjechali tu jako jedni z pierwszych. Babcia z prababcią z ruin Warszawy, dziadek – partyzant, tu, na zachodzie szukał schronienia wśród masy ludzi napływających. A ja byłem wychowywany na tych wspomnieniach – dodaje pasjonat lokalnej historii i założyciel muzeum Patria Colbergiensis mieszczącego się w kołobrzeskim ratuszu. Muzeum, poza działaniami wystawienniczymi, realizuje także rozmaite projekty związane z odkrywaniem przeszłości ziemi kołobrzeskiej oraz przygotowywaniem artykułów, słuchowisk i filmów. Powstający obraz nie będzie miał rozmachu „Kolbergu”, superprodukcji Veita Harlana, ani może nawet „Jarzębiny czerwonej” opowiadającej o walkach toczących się o miasto, ale – jak zapowiadają jego twórcy – będzie równie bogaty w treści.

Główną osią będzie specjalnie napisana piosenka. – Namówiłem przyjaciela Krzysztofa Maciejczyka, a ten po obejrzeniu setek zdjęć i przeczytaniu masy materiałów napisał tekst, muzykę ułożył Paweł Mallek. Tak powstało „Miasto spalonych róż” – mówi Robert Maziarz. Przedwojennym kurortem i jego ogrodami różanymi zachwycała się cała Europa, ale to, co ukazało się oczom pierwszych polskich osadników, zdecydowanie odbiegało od wyobrażeń. – To było miasto ruin. I much. Po wodę trzeba było chodzić w górę rzeki ze względu na leżące ciała. Ale to było też miasto, w którym wszyscy się znali, tworzyli małą społeczność, musieli się odnajdywać wśród gruzów. Był jeden czajnik, który parzył herbatę dla całej ulicy, jeden radioodbiornik, przy którym wszyscy się gromadzili. Ulice zajmowali ludzie z tych samych stron. Więc wiadomo było, że na Zygmuntowskiej to trzeba warszawiaków szukać – dodaje filmowiec. W produkcji udział wzięło blisko 40 statystów rekonstruktorów z Kołobrzegu, Koszalina i Trzebiatowa. Kadry filmowe wzbogacone zostaną o nigdy wcześniej nie publikowane zdjęcia z pierwszych polskich lat Kołobrzegu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama