Nowy numer 34/2019 Archiwum

Polska zaczyna ich ciekawić

Na ulicach Kołobrzegu szlifują język swoich przodków i poznają polską historię. Dzieci z Grodna cieszą się, że tutejsi ich rozumieją.

Choć 47 dzieci z parafii pw. Najświętszego Odkupiciela w Grodnie przebywało w kołobrzeskim ośrodku Caritas na wakacjach, nie obyło się tu bez lekcji języka polskiego, a raczej spotkania z miejscowymi polonistkami – Jadwigą Maj i Heleną Elert – które wyjaśniły gościom zawiłości polszczyzny. Część białoruskich dzieci to uczniowie polskiej szkoły w Grodnie, które mówią lub przynajmniej rozumieją po polsku, jak „zuch” Bogdan Kiewlak czy Emilia Gradowska, która z polskiego ma… ósemki i dziewiątki. W białoruskim systemie edukacyjnym dłuższa niż w polskim jest nie tylko skala ocen (aż 10-stopniowa), dłuższe są też wakacje – trwają aż 3 miesiące.

Zabawa po polsku

Zaproszenie białoruskich dzieci nad Bałtyk to wyraz publicznej troski o Polonię i jest dofinansowane przez Kancelarię Senatu. Celem wycieczki jest nie tylko wypoczynek dzieci, ale i szansa na poznanie polskiej kultury, tradycji, wzbudzenie w nich zainteresowania Polską, nie tylko jako krajem lepiej rozwiniętym gospodarczo, o życiu w którym – jak same napomykają – marzą ich rodziny, a nawet i one same. O tym, że takie programy są potrzebne, świadczy fakt, że choć goście zza białoruskiej granicy mają polskie korzenie, niekoniecznie ich serca biją szybciej na myśl o kraju przodków. Opiekująca się grupą nazaretanka s. Agata zauważa, że dopiero stanięcie na polskiej ziemi, poznawanie języka i kultury, wzbudza w nich zainteresowanie tym, co polskie. – Kiedy są w Grodnie, to nie czują takiej potrzeby, ale podczas wyjazdu widzą, że muszą się dużo nauczyć, jeśli chcą tu dobrze funkcjonować, porozumieć się z miejscowymi – stwierdza.

– Podobnie z historią czy kulturą – zaczyna ich ona ciekawić dopiero tutaj, podczas zwiedzania miasta, muzeów. Jak skuteczne są te działania, widać w chęci integrowania się maluchów z polskimi rówieśnikami. – Kiedy nasi spotykają polskie dzieci i zaczynają się razem bawić, to starają się z nimi dogadać. „Próbujemy mówić po polsku i one nas rozumieją” – cieszą się – zauważa nazaretanka.

To nie zabawki

Opiekun grupy o. Edward Petelczyc, redemptorysta, stwierdza, że problemy dzieci zza wschodniej granicy są takie same, jak w Polsce. Na dowód wskazuje kilka głów pochylonych z uwagą nad smartfonami. – Do tego dochodzą typowe kłopoty wynikające z tego, co dzieje się w rodzinie – powiedział. Stąd troska redemptorystów o formację dzieci, by umocnić je duchowo przed wejściem w okres młodzieńczy. Ten problem na Białorusi oznacza zazwyczaj zobojętnienie religijne i zerwanie więzi, bowiem po maturze duża część młodzieży wyjeżdża na zagraniczne studia, skąd już nie wraca. Duchowej formacji najmłodszych również służy pobyt w Polsce – to połączenie wypoczynku z wartościami duchowymi: codzienną modlitwą i Eucharystią. Podczas tej niedzielnej sprawowanej w ośrodku Caritas pw. Aniołów Stróżów dzieci z Grodna zadbały o oprawę liturgiczną oraz piękny śpiew po polsku i białorusku. Mają w tym niemałe doświadczenie – chłopcy to ministranci, dziewczęta – bielanki, czyli Służba Maryjna, polegająca np. na czytaniu czytań mszalnych, animacji muzycznej. Dzięki tej służbie dzieci rozwijają swoją religijność. Bogdan Kiewlak dopiero pół roku temu dołączył do grona ministrantów i na razie w prezbiterium zajmuje się głównie dzwonkami, ale traktuje to serio. – To nie są zabawki, wszystko jest na poważnie i dlatego trzeba to robić ze zrozumieniem – mówi 13-latek. – To dla mnie odpowiedzialne zajęcie, bo służę Panu Bogu. Białoruscy goście pochodzą z domów katolickich, ale i tam z religijnością bywa różnie. – To wynika z tradycji, lepiej jest tam, gdzie matki pochodzą z rozmodlonych domów. To zresztą widać tutaj, w reakcji dzieci na rozłąkę: niektóre mówią „gdy tęsknię za mamą, od razu się modlę” – dzieli się spostrzeżeniami s. Agata. – Do rodziców często udaje się nam dotrzeć przez dzieci. Niektórzy odkrywają, że warto się modlić z dziećmi, przyjść razem do kościoła. Kiedy już przyjdą, bywa, że angażują się w życie parafialne, tak jak rodzice Daszy Mickiewicz. – Odkąd moi dołączyli do Domowego Kościoła, nasza rodzina stała się bardziej wierząca – zaświadcza 11-latka. – Co niedzielę jesteśmy na Mszy św., co wieczór modlimy się razem w domu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL