Nowy numer 41/2019 Archiwum

Wielkie kucie w małej wsi

Plac przed świetlicą na jeden weekend w roku zamienia się w plenerową kuźnię. Kilkunastu kowali rozpala swoje paleniska, ustawia kowadła i bije w metal, aż iskry lecą spod młotów.

Zjechali się z całego kraju do Węgorzewa Koszalińskiego, żeby przekonywać, iż kowalskie tradycje nie odeszły w niepamięć.

Przystanek Kuźnia

– To raczej wąskie środowisko, nie ma nas tak wielu jak adwokatów czy farmaceutów. Kowal to obecnie rzadko spotykany widok, więc zobaczenie go przy pracy to okazja – przyznaje Aleksander Czernecki, artysta kowal, pomysłodawca i główny organizator wydarzenia, na które zwołał swoich kolegów po fachu. Pomogły środki z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich oraz zaprzyjaźnione Stowarzyszenie Refugium i węgorzewskie sołectwo.

Kowala w Węgorzewie wymarzył sobie sołtys. A. Czerneckiego spotkał przypadkiem w Koszalinie, na jarmarku. Od słowa do słowa, znalazł dla niego we wsi kawałek ziemi. Na razie biegają tam konie, ale w przyszłości stanie kuźnia. – Kiedyś była kuźnia w Węgorzewie, na wjeździe od Sianowa. Mieliśmy też swojego kowala. A zaraz po wojnie, od czerwca do października 1945 r., był tu szwadron ułanów Warszawskiej Brygady Kawalerii. Większość żołnierzy była zza rzeki Bug. Kiedy szwadron rozformowano, 13 z nich postanowiło tu się osiedlić. Oni też nadawali pewien charakter temu miejscu. Mamy więc tradycje, które warto przywoływać – opowiada Piotr Kłobuch.

Węgorzewski sołtys jest człowiekiem z pasją i takimi ludźmi lubi się otaczać. Gdy w ubiegłym roku narodził się pomysł, by na pomorską wieś zaprosić innych pasjonatów wymierającego rzemiosła, szczerze się ucieszył. – W innych częściach Polski można spotkać kowali częściej, u nas w regionie to właściwie niemożliwe. Stąd pomysł na ten plener – mówi pan Piotr.

Z duszą i ciałem

Lech Trawicki podsypuje węgla i wkłada sztabę do paleniska. Uderzając młotem rozgrzane do 1000 stopni Celsjusza żelazo, zaczyna nadawać mu kształt. – Ja bardziej muzealnikiem niż kowalem jestem – mówi skromnie, finezyjnie rozmazując ciemne smugi po twarzy. Lekko nie jest. – Podczas studiów na archeologii zajmowałem się narzędziami stalowymi do obróbki drewna. Odwiedzałem wówczas kowali, ale nie przypuszczałem, że po ćwierćwieczu sam skończę w kuźni – dodaje ze śmiechem.

Ścieżki zawodowe zaprowadziły go do oliwskiej Kuźni Wodnej. – Niektórzy twierdzą, że kowalskie rzemiosło już umarło. My teraz staramy się je wskrzesić. Takich kowali, którzy mają za sobą rodzinne tradycje, jest dzisiaj niewielu. Można im tylko pozazdrościć, bo wpisują się tysiącletnią tradycję. Tu niewiele się zmienia. Można wyłączyć nadmuch i ten wielki miech zabytkowy z powodzeniem go zastąpi. Są coraz lepsze narzędzia, młotki resorowe, ale tak naprawdę technologia jest ta sama – uśmiecha się. Co trzeba mieć, żeby być kowalem? – Wiele cierpliwości. To powtarzalność czynności, nudnych i długoterminowych. Te proste z pozoru zabiegi wymagają nauki i doświadczenia. Potrzeba jakieś… 10 tys. godzin praktyki. Ja jestem na początku drogi – odpowiada.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL