Nowy numer 40/2020 Archiwum

Uwaga sekty! Podczas wakacji ich aktywność jest większa

Sytuacja podczas urlopu nad Bałtykiem - odbywa się jakieś wydarzenie kulturalne, przy którym działa Wioska Kryszny. Można tam pójść, żeby sobie pośpiewać, potańczyć, zjeść ekologiczne jedzenie. No właśnie, czy można?

Można ich spotkać na ulicy albo na plaży w nadmorskich kurortach. Kim są wyznawcy Kryszny, czy Świadkowie Jehowy? Dlaczego kontakt z nimi może być niebezpieczny? Nie można nawet zjeść wegańskiej sałatki? Rozmowa z ekspertem.

Ks. Wojciech Parfianowicz: Stoją spokojnie, proponują czasopisma z biblijnymi okładkami. Chodzą po plaży, grają na bębenkach, uśmiechają się, powtarzają mantrę, tańczą. Kim są?

Ks. prof. Janusz Bujak: Zacznijmy od Świadków Jehowy. Jest to sekta, która wyrosła na korzeniach chrześcijańskich, a dokładnie protestanckich oraz na symbolice i duchowości masońskiej. W pismach Russela, założyciela Świadków Jehowy symbolika masońska jest bardzo widoczna.

Dlaczego mówimy tu o sekcie, a nie o wyznaniu, jak w przypadku różnych wspólnot chrześcijańskich?

Ponieważ Świadkowie Jehowy nie są chrześcijanami. Najważniejsze jest pytanie o Jezusa Chrystusa. Grupa ta nie uznaje Jego bóstwa, a zatem neguje istnienie Trójcy Świętej.

Przecież Świadkowie Jehowy czytają Biblię.

Ale interpretują ją w sposób całkowicie dowolny. To nie doktryna jest dostosowywana do Biblii, tylko Biblia do doktryny.

Skoro Biblia mówi inaczej niż nasza doktryna, tym gorzej dla niej?

Tak. Tłumaczenie, którego używają Świadkowie Jehowy to tzw. Biblia Nowego Świata. Jest tam wiele przeróbek skonstruowanych tak, aby wszystko zgadzało się z doktryną tej grupy. Np. w Nowym Testamencie wstawia się imię Jehowa w miejsce słowa "Kyrios", które tłumaczymy jako "Pan". Słowo "bóg" w odniesieniu do Chrystusa w prologu Ewangelii wg św. Jana pisze się małą literą. Dowolnie przestawia się znaki interpunkcyjne. Przykładowo: zamiast „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju", pojawia się: "Zaprawdę, powiadam ci dziś: Będziesz ze mną w raju". To zmienia interpretację tego tekstu w odniesieniu do życia wiecznego.

Ciekawy paradoks. Można nie czytać Biblii i być chrześcijaninem, co niestety bywa dość częste, ale można też ją czytać i nim nie być.

Tak. To właśnie pokazują Świadkowie Jehowy.

Kim natomiast są radośni, rozśpiewani, wegetariańscy wyznawcy Kryszny?

Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny zostało założone w latach 60. XX wieku. Jest to hinduistyczna sekta, ponieważ jej założyciel dostosował hinduizm do mentalności Zachodu. Można powiedzieć, że jest to hinduizm w wersji light, który trafił na podatny grunt zepsutego dobrobytem i ogarniętego duchową pustką zachodniego świata. Głosi potrzebę medytacji, zjednoczenia z bóstwem...

...przyjaźni, miłości, wzajemnego szacunku...

...a także możliwość połączenia bycia chrześcijaninem i wiary w Krysznę. Nic nie stoi na przeszkodzie, bo Kryszna zawiera w sobie wszystkie bóstwa, a Jezus według nich tak naprawdę był hindusem i uczył się czynienia cudów w Egipcie, a może nawet w Indiach.

Sytuacja, która może wydarzyć się podczas urlopu nad Bałtykiem - odbywa się jakieś wydarzenie kulturalne, przy którym działa Wioska Kryszny. Można tam pójść, żeby sobie pośpiewać, potańczyć, zjeść ekologiczne jedzenie. No właśnie, czy można?

Oczywiście, że nie. To jest jednak jakiś rodzaj "liturgii". Dla tych osób - one o tym wprost nie powiedzą - jest to sposób oddawania czci Krysznie. Zapalone kadzidełko może być dla nas egzotycznym symbolem, ale oni są przekonani, że tak oddaje się hołd bóstwu i że my w ten sposób wchodzimy w ten krąg. To może być pierwszy kontakt, który nas zarazi.

Czy to jest złamanie pierwszego przykazania Dekalogu?

Jeśli ktoś robi to z ignorancji, bez świadomości, to nie. Natomiast, jeśli ktoś zdaje sobie sprawę z tego, czym to jest, a katolik powinien rozumieć, że nie są to rzeczy obojętne, to grzeszy przeciwko pierwszemu przykazaniu.

Dlaczego ludzie wpadają w sidła sekt?

Niepraktykowanie i nieznajomość swojej wiary, jakiś kryzys w życiu, śmierć kogoś bliskiego, zmiana miejsca zamieszkania, poczucie duchowej pustki – to sytuacje idealne dla sekt. Nagle pojawiają się życzliwi, uśmiechnięci ludzie, którzy zapraszają do wspólnoty. Czynnik ludzki ma tutaj ogromne znaczenie. Wyjście naprzeciw, przyjęcie, zrozumienie. To dlatego Świadkowie Jehowy stoją u nas z gazetkami w języku ukraińskim. Wiedzą, że jest u nas wielu Ukraińców, którzy mogą czuć się samotni, opuszczeni, zdezorientowani.

Może warto odczytać to jako znak dla nas, ludzi Kościoła? Jeśli chcemy przyciągnąć kogoś do prawdziwej wiary, do Jezusa, to czynnik ludzki jest tutaj bardzo ważny.

W latach 80. XX wieku ukazał się watykański dokument: "Sekty albo nowe ruchy religijne: wyzwanie duszpasterskie". Mówi się w nim o konieczności właściwej odpowiedzi parafii na potrzeby człowieka, któremu brakuje wspólnoty oraz zachęca się, aby zająć się tymi, którzy znajdują się w kryzysie. Taki kryzys dla sekt jest pożywką, a dla nas – wyzwaniem duszpasterskim.

Jak mamy traktować ludzi, którzy są w sektach, a których możemy spotkać na wakacyjnych szlakach?

Trzeba odróżniać idee od ludzi. Ludźmi nigdy nie wolno gardzić ani ich agresywnie atakować, ale też nie można naiwnie, w imię źle rozumianej tolerancji, czy dobrego wychowania, zgadzać się na to, co głoszą. Ci, którzy stoją na ulicy, albo chodzą i śpiewają mantrę, czyli są na pierwszej linii, najczęściej szczerze wierzą w to, co robią. Zobaczmy więc w nich ludzi, którzy błądzą. Przede wszystkim módlmy się za nich. Można by też zadać kilka pytań, wykazując niespójność doktryny, ale najpierw samemu trzeba by ją znać. Weźmy też pod uwagę to, że takie osoby są szkolone do tego, aby znajdować odpowiednie argumenty i nie słuchać oponenta. A zatem zawsze szacunek, a jeśli nie mamy wiedzy, lepiej w dyskusje nie wchodzić.

Dlaczego sekty są niebezpieczne i czym ich głoszenie różni się od naszej ewangelizacji? Pierwsze, co się narzuca, to podstęp.

Sekta człowieka zniewala, odbierając mu wolność. Dzisiaj wiele mówi się o wolności. Bardzo ją sobie cenimy. Warto pamiętać, że tego typu grupy chcą nas jej pozbawić. Odbywa się to etapowo, m.in. przez odcinanie adepta od jego dotychczasowego otoczenia oraz od innych źródeł informacji na temat grupy, do której przystępuje. Na szczęście dzisiaj trudno jest umieścić człowieka w informacyjnej klatce.


Ks. dr hab. Janusz Bujak, profesor US - wykładowca teologii dogmatycznej, diecezjalny referent ds. ekumenizmu, przed laty odpowiedzialny za Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama