Nowy numer 29/2021 Archiwum

Koszalin. Zapomniana tradycja upamiętniania zmarłych

Wiersze na cześć zmarłego, dedykowane mu mowy zachęcające do udziału w pogrzebie, druki pogrzebowe rozdawane na pamiątkę. Pomorzanie z XVI wieku dbali o pamięć o swych bliskich.

Takie właśnie funerały sławią zmarłego Johannesa Micraeliusa, jednego z najsławniejszych koszalinian tamtej epoki. Choć pochodził z chłopów jamieńskich, dzięki starannej edukacji zdobył miano teologa, filozofa, poety i historyka oraz tytuł rektora Pedagogium Książęcego w Szczecinie. Mowa wygłoszona na tej uczelni tuż przed jego pogrzebem zachęcała do odprowadzenia jego zwłok poprzez prezentację jego szczegółowego życiorysu z uwypukleniem jego zasług. Wiadomo, i bez tego za marami, na których leżał, kroczyłyby tłumy, ale publikacja była wyrazem uznania i prestiżu. – W protestantyzmie kierowano się zasadą: im więcej za życia zrobiłeś dla społeczności, tym więcej należy ci się po śmierci – dr Borysowska wyjaśnia powód dłuższych niż przeciętnie konduktów, bogatszej oprawy uroczystości i pisania funerałów.

Ich adresatami byli ci, którzy pełnili funkcje publiczne, czyli głównie mężczyźni, i to z wyższych sfer. Kobiety rzadko mogły liczyć na pośmiertną pochwałę w druku. – No, chyba że za życia były matkami lub żonami zasłużonych dla społeczeństwa mężczyzn. Natomiast niezwykle rzadko upamiętniano w ten sposób dzieci, zresztą to ograniczały przepisy – dodaje bibliotekoznawczyni.

Koszalin. Zapomniana tradycja upamiętniania zmarłych   Druki pogrzebowe otrzymywali co prawda najmożniejsi, ale symbolika na nich stosowana nie pozostawiała złudzeń, ukazywała powszechność śmierci – ryciny ukazujące śmierć z podpisem "Spadła korona z naszej głowy" to symboliczny przekaz, że dotyka ona wszystkich jednakowo. Katarzyna Matejek /Foto Gość

Komponowanie druku dedykowanego konkretnemu zmarłemu ad hoc – a przecież śmierć prawie zawsze jest zaskoczeniem dla bliskich – nie było łatwe. Twórczym ujęciem jego żywota wykazywali się pastorzy, kaznodzieje, pracownicy naukowi. – Mogli to być też częściowo już wykształceni synowie, którzy jeszcze z literaturą byli za pan brat i rzeczywiście znajdujemy wiersze podpisane przez synów zmarłego – wyjaśnia dr Borysowska na podstawie pamiątek po Micraeliusie. – Mowę pogrzebową czy wiersz dla kobiet, które nie pełniły funkcji publicznych, ale oddawały się życiu rodzinnemu i parafialnemu, układali najczęściej pastorzy.

Nadto druk można było potraktować jako przepustkę do lepszego świata – można było go wydać samemu. Dając w ten sposób znać o sobie pozostałej przy życiu rodzinie, można było zdobyć jej przychylność.

Organizatorem spotkania była Koszalińska Biblioteka Publiczna i Zarząd Okręgu Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama