Nowy numer 50/2019 Archiwum

Zapomniana tradycja upamiętniania zmarłych

Wiersze na cześć tego, który odszedł, dedykowane mu mowy zachęcające do udziału w pogrzebie, druki pogrzebowe rozdawane na pamiątkę. Pomorzanie z XVII wieku dbali o pamięć swych bliskich.

Trudno sobie wyobrazić, że współcześnie kapłan lub mistrz ceremonii pogrzebowej zamiast okolicznościowego kazania czy standardowej mowy deklamuje wiersz na cześć świętej pamięci zmarłego, i to „wiersz kunsztowny” z przesłaniem ukrytym w słowach stworzonych z liter imienia i nazwiska denata. Wszyscy słuchający odczytują anagram, ciesząc się z intelektualnej zagadki, która nawet po śmierci sławi imię nieboszczyka. W XVII wieku nie żałowano czasu na honorowanie zmarłych. Uważano, że tym, którzy nie szczędzili swych sił za życia dla społeczności, po śmierci należy się wiele.

Docenić po śmieci

Wykład pt. „Pomorskie druki pogrzebowe XVII w. – zapomniana tradycja upamiętniania zmarłych”, który zorganizowano 6 listopada w Koszalińskiej Bibliotece Publicznej, wygłosiła dr hab. Agnieszka Borysowska, bibliotekoznawca. Jako historyk książki przybliżyła koszalińskim słuchaczom fenomen XVII-wiecznych funeraliów. Te druki pogrzebowe są doskonałym świadectwem życia dawnych Pomorzan nie tylko dlatego, że spisywali je ich najbliżsi, stąd zawierają więcej informacji niż urzędowe archiwa (można się z nich np. dowiedzieć, że ktoś odbył daleką podróż i czym się podczas niej zachwycił), ale też dlatego, że pokazują, jak bardzo zżyte były w tamtych czasach ze sobą nie tylko rodziny, ale i kręgi zawodowe, towarzyskie, parafialne.

Jak zauważa dr Borysowska, w XVII wieku pogrzeb wyglądał inaczej niż dzisiaj, zależnie od tego, czy odbywał się na protestanckim Pomorzu czy w katolickim Królestwie Polskim. Na przykład luterańskiego konduktu nie prowadził krzyż, tylko pastor. Były jednak punkty wspólne: śpiew, bicie w dzwony i właśnie wydawanie druków pogrzebowych. Otrzymywali je na pamiątkę uczestnicy pogrzebu, a jeśli drukarz nie zdążył na czas, nawet później słano je im przez gońca. Była to nie lada pamiątka, starannie wydana, zazwyczaj w dwóch językach, głównie niemieckim, ale co wartościowsze fragmenty pisano po łacinie, czasem w grece czy nawet w języku hebrajskim.

Takie właśnie funerały sławią zmarłego Johannesa Micraeliusa, jednego z najsławniejszych koszalinian tamtej epoki. Choć pochodził z chłopów jamieńskich, dzięki starannej edukacji zdobył miano teologa, filozofa, poety i historyka oraz tytuł rektora Pedagogium Książęcego w Szczecinie. Mowa wygłoszona na tej uczelni tuż przed jego pogrzebem zachęcała do odprowadzenia zwłok. Wiadomo, że i bez tego za marami, na których leżał, kroczyłyby tłumy, jednak publikacja była wyrazem uznania i prestiżu. – W protestantyzmie kierowano się zasadą: im więcej za życia zrobiłeś dla społeczności, tym więcej należy ci się po śmierci – dr Borysowska wyjaśnia powód dłuższych niż przeciętnie konduktów, bogatszej oprawy uroczystości i pisania funerałów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama