Nowy numer 08/2020 Archiwum

Przygoda w realu, nie w telefonie

Młodzi potrzebują inspiracji, by podnieść głowę znad ekranów. I znajdują się dorośli, którzy chcą im w tym pomóc. To pasjonaci survivalu, bushcraftu i sztuki samoobrony z Bobolic i pracownicy Lasów Państwowych.

Dorośli wzięli się za krzepę bobolickich dzieciaków. Wyciągają je na wyprawy terenowe, halę sportową. Uczą krzesać ogień i bronić się przed napastnikiem. Zaczęło się od tego, że zaniepokoiły ich dzieci siedzące obok siebie, ale bez wzajemnego kontaktu, bo z nosami przy smartfonach. – Zapytałem młodego chłopaka, czy strzelał z procy. Potwierdził. Ale kiedy dopytałem o szczegóły, pokazał palcami, że chodzi o gierkę komputerową – uśmiecha się gorzko Jędrzej Szugalski, pomysłodawca grupy Wektor. – Pomyślałem: jeśli nie zadbamy o młodzież, to co dalej z naszym narodem? Po ogłoszeniu inicjatywy w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Bobolicach okazało się, że dorosłych, którzy chcą dołączyć do organizatorów zajęć, jest więcej. Swoją pomoc zadeklarowali: żołnierz i instruktor survivalu, medyk pola walki, ratownik wodny z technikami alpinistycznymi, ubezpieczyciel oraz hodowca psów. To działalność charytatywna – dorośli ofiarują maluchom nie tylko swój czas, ale i pieniądze niezbędne, by zorganizować przedsięwzięcie. Zapaleńcy współpracują z parafią, nadleśnictwem, samorządem. Powstał plan comiesięcznych spotkań w terenie i w hali sportowej.

Za akita inu

Po raz pierwszy, we wrześniu, dzieci ruszyły w 16-kilometrową trasę dookoła Bobolic, mając za wskazówkę jedynie mapę. Miesiąc później Wektor zawędrował głęboko w las. Niezwykłą atmosferę zapewniły wyprawom m.in. psy rasy akita inu, które, jak mówi ich hodowca Andrzej Gorajczyk z Porostu, mają w sobie tak doskonały instynkt samozachowawczy, że samo ich towarzystwo może wybawić człowieka z opresji. W dodatku przy drugim spotkaniu akita inu rozpoznały znajome dzieci i podeszły się przywitać. Dzieciaki były wniebowzięte. – To sprzężenie zwrotne: kontakt z tymi zwierzętami służy zarówno ludziom, jak i psom – mówi hodowca. Przetrwać w dziczy trzeba umieć. – Dzieci potrafią wszystko, ale… w telefonie. W działaniu realnym jest już kiepsko – potwierdza Zdzisław Choruży, żołnierz i instruktor survivalu, w trakcie trzeciego spotkania grupy Wektor, które odbywa się nie w terenie, ale w hali sportowej. – Uczymy dzieci walki wręcz w sytuacji zagrożenia ze strony innych ludzi. I nie chodzi wyłącznie o sprawność fizyczną czy umiejętność robienia uników, ale też o wiedzę, że zamiast „ratunku” lepiej krzyczeć „pożar”, co skuteczniej pobudza do działania osoby postronne. – Te umiejętności są ważne, ale chcemy w dzieciach rozwinąć również pasję do przygody. I przekonać je, że nie muszą przygód przeżywać na ekranach, ale że same coś potrafią – wyjaśnia Z. Choruży. Na zajęciach Wektora, jak dodaje, zaglądanie do telefonu jest zabronione. Tu uczy się też dyscypliny.

Dobra zazdrość

Hubert Gołębiowski jest na zajęciach grupy po raz pierwszy. Zazdrości swemu starszemu bratu Antkowi, że na ostatniej wyprawie strzelał z łuku, przeprawiał się po linach przez rzekę, spuszczał się na nich po skarpie i przechodził nad strumieniem, rozpalał ognisko krzesiwem, przenosił ogień na inne stanowisko. W hali sportowej ramię w ramię stają wszyscy trzej bracia: Hubert, Antek i Kuba. A także Katarzyna, ich mama. Przed nimi rozgrzewka, nauka asekuracji podczas upadków, technik samoobrony. – Pomysł jest wręcz doskonały: wolna sobota, dzieciaki odciągnięte od ekranów i co ważne, mogą spędzić ten czas z rodzicami – mówi Katarzyna Gołębiowska. – Aktywność fizyczna dzieci jest konieczna, przekłada się na zdrowie, odciąża psychicznie. Widzę to już po Antku, który wziął udział w wyprawie do lasu – jak go to zafascynowało i jak rozwijający był dla niego trening współpracy w grupie.

To dopiero początek

Ksiądz Tomasz Staszkiewicz, wikariusz bobolickiej parafii, uważa, że warto inspirować dzieci i młodzież zarówno religijnie, jak i w innych dziedzinach. – Jesteśmy od tego, żeby wspierać rozwój człowieka. W pluralizmie pojęciowym dobrze jest wskazywać na to, co wartościowe – mówi kapłan. Dlatego nie tylko wspiera tę inicjatywę, ale i sam bierze w niej czynny udział. – Przyznam, że sam mam problemy ze zrozumieniem, czym żyje dziś młode pokolenie. Wektor to propozycja czegoś wartościowego i potrzebnego, co potwierdzają także nasi parafianie. To dopiero początek działań, ale widząc zaangażowanie i plany organizatorów, jestem przekonany, że wyniknie z tego wiele dobrego. W planach Wektora są wyprawy terenowe w różnych porach doby, w ekstremalnych warunkach pogodowych. Są także zajęcia dla starszej młodzieży i dorosłych. Jeśli tacy się znajdą i zdecydują na odrobinę szaleństwa – wsiądą kiedyś do auta bez okien i wywiezieni głęboko w dzicz, będą musieli wrócić samodzielnie do domów, zaliczając po drodze spotkania z ludźmi lasu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama