Nowy numer 42/2020 Archiwum

Z miłości do muzyki

Był prekursorem Mszy bigbitowych w diecezji, potem rozśpiewywał pokolenia młodych mieszkańców Białogardu. Za dziesięciolecia służenia Bogu i Kościołowi swoim talentem Henryk Bednarek otrzymał od papieża medal.

Pan Henryk odebrał to wyróżnienie z rąk bp. Krzysztofa Zadarki podczas Mszy św. w intencji jego oraz jego żony Teresy. W uroczystości w białogardzkim kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa uczestniczyło wielu jego znajomych, przyjaciół i wychowanków, bo to właśnie dzieciom i młodzieży ofiarował on swój talent i czas. – Z tego medalu tylko jakaś malutka cząstka jest moja. Należałoby go podzielić na kilkaset części. W samej scholi śpiewało 800 dzieci – dziękował skromnie białogardzianin.

Mocne uderzenie

Z wykształcenia ekonomista, z pasji – muzyk Pana Boga. W zespole Pojednanie, który powstał pod koniec lat 60. ubiegłego wieku przy białogardzkiej parafii, pan Henryk grał na gitarze elektrycznej, a kiedy trzeba było, siadał też do perkusji. – Byliśmy pierwszym takim zespołem w diecezji – przyznaje ze śmiechem Henryk Bednarek.

Razem z ks. Stanisławem Chojnowskim młodzi byli prekursorami Mszy św. bigbitowych w diecezji. Po podziale parafii Mariackiej przenieśli się ze swoim duszpasterzem do kościoła św. Jerzego, gdzie na młodzieżową Eucharystię o godz. 9 przychodziły tłumy. – Trochę też koncertowaliśmy. Z kolędami objechaliśmy chyba całą diecezję. Byliśmy na dwóch Sacrosongach. Ale największym przeżyciem był występ w Kołobrzegu – uśmiecha się pan Henryk.

Uroczystości 975-lecia powstania biskupstwa w Kołobrzegu były ogromnym wydarzeniem. Mszy św. przewodniczył kard. Karol Wojtyła, a homilię wygłosił kard. Wyszyński. – To było niezwykłe doświadczenie. Nigdy nie widziałem tylu tysięcy ludzi! Przy ścianie bazyliki stanęło podwyższenie, na 20 m w górę. I tam właśnie graliśmy – wspomina muzyk. – Naszym gorącym zwolennikiem był bp Tadeusz Werno. Zawsze graliśmy dla niego jego ulubioną pieśń „Gwiazdo śliczna, wspaniała”. W Kołobrzegu, jak nas zobaczył na tym podwyższeniu, to podwinął sutannę i wdrapał się tam do nas na górę. Szkoda, że nie zachowało się ani jedno zdjęcie z tamtego wydarzenia – wzdycha pan Henryk, przeglądając czarno-białe fotografie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama